18.08.2024, 15:53 ✶
Woody był skarbnicą złotych myśli o małżeństwie i nie tracił żadnej okazji, aby się nimi podzielić ze światem. Tym razem jednakże niekoniecznie było mu do śmiechu (bo taki charakter miała większość jego mądrości i miał tego świadomość), więc pozostawił bez komentarza temat zaczęty przez Thomasa.
Rozpierało go wzruszenie i duma, gdy patrzył za znikającą w morzu selkie. Piękny uczynek tutaj zgotowali, nie ma co. A przynajmniej tego był zdania, dopóki nie nadbiegł dzieciak. Zamroczony nieco czarodziej w pierwszej chwili nie pokojarzył podstawowych faktów. Dopiero rozpaczliwy krzyk: mama! mama! poskładał mu tę sytuację w całość.
O kurwa.
Wylądowali w głębszym i bardziej śmierdzącym szambie, niż mu się oryginalnie wydawało. Nie zmieniało to oczywiście jego decyzji: dziecko pozostać tu nie mogło. Nawet przez kilka warstw alkoholowego zamroczenia Woody rozumiał jednak, że to porwanie nie będzie wcale bułką z masłem.
A przynajmniej jeśli dziecko miałoby zostać z Norą. Gdyby szło tylko o niego, zabrałby je pod pachę i niczym się nie przejmował. Tarp był kombinatorem, żył na Nokturnie z tego, że wiedział, jak się obrócić, żeby ukryć swoje występki. I z tym by sobie jakoś poradził. Sytuacja uczciwej obywatelki Figg zaś mogłaby się w razie komplikacji okazać trudniejsza do wybrnięcia.
— Stary może chcieć się mścić — wymamrotał, zasłaniając oczy dłonią. Piekielne słońce i piekielny alkohol. Tarp potrzebował przeanalizować sytuację szybko i dokładnie, ale pijane myśli pełzały po jego głowie obrzydliwie powoli. — Nasza najlepsza szansa na zrobienie tego oficjalnie właśnie odpłynęła w siną dal.
Selkie mogła zeznawać przeciwko rybakowi, jako matka mogła oddać chłopca do adopcji ze wskazaniem. Och, gdybyż tylko zaczekała kilka minut, nim odpłynęła. Nie przykuliby jej przecież do synka łańcuchem. Tymczasem pozostawiła ich z bękartem o nieuregulowanej sytuacji prawnej i radźcie sobie sami. Mając na świadka jedynie dziecko, zabranie sprawy do Ministerstwa mogło nie skończyć się dla nich pomyślnie i na pewno nie byłoby tak czyste.
— Jak zgłosi porwanie dziecka, to problem. — Nie wierzył w miłość ojcowską tego indywiduum, ale nie trzeba było wybitnej dedukcji, aby wiedzieć, że utrata kobiety i bachora nadszarpnie łajdaczą dumę i zrodzi gniew. — Co wtedy? — Czknął. — Trzymać małego w ukryciu, póki nie ucichnie? Cholera, powiedziałbym: zaszantażujmy go w imieniu Kailani postawieniem przed Wizengamot za świństwa, które jej zrobił. Moczymorda przecież nie wie, że uciekła pływać z delfinkami. Ale to kurewsko niepewny ruch.
I tak, Thomas nie mylił się. Teleportowanie Woody’ego w tym stanie bez dwóch zdań zakończyłoby się majestatycznym bełtem.
Rozpierało go wzruszenie i duma, gdy patrzył za znikającą w morzu selkie. Piękny uczynek tutaj zgotowali, nie ma co. A przynajmniej tego był zdania, dopóki nie nadbiegł dzieciak. Zamroczony nieco czarodziej w pierwszej chwili nie pokojarzył podstawowych faktów. Dopiero rozpaczliwy krzyk: mama! mama! poskładał mu tę sytuację w całość.
O kurwa.
Wylądowali w głębszym i bardziej śmierdzącym szambie, niż mu się oryginalnie wydawało. Nie zmieniało to oczywiście jego decyzji: dziecko pozostać tu nie mogło. Nawet przez kilka warstw alkoholowego zamroczenia Woody rozumiał jednak, że to porwanie nie będzie wcale bułką z masłem.
A przynajmniej jeśli dziecko miałoby zostać z Norą. Gdyby szło tylko o niego, zabrałby je pod pachę i niczym się nie przejmował. Tarp był kombinatorem, żył na Nokturnie z tego, że wiedział, jak się obrócić, żeby ukryć swoje występki. I z tym by sobie jakoś poradził. Sytuacja uczciwej obywatelki Figg zaś mogłaby się w razie komplikacji okazać trudniejsza do wybrnięcia.
— Stary może chcieć się mścić — wymamrotał, zasłaniając oczy dłonią. Piekielne słońce i piekielny alkohol. Tarp potrzebował przeanalizować sytuację szybko i dokładnie, ale pijane myśli pełzały po jego głowie obrzydliwie powoli. — Nasza najlepsza szansa na zrobienie tego oficjalnie właśnie odpłynęła w siną dal.
Selkie mogła zeznawać przeciwko rybakowi, jako matka mogła oddać chłopca do adopcji ze wskazaniem. Och, gdybyż tylko zaczekała kilka minut, nim odpłynęła. Nie przykuliby jej przecież do synka łańcuchem. Tymczasem pozostawiła ich z bękartem o nieuregulowanej sytuacji prawnej i radźcie sobie sami. Mając na świadka jedynie dziecko, zabranie sprawy do Ministerstwa mogło nie skończyć się dla nich pomyślnie i na pewno nie byłoby tak czyste.
— Jak zgłosi porwanie dziecka, to problem. — Nie wierzył w miłość ojcowską tego indywiduum, ale nie trzeba było wybitnej dedukcji, aby wiedzieć, że utrata kobiety i bachora nadszarpnie łajdaczą dumę i zrodzi gniew. — Co wtedy? — Czknął. — Trzymać małego w ukryciu, póki nie ucichnie? Cholera, powiedziałbym: zaszantażujmy go w imieniu Kailani postawieniem przed Wizengamot za świństwa, które jej zrobił. Moczymorda przecież nie wie, że uciekła pływać z delfinkami. Ale to kurewsko niepewny ruch.
I tak, Thomas nie mylił się. Teleportowanie Woody’ego w tym stanie bez dwóch zdań zakończyłoby się majestatycznym bełtem.
piw0 to moje paliwo