Victoria była mądra. Inteligentna. Czasami wręcz zbyt mądra zarówno w pozytywnym jak i negatywnym aspekcie. I nie dlatego, że miała skłonności do wymądrzania się, skąd! Dlatego, że to Sauriel miewał swoje etapy i wkurzało go, że tyle wie. Ta mądrość i cierpliwość pozwalały jej trwać i walczyć pomimo. Czasem sądził, że lepiej by się jej żyło, gdyby jednak chowała tę mądrość do kieszeni. Że byłoby jej lepiej, gdyby nie próbowała tak bardzo wszystkiego zrozumieć i objąć umysłem. Gdyby jednak tak było, to czy na pewno szczęście zapukałoby do jej drzwi? Nic na siłę. Victoria nie była osobą, którą można było dyrygować, a na pewno nie była osobą, która pozwoliłaby sobie coś narzucać na siłę. Nie była też osobą, która patrzyła na zmiany jak na wroga. To była ta mądrość - ona na zmiany spoglądała i zastanawiała się, czy na pewno są dobre. A jeśli są dobre, to jak je najlepiej wykorzystać. Tkwiła w tym słodycz - nektar, którego potrzebował, a którego mu brakowało.
Odruchowo podniósł dłoń i dotknął tej ręki, która dotykała jego. Zimnej dla większości, dla niego całkowicie normalnej, komfortowej. Ludzie byli słodko ciepli, to potrafiło pobudzać apetyt. Tymczasem ciało Victorii miało temperaturę martwą. Czy jej krew też? Nie powinien pytać o samego siebie, ale wcale się też nie biczował. Nie teraz, nie dziś, nie tym razem. Przyzwyczaił się do tego, że jest potworem, w którego głowę myśli takie jak ta będą już wpisane. Nie pozbędzie się ich nigdy. Tak jak człowiek nie może nie pomyśleć, że coś apetycznie wygląda, albo jak to smakuje, kiedy spoglądał na potrawę tak pięknie zaprezentowaną na stole. Można powiedzieć, że nawyki żywieniowe każdy mógł mieć jakie chciał, ale to przecież nie była do końca prawda. Przesunął kciukiem po jej skórze, żeby zaraz opuścić swoją rękę wraz z jej. Delikatnie i swobodnie. Victoria wiele rzeczy rozumiała, wobec zbyt wielu była wyrozumiała aż nadmiernie. Potrafiła kochać swoim sercem do bólu, a chociaż krzywdzić samej siebie nie zamierzała pozwolić to jednocześnie nie potrafiła też wszystkiego odpuścić. Szukała dobra tam, gdzie było ono naprawdę ukryte. Szukała sensu tam, gdzie wielu dawno by się poddało. I w tym wszystkim nadal potrafiła się niesamowicie pięknie uśmiechać.
- Aha. - Odparł z miną pozbawioną inteligencji. To było przytaknięcie na jej pytanie, czy wszystko ma. Minęło kilka sekund jego zawieszenia mózgu, zanim w pełni załapał, co powinien powiedzieć. - Vikuusiaa, brzuszek mnie booli. - Uśmiechnął się z diablim zadowoleniem z siebie samego, swojej bystrości i lotności, a w myślał podał sobie samemu dłoń w ramach uznania.
To właśnie tak trafili do domu Victorii.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.