17.08.2024, 09:22 ✶
- Być może masz rację.
I to, że Cathal to powiedział, byłoby najbardziej podejrzane dla tych ludzi, którzy znali go lepiej niż Thomasa – co Shafiq był uparty nie tylko jak osioł, ale jak całe stado osłów. Skłonienie go do zmiany zdania było niemalże niemożliwe, i wprawdzie bywał ostrożny w osądach, ale gdy już wyrobił w sobie jakieś przekonanie, stado diabłów by go od tego nie odciągnęło. Nie raz, nie dwa, wykopaliska stawały w miejscu na dzień lub dwa, tylko dlatego, że Shafiq i Crouch rzucali się sobie do gardeł względem jakiejś teorii albo tego, gdzie powinni kopać czy iść dalej, i żadne nie chciało ustąpić.
Tym razem ustępował, bo ani myślał dzielić się z kimkolwiek tym, co odkryli.
– Naprawdę? Zawsze patrzyłem na mit o Icarze inaczej. Nie widzę w nim arogancji. Jedynie pragnienie podążania za marzeniami.
Zapłacił za to najwyższą cenę, ale zarazem stał się nieśmiertelny, i całe pokolenia zapamiętały jego imię.
*
Cathal przystanął przed budynkiem, wodząc spojrzeniem po kamiennych ścianach, nadgryzionych wprawdzie zębem czasu, ale zachowanych w zaskakująco dobrym stanie, po niewielkich oknach – okiennice czy szyby, o ile były w nie wprawione, przepadły dawno temu – po podniszczonym dachu. Zbierał myśli kilka sekund dłużej niż ktoś „normalny”, zanim odpowiedział, bo w jego głowie znów przetwarzały się wszystkie znaleziska, mogące świadczyć o przeznaczeniu budynku.
Przede wszystkim pod nim znajdowały się wejścia do centralnego filara układu, ale o tym ani myślał wspominać.
– Prawdopodobnie rezydował w nim Blackwood, a przed nim jego przodkowie. W podziemiach urządził sobie kilka pracowni, magazynów. Wykorzystał znacznie starszy kompleks. Samo miejsce mogło być też lokacją do zebrań i tym podobnych, ale ciężko mieć pewność. Augustus bez wątpienia był tyranem, a sądząc po zabezpieczeniach tego budynku i podziemi, nie chciał tu wpuszczać byle kogo.
Shafiq otworzył wejście, odpowiednio zabezpieczone. Przejście pod ziemię znajdowało się w jednym z pomieszczeń i były to drzwi, jak Thomas od razu zauważył, bez wątpienia do niedawna zabezpieczone runami oraz pieczęciami. Te – podobnie jak inne – bariery musiały jednak zostać już dawno przełamane, bo Cathal ruszył ku nim pewnie i sprowadził Figga krętymi, wiekowymi schodami (chyba ekipa archeologiczna zabezpieczyła je dodatkowo, bo choćby prowizoryczna poręcz wyglądała na nowo) do czegoś, co wyglądało jak pracownia. Bez wątpienia trwały już w tym pomieszczeniu prace archeologiczne. Część rzeczy musiała być wiekowa, jak resztki stołu, pusty portret na ścianie, porozwalane półki, ale wniesiono tu i lampy, stołki, narzędzia.
Nie był to jednak cel ich wyprawy.
Cathal zapalił lumos i ruszył do kolejnego wyjścia (tu Thomas mógł dostrzec na nim zabezpieczenia numerologiczne, ale ktoś złamał już kod – a był to Ulysses Rookwood), by poprowadzić go korytarzem ku bezpośrednio ścianie… ta jednak zafalowała, gdy się zbliżyli.
– Tu jest ukryty gabinet, obłożony tą klątwą. My możemy wejść do środka, ale jak wspomniałem... nie został rozbrojony. Mogą tam być inne niespodzianki poza tym przekleństwem.
I to, że Cathal to powiedział, byłoby najbardziej podejrzane dla tych ludzi, którzy znali go lepiej niż Thomasa – co Shafiq był uparty nie tylko jak osioł, ale jak całe stado osłów. Skłonienie go do zmiany zdania było niemalże niemożliwe, i wprawdzie bywał ostrożny w osądach, ale gdy już wyrobił w sobie jakieś przekonanie, stado diabłów by go od tego nie odciągnęło. Nie raz, nie dwa, wykopaliska stawały w miejscu na dzień lub dwa, tylko dlatego, że Shafiq i Crouch rzucali się sobie do gardeł względem jakiejś teorii albo tego, gdzie powinni kopać czy iść dalej, i żadne nie chciało ustąpić.
Tym razem ustępował, bo ani myślał dzielić się z kimkolwiek tym, co odkryli.
– Naprawdę? Zawsze patrzyłem na mit o Icarze inaczej. Nie widzę w nim arogancji. Jedynie pragnienie podążania za marzeniami.
Zapłacił za to najwyższą cenę, ale zarazem stał się nieśmiertelny, i całe pokolenia zapamiętały jego imię.
*
Cathal przystanął przed budynkiem, wodząc spojrzeniem po kamiennych ścianach, nadgryzionych wprawdzie zębem czasu, ale zachowanych w zaskakująco dobrym stanie, po niewielkich oknach – okiennice czy szyby, o ile były w nie wprawione, przepadły dawno temu – po podniszczonym dachu. Zbierał myśli kilka sekund dłużej niż ktoś „normalny”, zanim odpowiedział, bo w jego głowie znów przetwarzały się wszystkie znaleziska, mogące świadczyć o przeznaczeniu budynku.
Przede wszystkim pod nim znajdowały się wejścia do centralnego filara układu, ale o tym ani myślał wspominać.
– Prawdopodobnie rezydował w nim Blackwood, a przed nim jego przodkowie. W podziemiach urządził sobie kilka pracowni, magazynów. Wykorzystał znacznie starszy kompleks. Samo miejsce mogło być też lokacją do zebrań i tym podobnych, ale ciężko mieć pewność. Augustus bez wątpienia był tyranem, a sądząc po zabezpieczeniach tego budynku i podziemi, nie chciał tu wpuszczać byle kogo.
Shafiq otworzył wejście, odpowiednio zabezpieczone. Przejście pod ziemię znajdowało się w jednym z pomieszczeń i były to drzwi, jak Thomas od razu zauważył, bez wątpienia do niedawna zabezpieczone runami oraz pieczęciami. Te – podobnie jak inne – bariery musiały jednak zostać już dawno przełamane, bo Cathal ruszył ku nim pewnie i sprowadził Figga krętymi, wiekowymi schodami (chyba ekipa archeologiczna zabezpieczyła je dodatkowo, bo choćby prowizoryczna poręcz wyglądała na nowo) do czegoś, co wyglądało jak pracownia. Bez wątpienia trwały już w tym pomieszczeniu prace archeologiczne. Część rzeczy musiała być wiekowa, jak resztki stołu, pusty portret na ścianie, porozwalane półki, ale wniesiono tu i lampy, stołki, narzędzia.
Nie był to jednak cel ich wyprawy.
Cathal zapalił lumos i ruszył do kolejnego wyjścia (tu Thomas mógł dostrzec na nim zabezpieczenia numerologiczne, ale ktoś złamał już kod – a był to Ulysses Rookwood), by poprowadzić go korytarzem ku bezpośrednio ścianie… ta jednak zafalowała, gdy się zbliżyli.
– Tu jest ukryty gabinet, obłożony tą klątwą. My możemy wejść do środka, ale jak wspomniałem... nie został rozbrojony. Mogą tam być inne niespodzianki poza tym przekleństwem.