14.01.2023, 14:40 ✶
Racja, zrobiłby jak najbardziej, dlatego przecież sprawdzał, czy czasem nos mu nie rośnie, albo jak to powiedziała - nie kiwa się na boki! Sam nie wiedział, co było gorsze z tych dwóch opcji. I też racja, zdawał sobie sprawę z tego, że jego ton podkurwiał ludzi, ale on po prostu taki ton miał. Jakby to życie było nudne i nie nadawało się do wykrzesania z sieebie większej krztyny energii, ku łasce innym! Podobny ton miał właśnie na ich pierwszym spotkaniu, chociaż wtedy tylko podobny, bo jednak był ten element niezadowolenia. A tu? Wręcz przeciwnie. Miał totalny luzik, jak widać różowe dodatki mu nie przeszkadzały i trzymał poduchę ciągle przy brzuchu i co rusz ją tulo-miział, jakby była pluszakiem, a on tylko większym dzieckiem.W końcu facet. I to taki, który wymyślił zabawę w zamek i króla oraz jego paź… paziową (?).
- A co, moje? Patrz, jak ci pomagam. - Sięgnął dłonią do kieszeni i wyciągnął z niej… faka. Tak bardzo dostojnie i grzecznie.
A potem siadł nastrój.
I potem Victoria zrobiła coś tak dziwnego, że aż zrobił wielkie oczyska (bo strach ma je zawsze wielkie) i odsunął się dalej na kanapie, jakby to nie on, a ona była tu wampirzycą, która zaraz będzie go gryzła.
- Wo… woooah, co to za… kącik zwierzeń planowałaś tu otworzyć… - Może chciał coś innego powiedzieć po “co to za”? Nie tylko się domyślam, ale nawet wiem - a Victoria mogła się tylko domyślać. Ale ta jego dość gwałtowna reakcja przeszła płynnie w rozprężenie, choć nie całkowite. A na pewno nie takie jak jeszcze wcześniej. Przesunął po niej wzrokiem w taki sposób, jakby naprawdę się dopatrywał zagrożenia. I wiecie co? Dopatrywał. Instynktownie, a nie logicznie, ale dopatrywał. Przez głowę mu za to przeszło, bo chciał powiedzieć, że przecież nic, że ściemniać to my, ale nie nam. To jest - mógł jej ściemniać, jasne. Ale w jego własnym odczuciu obraziłby ją tym. A takiej intencji nie miał. I był skonfundowany. I kiedy spojrzał w jej oczy widać było, że skonfundowany był. I tak niby się rozluźnił, a jednak siedział teraz w taki sposób, że gdyby się zastanowić - był to najlepszy sposób siedzenia do tego, żeby w razie czego szybko wstać i uciec. Tak po prostu. Chociaż to też była pozycja przyjęta automatycznie, a nie w pełni świadome działanie. I nie wiedział, co powiedzieć. Że to niekomfortowe? Żeby przestała tak sięz achowywać, bo na nią nawarczy (a miał ochotę). Że to były żarty i chujowo wyszło? A może to, że… że…
- Ugh, ale się dziwnie i emocjonalnie zrobiło. Aż prawie się porzygałem od nadmiaru pozytywnej aury zrozumienia i współczucia. - Poprawił się na sofie, znowu przytulając do siebie poduszkę. Jakby miała być jego tarczą. Oddzielać go od ludzkości tej sytuacji, w której się znalazł. Ale tak, tak, to też miał być żart.
- A co, moje? Patrz, jak ci pomagam. - Sięgnął dłonią do kieszeni i wyciągnął z niej… faka. Tak bardzo dostojnie i grzecznie.
A potem siadł nastrój.
I potem Victoria zrobiła coś tak dziwnego, że aż zrobił wielkie oczyska (bo strach ma je zawsze wielkie) i odsunął się dalej na kanapie, jakby to nie on, a ona była tu wampirzycą, która zaraz będzie go gryzła.
- Wo… woooah, co to za… kącik zwierzeń planowałaś tu otworzyć… - Może chciał coś innego powiedzieć po “co to za”? Nie tylko się domyślam, ale nawet wiem - a Victoria mogła się tylko domyślać. Ale ta jego dość gwałtowna reakcja przeszła płynnie w rozprężenie, choć nie całkowite. A na pewno nie takie jak jeszcze wcześniej. Przesunął po niej wzrokiem w taki sposób, jakby naprawdę się dopatrywał zagrożenia. I wiecie co? Dopatrywał. Instynktownie, a nie logicznie, ale dopatrywał. Przez głowę mu za to przeszło, bo chciał powiedzieć, że przecież nic, że ściemniać to my, ale nie nam. To jest - mógł jej ściemniać, jasne. Ale w jego własnym odczuciu obraziłby ją tym. A takiej intencji nie miał. I był skonfundowany. I kiedy spojrzał w jej oczy widać było, że skonfundowany był. I tak niby się rozluźnił, a jednak siedział teraz w taki sposób, że gdyby się zastanowić - był to najlepszy sposób siedzenia do tego, żeby w razie czego szybko wstać i uciec. Tak po prostu. Chociaż to też była pozycja przyjęta automatycznie, a nie w pełni świadome działanie. I nie wiedział, co powiedzieć. Że to niekomfortowe? Żeby przestała tak sięz achowywać, bo na nią nawarczy (a miał ochotę). Że to były żarty i chujowo wyszło? A może to, że… że…
- Ugh, ale się dziwnie i emocjonalnie zrobiło. Aż prawie się porzygałem od nadmiaru pozytywnej aury zrozumienia i współczucia. - Poprawił się na sofie, znowu przytulając do siebie poduszkę. Jakby miała być jego tarczą. Oddzielać go od ludzkości tej sytuacji, w której się znalazł. Ale tak, tak, to też miał być żart.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.