21.08.2024, 18:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2024, 18:27 przez Viorica Zamfir.)
Tak jak on unikał samotności przyjmując starych Nokturnowych gości w swoje progi, tak ona walczyła z nią podobne przybytki, unikając samotnych wieczorów w mieszkaniu, szczególnie w tym okresie, gdy nie było w nim Flyntiego, albo gdy był, ale przypominał jej o tym, jak wiele osób na swojej drodze wymknęło jej się z rąk. Niektórzy pewnie popukaliby się w czoło, gdyby usłyszeli, że właśnie z poczuciem pozostawienia samym sobie borykała się Zamfir, ciągle pozornie otoczona ludźmi, tak jednak właśnie było.
Zbyt wiele razy straciła osoby zbyt jej bliskie, zbyt wiele razy sama musiała zakończyć coś, co przynosiło jedynie ból. Często zastanawiała się, czy nie skończy ostatecznie sama jak palec.
Cedrik był osobą, przy której te obawy cichły. Przynajmniej aż do czasu wyjazdu, gdy napadły ją z całą swoją siłą. Czasami zastanawiała się, czy kiedykolwiek uda jej się pozbierać z tego całego emocjonalnego bajora, czy powinna się w nim w końcu rozgościć. Ewentualnie w końcu się zapić i dać temu wszystkiemu spokój.
Zaśmiała się na jego porównanie, choć może trochę mniej wesoło niż zwykle. Było w jego słowach coś gorzkiego, co zapiła kolejną dawką alkoholu, zanim nie rozniosło się po jej całym podniebieniu.
- Miło wiedzieć że truję cię swoją obecnością. - Westchnęła, wpatrując się tępo w szklankę, nagle się trochę jakby kuląc. Czy naprawdę tak mogło być? Z Cedrikiem, wszystkimi, których miała za przyjaciół, a ostatecznie ją opuszczali? Czy niszczyła ich, a potem dziwiła się, że mieli jej dość?
A może to nie była jej wina?
Woody w końcu tu stał, słuchał jej jojczenia i jeszcze nie wystawił za drzwi baru, a nawet próbował trochę pocieszyć. Znali się już długo, chyba jeszcze za czasów gdy była nastolatką próbującą jakoś przeżyć na tej cholernej ulicy, która odbierała wszystkie resztki niewinności.
Wiedział dokładnie, co w życiu narozrabiała i jakim była człowiekiem, a jednak nadal cierpliwie znosił jej obecność oraz narzekania.
Był w tej chwili małą iskierką nadziei, że nie ma nad nią jakiegoś przeklętego fatum.
Uśmiechnęła się na jego udawane wzruszenie na jej rzucone pół żartem, pół serio wyznanie. Bardziej szczerze niż wcześnie.
A potem jęknęła i schowała znów głowę w ramionach ułożonych na blacie, gdy ją podsumował.
- Dzięki - mruknęła w mebel, zanim jeszcze usłyszała dźwięk stawianego obok niej alkoholu. Podniosła się, by zgarnąć szklankę w rękę, słuchając jednak co Tarp ma dalej do powiedzenia.
Mógł widzieć jak zbladła na słowo “prawda”, w jej oczach zaś pojawiła się lekka panika, której nawet nie starała się zamaskować.
- Czekaj, w jakim kontekście mam powiedzieć wszystko? W tym, w którym wspominam, że miałam trochę pojebane życie które się za mną ciągnie w postaci problemów z zaufaniem, czy w tym w którym zdradzam że przez kilka lat brałam udział w szeroko rozumianej działalności przestępczej i oprócz problemów z zaufaniem ciągnie się za mną też parę problemów z tego wynikających? - wyrzuciła z siebie z prędkością światła patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, próbując się upewnić, jak bardzo oszalał.
Viorica była podobnie jak on człowiekiem ucieczki. Chciałaby, by było inaczej, ale trudno było walczyć z czymś, co dało jej przez tyle lat możliwość przetrwania najgorszych kryzysów. Powiedzenie prawdy było w jej przypadku trudne, a wyjawienie najgorszych sekretów jeszcze gorsze, bo zbyt często ratowała się również kłamstwem, kolejną bronią w swoim arsenale.
Stawiał ją przed trudnym zadaniem, ale wierzyła, że chciał dobrze. Próbował dać rozwiązanie i nadzieję.
Znów westchnęła, patrząc na szklankę, z której pice szło jej już markotniej.
