Nie musiał przypominać, ale to zrobił. Wiedział, że Charles nie jest już dzieckiem, ale błędy popełniał. Nie robił tego co prawda złośliwie. Może z ojcowskiej troski?
- Tak wiem. Ale nie mogę w każdej sytuacji interweniować. Leonard także musi nauczyć się nad sobą panować.Wiedział, do czego nawiązywał Charles. Jeden i drugi przecież uczyli się interakcji społecznej w kontakcie z różnymi klientami. W Norwegii było inaczej niż jest tutaj.
Skandynawia miała inne spojrzenie na sprawę mugolaków, nie akceptując ich zbytnio wśród czarodziei. Nawet na pracę w ich społeczności nie mieli co liczyć.
Tutaj niestety panuje nieco inne prawo, gdzie mugolacy są akceptowalni. Muszą jednak liczyć się z nieprzychylnymi uwagami i spojrzeniami na swój temat. Richard po to również wyszkolił swoje dzieci, aby radziły sobie w każdej możliwej sytuacji, nie pozwalając sobie na to, aby jakiś mugolak był od nich lepszy. Fizycznie i psychicznie.
Odpowiadając młodszemu synowi, spojrzał w jego kierunku, dostrzegając iż jego spojrzenie bardziej chyba utkwiło w oddalającym się Prewettcie. O tyle dobrze, że nie ruszył się z miejsca i nie pobiegł do czarodzieja. Jeszcze tego by brakowało, że i on mu coś powie. Nie przypuszczał, że jego młodszy syn spotkał go osobiście. Gdyby się jednak ruszył, musiałby go powstrzymać.
Wzrok skierował na Basiliusa, który pojawił się przy ich stoisku ponownie. Zareagował, kiedy usłyszał jego pytanie, skierowane do najpewniej swojej towarzyszki. Nie spodziewał się, że tutaj wróci. Doceniał jego uzdrowicielską pomoc, kiedy niespodziewanie mieli tutaj zamieszanie i poszkodowanych. Na ich stoisku było już spokojnie.
- Obsłuż klientów.Polecił Charlesowi, dając mu przestrzeń, dał mu szansę. Danie mu zajęcia, też odwróci jego uwagę od tego, co wcześniej miało miejsce w sąsiednim stoisku. Sam z kolei spoglądał w stronę drugiego stoiska, czy u Sophie i Leonarda było już na prawdę spokojnie. Czy rzeczywiście nie potrzebowali jego interwencji.