17.08.2024, 14:57 ✶
Siedzę na kocu -> pomagam sprzątać imprezę
Po powrocie z dość wątpliwie przyjemnej przygody z podwodnym ogrodem w roli głównej, Basilius głównie siedział na kocu i rozmawiał jeśli ktoś akurat chciał do niego zagadać, ale raczej nie wykazywał już dalszej inicjatywy do tańców i zabaw, chyba że ktoś zaciągnął go do gry w karty. Co prawda ta chwila wyciszenia się na plaży wraz z Moody zdecydowanie pomogła poukładać mu w głowie parę rzeczy, ale chyba potrzebował jeszcze kilku godzin, by być w stanie machnąć ręką na tę całą akcję z omamami. Na całe szczęście mógł po prostu wszystkim mówić, że jest już trochę zmęczony, co nawet nie było kłamstwem, bo coraz to mocniej zaczynał marzyć o poduszce i długim śnie. Z jakiś plusów, przynajmniej Florence nie dowiedziała się o jego (kolejnym) udziale w wypadku miotlarskim, więc wraz z Atreusem byli względnie bezpieczni.
– Hm? – uniósł głowę, słysząc swoje imię, gdy akurat nieco bezmyślnie przekładał karty z ręki do ręki i zmarszczył nieco brwi, nie będąc pewnym, czy nocowanie w legowisku Longbottomów było dla niego najbezpieczniejszą opcją. Ale to przecież chyba nie było tak, że Brenna miała u siebie przeklętej poduszki, czy łóżka, prawda? Tylko te klify. Skinął głową, ostrożnie włożył karty do pudełka i wstał z koca. – Zostanę u was jeśli to nie problem.
Szybko obrzucił jeszcze, żartującego z latania na miotle, kuzyna spojrzeniem pod tytułem Nawet nie żartuj, bo wrzucę tę miotłę do morza, a potem pomógł reszcie ze sprzątaniem imprezy, wciąż nieco pogrążony we własnych myślach.