17.08.2024, 19:58 ✶
- Masz, napij się - powiedział, przesuwając jeden z kieliszków w stronę chłopaka. Wyglądał młodo - prawie tak samo młodo, jak on sam. Pytanie tylko czy Charles również miał tak starą duszę jak Lestrange? Wyglądał całkiem niewinnie. Miał duże oczy, w których kryła się jakaś dziecięca naiwność, co poniekąd Rodolphusa zafascynowało. Jakim chujem ktoś taki mógł wyrosnąć pod jarzmem Richarda? Jego myśli krążyły wokół tego wątku i nie chciały odpuścić, bo skomplikowany mózg Rolpha po prostu dostawał jakiegoś przegrzania, jeżeli tylko mężczyzna dopuszczał do siebie myśl, że Charles nie udaje i faktycznie może być... Bezpieczny. - Mając takiego ojca, jak Richard Mulciber, dziwię się że wszedłeś tu o własnych siłach.
Posłał mu uśmiech, który jednak nie sięgnął oczu. Zaledwie kąciki ust się uniosły, stalowoszare ślepia były jednak niewzruszone. Nadawało mu to nieco dziwnego, być może nie do końca normalnego wyglądu. Ale przynajmniej nie zapytał o świeczki.
- Dlatego ja stawiam - uniósł kieliszek ognistej, całkowicie ignorując fakt, że nic za to nie zapłacił. Przecież to było na koszt lokalu. Domyślał się, że być może wyda się to chłopakowi podejrzane, więc sam wychylił kieliszek jako pierwszy. Lestrange tu nie pasował - ubrany był tak, jak zwykle, czyli w ciemne spodnie, wizytowe buty oraz białą koszulę, idealnie wyprasowaną. Była co prawda rozpięta na dwa guziki pod szyją, ale marynarka dopełniała jego wyglądu. Nie nosił się inaczej, tak mu było idealnie wygodnie-niewygodnie. Był też cholernie wysoki i blady nawet jak na mieszkańca Londynu. Zupełnie jakby nie wychodził zbyt często z domu. - Rodolphus Lestrange.
Przedstawił się w końcu, gdy przełyk przestał go piec. Wyciągnął dłoń w stronę Charlesa. Nie nosił żadnej biżuterii, zupełnie jakby na siłę starał się być najnudniejszą osobą na świecie.
Posłał mu uśmiech, który jednak nie sięgnął oczu. Zaledwie kąciki ust się uniosły, stalowoszare ślepia były jednak niewzruszone. Nadawało mu to nieco dziwnego, być może nie do końca normalnego wyglądu. Ale przynajmniej nie zapytał o świeczki.
- Dlatego ja stawiam - uniósł kieliszek ognistej, całkowicie ignorując fakt, że nic za to nie zapłacił. Przecież to było na koszt lokalu. Domyślał się, że być może wyda się to chłopakowi podejrzane, więc sam wychylił kieliszek jako pierwszy. Lestrange tu nie pasował - ubrany był tak, jak zwykle, czyli w ciemne spodnie, wizytowe buty oraz białą koszulę, idealnie wyprasowaną. Była co prawda rozpięta na dwa guziki pod szyją, ale marynarka dopełniała jego wyglądu. Nie nosił się inaczej, tak mu było idealnie wygodnie-niewygodnie. Był też cholernie wysoki i blady nawet jak na mieszkańca Londynu. Zupełnie jakby nie wychodził zbyt często z domu. - Rodolphus Lestrange.
Przedstawił się w końcu, gdy przełyk przestał go piec. Wyciągnął dłoń w stronę Charlesa. Nie nosił żadnej biżuterii, zupełnie jakby na siłę starał się być najnudniejszą osobą na świecie.