16.08.2024, 20:16 ✶
Odpowiedzią na pierwsze zdanie, jakie wypowiedziała na jego widok po miesiącach rozłąki, był ze strony Dægberhta wesoły, ciepły śmiech. Śmiech ludzki miał to do siebie, że potrafił nieść w sobie wiele niekoniecznie oczywistych emocji - tak też było i tam razem, bo oprócz zrozumiałej reakcji na zabawne słowa, Flinta opanowała radość również z powodu zobaczenia Victorii na żywo (wreszcie!), jak i niepomylenia adresu. Czy dało się to z niego wyczytać? Cóż, brzmiał jak zawsze - jego chichot leżał gdzieś pomiędzy pomrukiwaniem leśnej driady napotkanej głęboko w gęstym lesie, a paniczyka przemierzającego lokalne stragany w poszukiwaniu konkretnej kosztowności, natrafiającego na coś, co na moment wyrwało go z okowów codzienności obrzydliwych bogaczy i pokazało mu jak cieszyć się prostymi rzeczami. Inaczej mówiąc - to był eteryczny śmiech kogoś kompletnie oderwanego od rzeczywistości. Kompletnie szalony, na pewno nie od dzisiaj, chociaż na pewno bardziej niż kiedyś. Kompletnie szalony, ale wyjątkowo solidny w tym, jak zapraszające były jego ramiona. Jedna z tych osób, o które człowiek instynktownie chciał się oprzeć, bo kiedy tylko opuściłeś głowę w dół, zdawali się niemalże kłaść pod tobą, byle tylko zapewnić ci na chwilę kryzysu lepszy wypoczynek niż leżenie na stercie kamieni.
Zimna, faktycznie zimna niczym morska woda otulająca go zewsząd, ale to wciąż Victoria. To był dobry, uspokajający go znak. Żart (który po chwili okazał się niekoniecznie żartem, a całkiem solidnym opisem tego, co Aurorka zastała w szybie wentylacyjnym), uścisk. Chłód, ale przy tym chłodzie charakterystyczne dla żyjących objawy - mrugała, oddychała, wykonywała te drobne, ludzkie gesty i...
- Cóż miałbym ci wybaczyć? Mam nadzieję, że nie wzięłaś moich słów za znak, abyś się odsunęła - nie to miałem na myśli. - To był tylko i wyłącznie szok. - Wróciłem wczoraj, się wyspać nie zdążyłem - nieco niezdarnie potarł tył głowy ręką, roztrzepując i tak nieszczególnie dobrze ułożone włosy - co widać pewnie.
A później jego uśmiech się poszerzył. Wszedł za nią do środka, przez krótki moment przyglądając się świecy.
- Nie przywiozłem tu jeszcze swoich szpargałów, więc wziąłem świeczkę, co mi ją Vior kupiła na sabacie... Za mocne? Otwartego sklepu ze świecami o tej godzinie nie znajdę - powiedział, spoglądając na nią tak swobodnie, że... nie wiedział zapewne jaki sekret krył jej skład. Nie ruszył też nigdzie bez Lestrange, w imię myśli, że kobiety (szczególnie po schodach) powinny iść pierwsze. Nie stawiał się jednak, jeżeli wskazała mu kierunek i wolała podążyć za nim. - No, chyba że masz w domu jakieś? - Niby nie chciał być wścibski, ale... - Zdziwiłem się, czytając o twojej przeprowadzce.
Zimna, faktycznie zimna niczym morska woda otulająca go zewsząd, ale to wciąż Victoria. To był dobry, uspokajający go znak. Żart (który po chwili okazał się niekoniecznie żartem, a całkiem solidnym opisem tego, co Aurorka zastała w szybie wentylacyjnym), uścisk. Chłód, ale przy tym chłodzie charakterystyczne dla żyjących objawy - mrugała, oddychała, wykonywała te drobne, ludzkie gesty i...
- Cóż miałbym ci wybaczyć? Mam nadzieję, że nie wzięłaś moich słów za znak, abyś się odsunęła - nie to miałem na myśli. - To był tylko i wyłącznie szok. - Wróciłem wczoraj, się wyspać nie zdążyłem - nieco niezdarnie potarł tył głowy ręką, roztrzepując i tak nieszczególnie dobrze ułożone włosy - co widać pewnie.
A później jego uśmiech się poszerzył. Wszedł za nią do środka, przez krótki moment przyglądając się świecy.
- Nie przywiozłem tu jeszcze swoich szpargałów, więc wziąłem świeczkę, co mi ją Vior kupiła na sabacie... Za mocne? Otwartego sklepu ze świecami o tej godzinie nie znajdę - powiedział, spoglądając na nią tak swobodnie, że... nie wiedział zapewne jaki sekret krył jej skład. Nie ruszył też nigdzie bez Lestrange, w imię myśli, że kobiety (szczególnie po schodach) powinny iść pierwsze. Nie stawiał się jednak, jeżeli wskazała mu kierunek i wolała podążyć za nim. - No, chyba że masz w domu jakieś? - Niby nie chciał być wścibski, ale... - Zdziwiłem się, czytając o twojej przeprowadzce.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr