18.08.2024, 12:16 ✶
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Obserwował sytuację, jaka miała miejsce w pobliżu, jak i przy samym stoisku bratanicy. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, marszcząc brwi. Słyszał jak Charles zwrócił się do niego, ale najpewniej chcąc mu wskazać kierunek zamierzania przy Mulciber Moonshine. Niewiele można było usłyszeć z wymiany zdań. Może nieliczne zdania, wypowiadane dość głośno, jeżeli nie krzykiem. Richard zwracał uwagę na zachowania młodzieży jak i osoby wmieszane w ich rozmowę.
- Nie widzę potrzeby, jeżeli do rękoczynów nie dojdzie. Leonard jej pomoże.Odpowiedział na prośbę Charlesa, dostrzegając, że starszy z synów panował nad sytuacją. Tak wyglądała dorosłość. Richard w tym momencie zaufał starszemu synowi, że zapanuje nad tym, małym problemem, jaki tam wyniknął. Cokolwiek w tamtejszych słowach padło. Najpewniej obrażanie.
- Zdarzają się sytuacje, w których trzeba samemu umieć sobie radzić.
Zaznaczył. Uniósł nawet brew rejestrując zachowanie Sophie, w którym okazała środkowe palce, wobec niekulturalnego osobnika. Cokolwiek jej nawrzucał. Cokolwiek zrobił? Kobietom podobno tak nie przystoi. Czy ona tego uczyła się od jego córki, czy skądinąd?
Obserwował, gdzie ów dwójka zmierzała opuszczając pobliże stoiska Sophie.
- Później z nimi porozmawiam.
Stwierdził. Jeżeli dwóch panów, zmierzałoby do ich stoiska, Richard wolał pozostać, na wszelki wypadek. Jeżeli ich po prostu wyminą, oddają dosłownie, wtedy mógłby podjąć chęć dowiedzenia się co zaszło, albo wyśle do młodych Charlesa.