Morpheus podszedł do kamieni naznaczonych runami, ale ich nie dotykał; póki co. Była to jedna z podstawowych zasad Departamentu Tajemnic. Jeśli tak pomyśleć, to podstawowych zasad bylo od groma, bo i wymagała tego praca. Jak zachowywać się w przypadku zagrożenia, dziwactw kolegów, anomalii i ciosów w plecy. Mógłby wydać książkę pt. Dwanaście lat w DT - jak przeżyć i nie zwariować.
W przedmowie zaznaczyłby, że się nie da, a całość zadedykowałby swojemu rodzeństwu, które zginęło na służbie Ministerstwa, bowiem bardziej szaleńcze od jego pracy były jedynie starcia z czarnoksiężnikami oko w oko. On zwykle zajmował się tym, co działo się już po atakach, walkach i aresztowaniu, często na miejscu akcji jako radar. Tego nie dotykaj, do tamtego użyj tego typu zaklęcia, ale do owego już innego, bo wybuchnie nam w twarze. A czarna magia kusiła, zwłaszcza że pachniała jak jeden z jego nałogów, duszącym, palonym tytoniem i substancjami smolistymi.
Rozluźnił nieco palce, gdy zauważył, że aż nadto zaciska je na różdżce. Schował ją na chwilę i z jednej z licznych, dobrze ukrytych kieszeni swojej szaty wyjął nieduży, oprawiony w miękką, garbowaną na granatowo, skórkę. Nie do końca granatową w rozumieniu biznesowych kolorów ale o barwie głębokiego szafiru, ze złotymi ML oraz MCMLXXII na grzbiecie. Z notesu wystawały różne kartki i widoczne prześwity po załącznikach z innych kartek. Przerysował runy, które widział, wszelkiej maści sigile, dokładnie tak, jak zostały ułożone.
Sprawdzał, czy mogły odpowiadać w jakiś sposób, graficzny lub ilościowy, układowi kamieni w Stonehenge lub powiązać znaczenia piktogramów do znanych mu run i alchemicznych skrótów. W tym drugim nie znał więcej niż język runiczny, związany również z astrologią, wróżbiarstwem i psychoanalizą Junga.
— Wygląda na to, że stoimy u bram jakiegoś procesu magicznego. Splendor Solis.
Sukces!
Percepcja (PO): Jasnowidzenie.
Sukces!