Morpheus rozłożył swoje podręczne liczydełka, miarki i magiczne mierniki, podstawowe narzędzia w swojej pracy, wyprostował świadomie plecy i rozpoczął pracę. Szybko jednak zgarbił się ponownie, licząc w głowie położenia gwiazd. Nocą byłoby mu łatwiej, ale to kilka dni przed urodzinami Anthony'ego i kilka dni po jego własnych, znał niebo w tym czasie, znał niebo z daty wydarzeń Lithy. Na tym polegała jego praca w gruncie rzeczy. Przypominał jednego z tych czarodziejów, którzy zamykali się w wysokich wieżach i zapominali o świecie, aby dać się pochłonąć własnym obliczeniom. Kiedyś miał takie marzenie...
— Klasyczny podział, związany z energiami, materią i antymaterią, dla ułatwienia nazywany żeńskim i męskim. — odpowiedział Isaacowi, nie myśląc właściwie o tym, skupiając się na matematyce. Numerologia nie była jego mocną stroną, ale same fizyczne obliczenia już nie sprawiały mu kłopotu, zresztą, znał się zarówno na astrologii jak i astronomii. — Początek i koniec. Otwarcie i zamknięcie.
Wstał, otrzepał swoją szatę z zielonych strzępków. Ciało mu zdrętwiało nieco od niewygodnej pozycji, czuł w jednej nodze chodzące mrówki, kiedy krew wracała do normalnego krążenia. Przymknął oczy, rzęsy rzuciły długie cienie na jego policzki. Oddychał energią tego miejsca i jeszcze liczył, aby skierować się ku kamieniom, które miały znaczyć początek.
— Podczas Beltane zaświaty zostały otwarte. Myślę, że tu miało dojść do tego samego. Lub doszło, bo Stonehenge zostało opętane po rytuale. Trzymaj się blisko mnie, na wypadek, gdyby brama pozostała otwarta, ale dostatecznie, aby nic nie trafiło w ciebie. — Isaac mógł być wyższy i lepiej zbudowany niż on, nadal jednak był małym chłopcem w oczach Morpheusa, tak jak było z Brenną, z Erikiem (tutaj również oboje przewyższali go wzrostem). — Byłoby smutno, gdyby zamiast komunizmu, zabiła cię ojczyzna.
Zaczął badać kamień, szukając dalszych instrukcji, zarówno magią, jak i swoimi instrumentami, nie tłumacząc niczego, z tego co robił. Był Niewymownym, tutaj nie było kursów dla początkujących.