• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 11 Dalej »
[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia

[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia
Czarodziej
“It was hotter than rage, and sharper than fear, and cut deeper than helplessness, all because I couldn’t get to you.”
wiek
sława
—
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Koroner
Mieniące się srebrem, długie pasma włosów opadają Cynthii prosto na ramiona i ciągną się za połowę pleców, spod wachlarza czarnych rzęs spoglądają jasnoniebieskie, chłodne tęczówki. Jest średniego wzrostu o dość drobnej, smukłej budowie ciała. Wydaje się krucha i delikatna, głównie przez bladość skóry, jakby pozbawiona siły fizycznej. Doskonale dostosowuje sposób mówienia oraz gesty pod towarzystwo, w którym aktualnie przebywa, sprawnie manipuluje za pomocą wyglądu. Jest niewinnie śliczna, a jednocześnie przeraźliwie kojarzy się z zimą.

Cynthia Flint
#7
18.08.2024, 21:18  ✶  
Dzisiejsze spotkanie z Louvainem było całkowicie poza jej kontrolą, co wywoływało w niej niewielką dozę niepokoju, co dodatkowo podsycało jego zachowanie oraz słowa. Nie sądziła, że ktokolwiek o zdrowych zmysłach posądzałby go o jakikolwiek romantyzm, bo przecież to, co zdecydował się pokazywać ludziom, nasycone było zupełnie inną paletą emocji. Nie wątpiła w braki w wyobraźni mężczyzny, co pokazywał jej kilkukrotnie w ciągu ostatnich lat, gdy decydował się pokazać jej cząstkę świata, do którego należał. Takiego, który nie pasował do niej. I nie było w tym nic złego, bo niezależnie od tego, co jej się w tym świecie podobało, a co nie — akceptowała to, co Lestrange wybierał. Miała go przecież leczyć, a z czasem została jego przyjaciółką i taki był ich układ. Zamknięty w pudle, poza który nigdy nie wychodziła, nawet jeśli zdarzało się, że ich usta raz czy dwa się spotkały. Podobnie, jak umiała oddzielić emocje od codzienności, tak potrafiła grubą linią odciąć fizyczność od uczuć. I wszystko, co sobie poukładała, trzymała w ryzach — on rujnował. Najpierw tym cholernym świętem i magią druidów, a potem słowami, których po prostu się nie spodziewała. Szczytem było jednak zaklęcie powstrzymujące ją od zachowania zdrowego rozsądku.
Gdy chciało się osiągnąć wyżyny w tak delikatnej magii, jaką była nekromancja, należało mieć nad sobą kontrolę. Fascynowała ją głównie dlatego, że wymagała równie wielkiej precyzji, co nacięcia skalpelem. Wymagało to poświęcenia nie tylko czasu, ale i siebie, była to jednak forma, którą sama sobie wybrała lata temu. Lodowy mur stworzony pozornie przez chęć trzymania głowy wysoko i bycia postrzeganą, jaką silną, stanowił też próbę odcięcia się od tego, co w przeszłości już zdążyło ją złamać i zaprowadzić na krawędź, a ona nigdy więcej nie chciała do tego dopuścić. Impulsywność, podobnie jak alkohol, uwalniała w człowieku najgorsze cechy. Przesunęła palcami po jasnym paśmie włosów, przez krótką chwilę zerkając w jego stronę, nie mając pojęcia, że przez myśl przechodziły mu tak głupie myśli, jak to, że traktowała go w sposób podobny, do reszty. Nigdy nie była człowiekiem słów, a czynów. Każdy jej gest był może i przemyślany, ale nielicznymi opiekowała się w sposób, w który opiekowała się również nim. Słuchała, pomagała im rozwiązywać problemy za sprawą własnych umiejętności, zupełnie nie zważając na konsekwencję i nie zadając pytań, które mogły być niewygodne. Wyjście z przyzwyczajenia, ze swojej strefy komfortu nie było jednak proste i wymagało czasu, zwłaszcza że z natury była nieufna. Nie była też przekonana, czy twarz, która była jej prawdziwą — taka, którą ledwo już pamiętała zza noszonych masek, mogłaby być taką, która by mu odpowiadała. Był przyzwyczajony do chłodu i spokoju, lodu i rozwagi, a co by było, gdyby nagle pojawił się leniwie tlący płomień, nad którym nie miała takiej kontroli? Gdyby dostrzegł cechy, którymi większość należących do jego organizacji ludzi i w tym zapewne on sam, gardzili? Prosił o wiele, a gdy nie chciała mu tego dać, zwyczajnie spróbował sobie to zabrać. I jakkolwiek wściekłaby na niego nie była, było to w stylu Louvaina. Jego słowa kolejny raz rozbrzmiały echem w jej głowie, odrobinę frustrując, bo nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś rozmawiał z nią w taki sposób i czegokolwiek jej poniekąd zabraniał. Czy on w ogóle zdawał sobie sprawę, że w punkcie, w którym tkwili i z tym, co o sobie wiedzieli, nie mogli tak po prostu udawać nieznajomych?