- Chcę w to wierzyć, ale tak wszystko lubi się jebać, mimo, iż miałam nadzieję, że wiesz, niektóre rzeczy zostawiłam za sobą. - Zaczęła skubać skórkę przy paznokciu kciuka. Cedric to nie jedyna osoba, która zresztą wprawiała ją w ponury nastrój. - Słyszałeś coś o Dante, który zaczął przypominać sobie o starych znajomych? - zapytała, wgapiając się w swoje zniszczone paznokcie.
Zbyt wiele razy straciła osoby zbyt jej bliskie, zbyt wiele razy sama musiała zakończyć coś, co przynosiło jedynie ból. Często zastanawiała się, czy nie skończy ostatecznie sama jak palec.
Cedrik był osobą, przy której te obawy cichły. Przynajmniej aż do czasu wyjazdu, gdy napadły ją z całą swoją siłą. Czasami zastanawiała się, czy kiedykolwiek uda jej się pozbierać z tego całego emocjonalnego bajora, czy powinna się w nim w końcu rozgościć. Ewentualnie w końcu się zapić i dać temu wszystkiemu spokój.
Zaśmiała się na jego porównanie, choć może trochę mniej wesoło niż zwykle. Było w jego słowach coś gorzkiego, co zapiła kolejną dawką alkoholu, zanim nie rozniosło się po jej całym podniebieniu.
- Miło wiedzieć że truję cię swoją obecnością. - Westchnęła, wpatrując się tępo w szklankę, nagle się trochę jakby kuląc. Czy naprawdę tak mogło być? Z Cedrikiem, wszystkimi, których miała za przyjaciół, a ostatecznie ją opuszczali? Czy niszczyła ich, a potem dziwiła się, że mieli jej dość?
A może to nie była jej wina?
Woody w końcu tu stał, słuchał jej jojczenia i jeszcze nie wystawił za drzwi baru, a nawet próbował trochę pocieszyć. Znali się już długo, chyba jeszcze za czasów gdy była nastolatką próbującą jakoś przeżyć na tej cholernej ulicy, która odbierała wszystkie resztki niewinności.
Wiedział dokładnie, co w życiu narozrabiała i jakim była człowiekiem, a jednak nadal cierpliwie znosił jej obecność oraz narzekania.
Był w tej chwili małą iskierką nadziei, że nie ma nad nią jakiegoś przeklętego fatum.
Uśmiechnęła się na jego udawane wzruszenie na jej rzucone pół żartem, pół serio wyznanie. Bardziej szczerze niż wcześnie.
A potem jęknęła i schowała znów głowę w ramionach ułożonych na blacie, gdy ją podsumował.
- Dzięki - mruknęła w mebel, zanim jeszcze usłyszała dźwięk stawianego obok niej alkoholu. Podniosła się, by zgarnąć szklankę w rękę, słuchając jednak co Tarp ma dalej do powiedzenia.
Mógł widzieć jak zbladła na słowo “prawda”, w jej oczach zaś pojawiła się lekka panika, której nawet nie starała się zamaskować.
- Czekaj, w jakim kontekście mam powiedzieć wszystko? W tym, w którym wspominam, że miałam trochę pojebane życie które się za mną ciągnie w postaci problemów z zaufaniem, czy w tym w którym zdradzam że przez kilka lat brałam udział w szeroko rozumianej działalności przestępczej i oprócz problemów z zaufaniem ciągnie się za mną też parę problemów z tego wynikających? - wyrzuciła z siebie z prędkością światła patrząc na niego szeroko otwartymi oczami, próbując się upewnić, jak bardzo oszalał.
Viorica była podobnie jak on człowiekiem ucieczki. Chciałaby, by było inaczej, ale trudno było walczyć z czymś, co dało jej przez tyle lat możliwość przetrwania najgorszych kryzysów. Powiedzenie prawdy było w jej przypadku trudne, a wyjawienie najgorszych sekretów jeszcze gorsze, bo zbyt często ratowała się również kłamstwem, kolejną bronią w swoim arsenale.
Stawiał ją przed trudnym zadaniem, ale wierzyła, że chciał dobrze. Próbował dać rozwiązanie i nadzieję.
Znów westchnęła, patrząc na szklankę, z której pice szło jej już markotniej.
- Chcę w to wierzyć, ale tak wszystko lubi się jebać, mimo, iż miałam nadzieję, że wiesz, niektóre rzeczy zostawiłam za sobą. - Zaczęła skubać skórkę przy paznokciu kciuka. Cedric to nie jedyna osoba, która zresztą wprawiała ją w ponury nastrój. - Słyszałeś coś o Dante, który zaczął przypominać sobie o starych znajomych? - zapytała, wgapiając się w swoje zniszczone paznokcie.