20.08.2024, 20:48 ✶
Dolohovowi nie wydawało się, że niebo może dzisiaj tak wyglądać. Kojarzył ten kolor z latem, z konkretną pogodą, z niepowtarzalną atmosferą, jakiej nie potrafił przyrównać do niczego innego. Na pewno nie z równonocą. Z drugiej strony - on naprawdę brodził w wiecznej mgle i teraz ta niepewność go trochę niepokoiła. Nie mógł odczytać czegoś pomiędzy wierszami, czy za mało znał się na przyrodzie (a tym samym na pogodzie), żeby móc określać takie rzeczy? Skąd się takie rzeczy wiedziało? Za tak wiele pewników w ludzkim życiu odpowiadała intuicja... Rzadziej tajemnicza wiedza, jak chociażby to, skąd marynarze wiedzieli o nadciągającym sztormie jeszcze dzień wcześniej, skoro nie byli jasnowidzami. A Morpheus? Użyte przez niego słowa sugerowały, że też posiadał podobne Dolohovowi zdolności - jak silne były, czy odpowiadały za to, że mu się coś wydawało, czy jednak dało się takie rzeczy przewidzieć po czymś jeszcze, po znakach niepojmowanych przez percepcję człowieka wychowywanego w smutnym, zimnym domu po środku absolutnie niczego.
- Co, jeżeli nie?
Co, jeżeli to niebo będzie wyglądało inaczej? Co, jeżeli nie mieli tam ujrzeć niczego poza pustką odbijającą się w piekielnie nudnej, spokojnej tafli jeziora? Przywykł do tego, że rzeczy układały się po jego myśli, tylko jeżeli mógł mieć nad nimi pełną kontrolę. Był dobrym dyrygentem, dobrze poruszał się po szachownicy. Niestety natura dała ujarzmiać się jedynie rytualnym tańcom - czymś, w czym Dolohov był skrajnie wręcz beznadziejny.
- Poddasz się, czy będziesz próbował do skutku?
Niby nie chciał się ruszać, zamarł, zastygł w tym bezruchu, ale kiedy ich palce się splotły, złamał tę obietnicę złożoną samemu sobie i przekręcił nieco głowę w bok. Delikatnie opierał policzek o głowę Morpheusa.
Coś chyba było nie w porządku. Tak się nie zachowywali ludzie, którzy znali się ledwie chwilę - tak się zachowywali ludzie, którzy już sobie głęboko ufali. A jednak nie chciał się stąd ruszać. Każda sekunda w tej pozycji wydawała się jakimś darem od niebios. Na pewno nie za dobre sprawowanie, ale może na osłodę życiowej goryczy.
- Nie zapytałeś mnie o moją datę urodzenia. Nie jesteś ciekaw? - A może zwyczajnie założył, że ta krążącą pośród innych uczniów jest prawdziwa.
- Co, jeżeli nie?
Co, jeżeli to niebo będzie wyglądało inaczej? Co, jeżeli nie mieli tam ujrzeć niczego poza pustką odbijającą się w piekielnie nudnej, spokojnej tafli jeziora? Przywykł do tego, że rzeczy układały się po jego myśli, tylko jeżeli mógł mieć nad nimi pełną kontrolę. Był dobrym dyrygentem, dobrze poruszał się po szachownicy. Niestety natura dała ujarzmiać się jedynie rytualnym tańcom - czymś, w czym Dolohov był skrajnie wręcz beznadziejny.
- Poddasz się, czy będziesz próbował do skutku?
Niby nie chciał się ruszać, zamarł, zastygł w tym bezruchu, ale kiedy ich palce się splotły, złamał tę obietnicę złożoną samemu sobie i przekręcił nieco głowę w bok. Delikatnie opierał policzek o głowę Morpheusa.
Coś chyba było nie w porządku. Tak się nie zachowywali ludzie, którzy znali się ledwie chwilę - tak się zachowywali ludzie, którzy już sobie głęboko ufali. A jednak nie chciał się stąd ruszać. Każda sekunda w tej pozycji wydawała się jakimś darem od niebios. Na pewno nie za dobre sprawowanie, ale może na osłodę życiowej goryczy.
- Nie zapytałeś mnie o moją datę urodzenia. Nie jesteś ciekaw? - A może zwyczajnie założył, że ta krążącą pośród innych uczniów jest prawdziwa.
with all due respect, which is none