Czuła, jak wszystko w niej drży i musiała zacisnąć wargi mocniej, niż chciała, aby nie zadrżał również podbródek. Prychnęła z niedowierzaniem na jego pełen satysfakcji uśmiech, kręcąc głową ze złością — jak można być tak bezczelnym? To, że zachowywała się zwykle spokojni, wcale nie oznaczało, że była bezbronna, a tylko głupiec zaatakowałby nekromantę w plecy. Jej lazurowe tęczówki, zwykle przypominające spokojną taflę jeziora, która była odzwierciedleniem tej z jej umysłu, mieniły się teraz całą gamą odcieni błękitu, a wewnątrz głowy woda przelewała się przez zaporę. Czuła, jak serce rytmicznie i szybko uderzało jej w piersi, jak krew zdaje się wrzeć w żyłach, dając jej przy tym poczucie gorąca. Blada skóra na polikach zakryła się delikatną warstwą różu, a Cynthia próbowała skupić się na jednej myśli spomiędzy setek kolejno próbujących wyjść na pierwszy plan i się jej uczepić.
- O proszę, przynajmniej jesteś tego świadom. - syknęła, wywracając oczami i objęła dłońmi ramiona, nie uciekając jednak przed nim spojrzeniem. Miała ochotę go po prostu rozszarpać, ale zostawianie za sobą trupów, ani nie było w jej stylu, ani nie było dobrym rozwiązaniem. - Nie pomyślałeś, że po prostu taka jestem? Że może mam naprawdę dobry powód, aby to robić? - przerwała na chwilę, łapiąc głębiej powietrze. Palce ją świerzbiły i Merlin jej świadkiem, gdyby ta jego buźka nie spoważniała, oberwałby czymś naprawdę paskudnym. Prawda była taka, że naprawdę rzadko miała w ogóle chęć skrzywdzenia kogokolwiek, więc Lou się naprawdę postarał. I nie powinna mu wybaczyć, pewnie nawet nie powinna już mu ufać, bo nie było chyba większej zdrady w świecie czarodziejów niż rzucenie komuś, kogo uważało się za osobę godną zaufania, zaklęcia w plecy. -Nagle jesteś uległy i się zgadzasz, a to nowość. Egoizm to bardzo brzydka cecha.
Skwitowała go z ironicznym, odrobinę złośliwym uśmiechem, nie mogąc powstrzymać palców, które wbijały się w skórę jej ramion. Im dłużej tak tkwili, im dłużej mu się przyglądała, tym więcej pytań i wątpliwości pojawiało się w jej głowie. Już otwierała usta, żeby coś dodać, ale ciemnowłosy zdawał się mieć inny plan. Była damą, więc nie przerwała, przekręcając głowę na bok. Uparcie śledziła go wzrokiem, a w tęczówkach wciąż płonęły rozzłoszczone iskierki, które stopniowo musiały ustępować miejsca zaskoczeniu. Zrobiła kilka nieznacznych ruchów, a dłoń zacisnęła się na butelce, z której upiła solidnego łyka alkoholu. Rozkosznie palił jej przełyk, roznosił się dreszczem po skórze i wywołał skurcz w żołądku, gdy do niego dotarł. Stawiał ją w paskudnej sytuacji, znów przez swój egoizm. Drugą sprawą było to, że wypowiadane słowa do niego zwyczajnie nie pasowały. Nie był mężczyzną, który mówił o uczuciach i porywach serca.
