20.08.2024, 20:48 ✶
Oboje chcieli dawać, być siłą i oparciem. Cóż jednak innego można wyrwać z ciała splecionego z cierni, jeśli nie kolczaste gałązki? Im bardziej się zbliżali, tym głębiej się kaleczyli. Ostre witki motały ich los; ranili nimi samych siebie, ranili siebie nawzajem.
— Nie szkodzi, Millie, nie szkodzi. Nie potrzeba mi niczego poza tym, żebyś była. — Nie potrzeba, nie wyciągaj tych palców, nie wyciągaj tych kolców, bo wyszarpiesz rany. — Wystarczy mi, że kiedy zawołam, usłyszę odpowiedź. Nie ma znaczenia, co nią będzie. Chcę cię tylko czasem usłyszeć i pamiętać, że nie jestem tu sam.
Nie potrzebował wspierać się na niej, gdy szedł. Nie potrzebował jej nieprzerwanie tuż u swego boku, jeśli podążała inną ścieżką. Nie wysuwał wobec niej takich roszczeń. Jego życzenia były skromne: widzieć ją na horyzoncie, czuć istnienie kogoś bliskiego. Wiedzieć, że został ktoś, kto go poznał i kto go zapamięta.
Nie zamierzał rozliczać jej z tego wycofania. Z tego, że tyle dni jego krzyk o pomoc niósł się echem i pozostał bez odpowiedzi. Życie pokazało mu wielokrotnie, że nikt nie jest mu winien swojej obecności. Wszyscy, którzy byli mu kiedykolwiek bliscy, znikali powoli, jeden po drugim. Peregrinus przestał rościć sobie prawo do brania kogokolwiek za pewnik; zaakceptował, że jeśli ma w kimś szukać oparcia, powinien to być wyłącznie on sam. Doceniał obecność i bliskość; przyjmował je jako dar, nie należność. Nigdy nie zagniewał się o to, że Millie zniknęła, gdy potrzebował jej najbardziej.
— Gdybyś umarła, stałbym się lżejszy tylko dlatego, że zabrałabyś coś ze mnie ze sobą.
Trelawney nie rozdał w życiu wielu fragmentów siebie. Zazdrośnie pilnował swojego serca, aby nie rozkradziono z niego zbyt dużo. Nie ulegało jednak wątpliwości, że Millie była jedną z tych, którym przypadł jego wycinek. Gdyby zabrała ją śmierć, zostałaby w tym miejscu wyrwa.
Woda wspinająca się po brzegach wanny odmoczyła mokry pas na jego koszuli, który wkrótce przerodził się w plamę. Cienka warstwa wody rozlała się po płytkach, docierając do kolan czarodzieja, lecz Peregrinus trwał w niezmienionej pozycji. Zahipnotyzowany cichym chlupotem, a może zwyczajnie zbyt wycieńczony, aby wykonać kolejny ruch.
— Nie szkodzi, Millie, nie szkodzi. Nie potrzeba mi niczego poza tym, żebyś była. — Nie potrzeba, nie wyciągaj tych palców, nie wyciągaj tych kolców, bo wyszarpiesz rany. — Wystarczy mi, że kiedy zawołam, usłyszę odpowiedź. Nie ma znaczenia, co nią będzie. Chcę cię tylko czasem usłyszeć i pamiętać, że nie jestem tu sam.
Nie potrzebował wspierać się na niej, gdy szedł. Nie potrzebował jej nieprzerwanie tuż u swego boku, jeśli podążała inną ścieżką. Nie wysuwał wobec niej takich roszczeń. Jego życzenia były skromne: widzieć ją na horyzoncie, czuć istnienie kogoś bliskiego. Wiedzieć, że został ktoś, kto go poznał i kto go zapamięta.
Nie zamierzał rozliczać jej z tego wycofania. Z tego, że tyle dni jego krzyk o pomoc niósł się echem i pozostał bez odpowiedzi. Życie pokazało mu wielokrotnie, że nikt nie jest mu winien swojej obecności. Wszyscy, którzy byli mu kiedykolwiek bliscy, znikali powoli, jeden po drugim. Peregrinus przestał rościć sobie prawo do brania kogokolwiek za pewnik; zaakceptował, że jeśli ma w kimś szukać oparcia, powinien to być wyłącznie on sam. Doceniał obecność i bliskość; przyjmował je jako dar, nie należność. Nigdy nie zagniewał się o to, że Millie zniknęła, gdy potrzebował jej najbardziej.
— Gdybyś umarła, stałbym się lżejszy tylko dlatego, że zabrałabyś coś ze mnie ze sobą.
Trelawney nie rozdał w życiu wielu fragmentów siebie. Zazdrośnie pilnował swojego serca, aby nie rozkradziono z niego zbyt dużo. Nie ulegało jednak wątpliwości, że Millie była jedną z tych, którym przypadł jego wycinek. Gdyby zabrała ją śmierć, zostałaby w tym miejscu wyrwa.
Woda wspinająca się po brzegach wanny odmoczyła mokry pas na jego koszuli, który wkrótce przerodził się w plamę. Cienka warstwa wody rozlała się po płytkach, docierając do kolan czarodzieja, lecz Peregrinus trwał w niezmienionej pozycji. Zahipnotyzowany cichym chlupotem, a może zwyczajnie zbyt wycieńczony, aby wykonać kolejny ruch.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie