22.08.2024, 21:21 ✶
– Nie są aktywne – uspokoił go Cathal. – I to układy ochronne. Żaden z nich nie był niebezpieczny, miały zadbać, aby Augustus przypadkiem nie zawalił podziemi.
…co i tak zdołał zrobić. W inny sposób.
Choroba, defekt, towarzyszący dziedzictwu Gauntów, nie raz utrudniała mu życie. Nudził się łatwo, nie znosił przez nią powtarzalności, zdarzało się, że tracił skupienie w nieodpowiednich chwilach, bo umysł podsuwał bezużyteczne informacje, a niektóre wspomnienia powracały natrętne niby muchy. Bywały jednak chwile, w których okazywała się błogosławieństwem. To była jedna z nich – Cathal zajrzał tylko do środka i w jego pamięci na dobre zapisało się, jak wyglądały ściany. Mógł popracować nad runami i odszukać znaczenie tych, które nie przetrwało w księgach.
Cathal postąpił krok na wezwanie Thomasa i znalazł się na progu pomieszczenia. On też uniósł różdżkę, rozświetloną lumos, tak że teraz pomieszczenie stało się jaśniejsze. Nie odezwał się od razu: jego wzrok powędrował odruchowo ku runom, a umysł zaczął natychmiast podsuwać ich odpowiedniki z ksiąg… a przynajmniej niektórych z nich.
– Nie musisz się tym zajmować. Lepiej skup się na klątwie na wejściu – rzucił. Thomas znał się na pieczęciach, na znaczeniu run niekoniecznie, nie musiał więc wiedzieć, że zaiste, w tym lokum, służącym do eksperymentów lub ćwiczeń, nie pojawiły się żadne „podejrzane” znaki, a jeśli nawet – czas i katastrofa uszkodziły je już na tyle, że straciły swoją magię.
Co innego drzwi.
Doświadczenie klątwołamacza podsuwało kilka podobnych przekleństw, a także to, że istniały zabezpieczenia, które miały powstrzymać konkretne osoby przed wejściem do pomieszczenia. Zwykle skłaniały do wyjścia samodzielnie, tutaj jednak to zmodyfikowano. Zapewne Figg, ze względu na to, jak długo pracował w tym zawodzie, mógł je przełamać za pomocą magii rozpraszającej – i pomocne mogły być świece, często używane przy różnego rodzaju rytuałach. Na całe szczęście umiała je wytwarzać jego siostra, a i Cathal miał przy sobie parę, które zabrał od Alehei, na wypadek gdyby Thomas ich potrzebował (chociaż wiedział, że ta będzie na to straszliwie narzekać).
– Nigdy się nie wybieram – powiedział stanowczo, a jego wzrok stał się nieco chłodniejszy. Ani nie zamierzał zostawiać w podziemiach samego kogoś spoza ekipy, ani ryzykować, że coś pójdzie nie tak. Klątwołamaczem nie był, ale na rozpraszaniu znał się bardzo dobrze, bo ta magia była przydatna, gdy czołgałeś się w po starożytnych ruinach. Wolał być na miejscu, gotów w każdej chwili do rozproszenia magii.
…co i tak zdołał zrobić. W inny sposób.
Choroba, defekt, towarzyszący dziedzictwu Gauntów, nie raz utrudniała mu życie. Nudził się łatwo, nie znosił przez nią powtarzalności, zdarzało się, że tracił skupienie w nieodpowiednich chwilach, bo umysł podsuwał bezużyteczne informacje, a niektóre wspomnienia powracały natrętne niby muchy. Bywały jednak chwile, w których okazywała się błogosławieństwem. To była jedna z nich – Cathal zajrzał tylko do środka i w jego pamięci na dobre zapisało się, jak wyglądały ściany. Mógł popracować nad runami i odszukać znaczenie tych, które nie przetrwało w księgach.
Cathal postąpił krok na wezwanie Thomasa i znalazł się na progu pomieszczenia. On też uniósł różdżkę, rozświetloną lumos, tak że teraz pomieszczenie stało się jaśniejsze. Nie odezwał się od razu: jego wzrok powędrował odruchowo ku runom, a umysł zaczął natychmiast podsuwać ich odpowiedniki z ksiąg… a przynajmniej niektórych z nich.
– Nie musisz się tym zajmować. Lepiej skup się na klątwie na wejściu – rzucił. Thomas znał się na pieczęciach, na znaczeniu run niekoniecznie, nie musiał więc wiedzieć, że zaiste, w tym lokum, służącym do eksperymentów lub ćwiczeń, nie pojawiły się żadne „podejrzane” znaki, a jeśli nawet – czas i katastrofa uszkodziły je już na tyle, że straciły swoją magię.
Co innego drzwi.
Doświadczenie klątwołamacza podsuwało kilka podobnych przekleństw, a także to, że istniały zabezpieczenia, które miały powstrzymać konkretne osoby przed wejściem do pomieszczenia. Zwykle skłaniały do wyjścia samodzielnie, tutaj jednak to zmodyfikowano. Zapewne Figg, ze względu na to, jak długo pracował w tym zawodzie, mógł je przełamać za pomocą magii rozpraszającej – i pomocne mogły być świece, często używane przy różnego rodzaju rytuałach. Na całe szczęście umiała je wytwarzać jego siostra, a i Cathal miał przy sobie parę, które zabrał od Alehei, na wypadek gdyby Thomas ich potrzebował (chociaż wiedział, że ta będzie na to straszliwie narzekać).
– Nigdy się nie wybieram – powiedział stanowczo, a jego wzrok stał się nieco chłodniejszy. Ani nie zamierzał zostawiać w podziemiach samego kogoś spoza ekipy, ani ryzykować, że coś pójdzie nie tak. Klątwołamaczem nie był, ale na rozpraszaniu znał się bardzo dobrze, bo ta magia była przydatna, gdy czołgałeś się w po starożytnych ruinach. Wolał być na miejscu, gotów w każdej chwili do rozproszenia magii.