- Masz naprawdę okropne metody wyznawania swojego zainteresowania, Lestrange. Najpierw mi rzucasz zaklęciem w plecy, a potem mówisz o zazdrości i podpalaniu świata... - zaczęła w końcu, aby przerwać panującą w izbie od kilku minut cisze. Wbiła spojrzenie gdzieś na swoje dłonie, paznokcie stuknęły w szkło, jakby cichutki dźwięk miałby cokolwiek pomóc, ale jedynie zadrżała wewnętrznie. Wyprostowała głowę, a jasne pasma włosów spłynęły do przodu, łaskocząc odkryte fragmenty skóry. Odszukała jego twarz, leniwie przesunęła spojrzeniem po tak dobrze znanych sobie rysach, aż spojrzeniem dotarła do onyksowych tęczówek. Zwykle ciemnych i niedostępnych, ale czasem jawiły się w nich niemalże żółte plamki, które zdradzały jego emocje, przypominając o tym, że był człowiekiem. Lubił sprawiać, że inni o tym zapominali. Z tym swoim uporem i egoizmem walczył o to, w co tak wierzył. On w przeciwieństwie do niej, biegł po trupach do celu. Pozwalał, aby czarna magia cichutko szeptała mu do ucha, barwiąc źródło jego mocy. Zmieniając to, kim był u podstaw i to w taki sposób, aby tego nie zauważał. - Posiadał... Naprawdę? Mam być tylko dodatkiem do Twojej kolekcji, dopełnieniem obrazka i drogą do wypełnienia obowiązków? Ludzie nie są czymś, co możesz posiadać Louvain. - kontynuowała w końcu, prostując się i rozluźniając dłonie na kilka sekund, aby zaraz przesunąć nimi po swojej głowie, zgarniając do tyłu jasne włosy, a potem zatrzymać palce na karku. I co ona miała z nim zrobić? Co mądrego miała mu powiedzieć, gdy mieszające się wewnątrz emocje i złość uniemożliwiały jej rozsądne myślenie. Kolejne kilka kroków, których dźwięk wyjątkowo głośno uderzał w uszy, chyba przez alkohol, który zbyt szybko wypiła i który wywołał krótkotrwały zawrót głowy. Ruchem dłoni zgarnęła na bok rzeczy z blatu stołu, unosząc się i przysiadając na blacie, pozwoliła sobie westchnąć. - Chcesz mnie, bo jestem trudna do zdobycia, jestem pewnego rodzaju wyzwaniem, a do tego spełniam Twoje oczekiwania i nagroda byłaby odpowiednia... Czy może tak nieporadnie próbujesz nawiązać do tego, co mówiłam o miłości i robisz to najlepiej, jak umiesz? - przekręciła głowę na bok, mówiąc cicho i z uniesioną w jego stronę dłonią, gdzie wskazywał na niego jeden z palców. Ciężko było stwierdzić, czy mówiła do niego, czy bardziej do samej siebie. - To łatwo pomylić. Pożądanie z uczuciami.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cynthia Flint (5712), Louvain Lestrange (3102)




Wiadomości w tym wątku
[ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 07.04.2024, 22:56
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 15.04.2024, 00:40
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 21.04.2024, 21:09
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 23.05.2024, 23:10
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 04.06.2024, 21:09
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 04.07.2024, 20:35
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 18.08.2024, 21:18
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Louvain Lestrange - 03.09.2024, 17:46
RE: [ 23 Lipca 1972, Dom Flintów] | Louvain x Cynthia - przez Cynthia Flint - 23.11.2024, 22:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa