22.08.2024, 21:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2024, 21:37 przez Vakel Dolohov.)
Rzeczą, którą z każdym kolejnym wypowiedzianym przez Morpheusa zdaniem odkrywał Vakel, było to, że ten list wysłany mu przed Mabon zawierał w sobie sporo jego esencji. A przynajmniej sporo esencji tej części Morpheusa, jaką poznawał. Słowa, jakie mówił były piękne - tu nie miał żadnej wątpliwości - ale gdyby się mieli teraz zmierzyć w walce na komplementy, wygrałby ją właśnie Vakel.
Miałeś powiedzieć, że będziemy tam przychodzić codziennie, aż zobaczymy ten dokładnie kolor, ty durniu, od razu przemknęło mu przez myśl i zaśmiał się w duchu. Piękno słów wynikające z szerokiej wiedzy i kwiecistego zasobu słownikowego ścierało się tutaj z jego charakterem i oczekiwaniami - czy potrzebował, czy chciał czegokolwiek więcej...? Skąd miał wiedzieć? Czy pod tym niby zabawnym wyrywkowym odpytywaniem kryło się coś jeszcze, coś podobnego wczorajszemu zbliżeniu?
Znów odetchnął, ale tym razem robiło mu się goręcej. Wracanie do tej chwili rozbudzało w nim jednocześnie ciekawość i... lęk. Bo to się działo bardzo szybko, a on wiedział o sobie tak mało. Jednocześnie powiedzenie tego na głos wydawało się błędem - jeżeli to powie, z pewnością go spłoszy. Może to były takie chwile, kiedy człowiek miał przestać być z porcelany.
- Oh.
Milczał dłuższy moment.
- To jedno z moich marzeń. Chociaż nie, nie marzeń. To jeden z moich planów. Potrafić odczytywać takie rzeczy bez potrzeby pytania o cokolwiek. Po prostu patrząc.
Było też coś, czego nie dodał. Projekt maszyny, który wyśnił pewnego dnia. Abakus dla świrów takich jak on sam, narzędzie pomagające w obliczeniu wszystkich możliwości, takiej pozwalającej na odkrycie daty urodzenia kogoś, kogo akt urodzenia nigdy nie powstał lub znajdował się w strzępach. W tym momencie wydawało mu się, że to będzie dopiero pierwszy krok, a on sam mierzy nisko. Mylił się, dopracowanie jego metod i zgromadzenie informacji do tego potrzebnych miało zająć mu o wiele dłużej, niż myślał. Dziesiątki festynów, na których nie chciał być, ale uśmiechał się i żartował i wróżył...
- Drżysz - powiedział, przypatrując się jego ręce i nodze. - Źle się czujesz?
Niewiedza czyniła go w tej dziedzinie nieco bezradnym.
Miałeś powiedzieć, że będziemy tam przychodzić codziennie, aż zobaczymy ten dokładnie kolor, ty durniu, od razu przemknęło mu przez myśl i zaśmiał się w duchu. Piękno słów wynikające z szerokiej wiedzy i kwiecistego zasobu słownikowego ścierało się tutaj z jego charakterem i oczekiwaniami - czy potrzebował, czy chciał czegokolwiek więcej...? Skąd miał wiedzieć? Czy pod tym niby zabawnym wyrywkowym odpytywaniem kryło się coś jeszcze, coś podobnego wczorajszemu zbliżeniu?
Znów odetchnął, ale tym razem robiło mu się goręcej. Wracanie do tej chwili rozbudzało w nim jednocześnie ciekawość i... lęk. Bo to się działo bardzo szybko, a on wiedział o sobie tak mało. Jednocześnie powiedzenie tego na głos wydawało się błędem - jeżeli to powie, z pewnością go spłoszy. Może to były takie chwile, kiedy człowiek miał przestać być z porcelany.
- Oh.
Milczał dłuższy moment.
- To jedno z moich marzeń. Chociaż nie, nie marzeń. To jeden z moich planów. Potrafić odczytywać takie rzeczy bez potrzeby pytania o cokolwiek. Po prostu patrząc.
Było też coś, czego nie dodał. Projekt maszyny, który wyśnił pewnego dnia. Abakus dla świrów takich jak on sam, narzędzie pomagające w obliczeniu wszystkich możliwości, takiej pozwalającej na odkrycie daty urodzenia kogoś, kogo akt urodzenia nigdy nie powstał lub znajdował się w strzępach. W tym momencie wydawało mu się, że to będzie dopiero pierwszy krok, a on sam mierzy nisko. Mylił się, dopracowanie jego metod i zgromadzenie informacji do tego potrzebnych miało zająć mu o wiele dłużej, niż myślał. Dziesiątki festynów, na których nie chciał być, ale uśmiechał się i żartował i wróżył...
- Drżysz - powiedział, przypatrując się jego ręce i nodze. - Źle się czujesz?
Niewiedza czyniła go w tej dziedzinie nieco bezradnym.
with all due respect, which is none