Morpheus zawsze mówił, że nie umie kłamać.
Morpheus dobrze umiał opowiadać kłamstwa samemu sobie. Zaczynało się od tego, że wmawiał wszystkim, że jest odważny, jak jego bracia. Kolejnym krokiem było udawanie pewnego siebie. Miał bardzo szczątkowe informacje na temat tego, jak zachowują się ludzie na początku relacji, więc imitował to, co widział u Clemensa i Tessy, u Jeremiaha i Elise, czy nawet swoich rodziców, par połączonych już węzłem małżeńskim, z pewnym stażem. Siedzenie razem na ławce na tarasie, na kocu pod drzewem i trzymanie się za ręce. Dziwne wrażenie, robienia czegoś znajomego z obcą osobą, aby poczuć, czy jest miło. Było mu miło. O tym kłamać nie musiał. Jednak musiał kłamać, próbując rozczytać Vasilija.
— Dopiero dzisiaj kończy się lato, więc będę próbował. A jeśli nie, to zrobię ci test wyrywkowy na kąty pozytywnych ułożeń znaków ognistych wobec Saturna — uznał to za odpowiednią odpowiedź. Przecież nie chodziło mu tylko o ten kolor. Chodziło o to, żeby mieć wymówkę, aby leżeć obok siebie na kocu z dala od ciekawskich spojrzeń kółka adoracji wróżbity Dolohova i może, ale tylko może, nie robił sobie nadziei (to było kłamstwo), aby się obściskiwać pod gwiazdami.
— Planowałem poznać cię dostatecznie, aby wykonać dopasowanie na podstawie możliwych kombinacji i szczątkowej wiedzy i zaimponować ci wyliczeniem twojej daty urodzenia z domniemanego Kosmogramu — uśmiech w jego głosie sprawiał, że ciężko było powiedzieć czy kpi z wróżbiarskiej strony Vasilija czy rzeczywiście uważa, że ma dość umiejętności, aby to zrobić czy myśl o tym, że jego... Ktoś, zastanawiał się nad powodami jego akcji oraz bierności i sprawiło mu to radość.
Morpheus Longbottom nie wiedział co ze sobą zrobić w tym konkretnym momencie. Paplał, bo gdy nie zastanawiał się nad tym, nawet mu szło. Ale już pod koniec ostatniego zdania coś zgrzytało w intonacji, jakieś wahanie, które spowodowało zamglenie przekazu. Nie wiedział co robić, błądził jak we mgle Little Hangleton, zastanawiając się nad tym, czemu jego serce wali jak oszalałe, od momentu gdy Vasiyenka po prostu oparł się o niego i mógł czuć zapach jego mydła dużo dokładniej, czy jego szaty są czyszczone w tym samym proszku co reszty uczniów czy odsyła mundurki i resztę bielizny do domu, tak jak on, żeby zajął się tym odpowiednik jego Malwy. Wreszcie zastanawiał się, jak będzie pachnieć jego skóra pozbawiona tej ozdobnej woni.
Palce ręki, która dotykała Vakela, zaczęły drgać nerwowo, tak samo jak jego kolano. Był zmęczony ale nawet zmęczenie nie potrafiło zadusić jego wewnętrznej gwałtowności.