14.01.2023, 14:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 14:01 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Fergus Ollivander - osiągnięcie "Piszę, więc jestem"
Minęło kilka dni. Dopiero dzisiaj był w stanie otrząsnąć się na tyle aby ponowić próbę odwiedzin Fergusa w szpitalu. Dostatecznie długo tkwił pod wodą i próbował utonąć więc teraz czas wziąć się w garść i przyjść porozmawiać, sprawdzić jak się czuje, wybadać sytuację czy go obwinia czy może nie chce go widzieć na oczy. Dwa dni temu został pogoniony przez ojca Fergusa. Nie potrafił pozbyć się z głowy widoku tych pokrytych purpurą policzków mężczyzny i wściekłości w oczach. W innej sytuacji nie pozwoliłby siebie tak potraktować lecz z jednym się zgadzał - to była jego wina, że Fergus tu wylądował w takim stanie.
Martwił się ale też wewnątrz tłumił złość. Nie potrafił wyjaśnić natury tych uczuć. Nie miał pojęcia co się stanie kiedy się zobaczą i porozmawiają. Brał pod uwagę, że Fergus może przejrzał na oczy i stwierdził, że jednak zbliżanie się do niego nie jest zbyt dobre dla zdrowia i własnego bezpieczeństwa. Olivander miał teraz w swoich rękach sporą władzę na nim. Mógł pozbawić go pracy i narazić jego reputację na jeszcze większe szkody. Powtarzał sobie aby zachować spokój i podejść do sprawy łagodnie, z pokorą, skruchą. Przychodziło mu to z trudem więc przede wszystkim skupił się na zmartwieniu o jego samopoczucie. W godzinach odwiedzin upewnił się, że nie ma do Fergusa kolejki gości. Lodowatą z nerwów ręką zapukał w białe drzwi i cichym krokiem wszedł do środka. Włosy miał wyjątkowo uwiązane na karku co uwydatniało rysy jego twarzy. Fergus spał. Ze wstrzymanym oddechem patrzył przez kilka dłuższych chwil na jego twarz i dopiero wtedy usiadł na białym krześle. Postawił na komodzie samonagrzewający się plastikowy kubek z czarną kawą. Pamiętał jaką lubił.
Z miną winowajcy siedział nieruchomo i patrzył na śpiącego Fergusa, szukając na jego twarzy oznak niemego cierpienia czy umierania. Nic takowego nie znalazł, wyglądał spokojnie. Nie był tak blady jak ostatnio. Ze zgrozą zerknął na obandażowaną dłoń i przyglądał się jej natarczywie do momentu aż Fergus nieświadomie nie poruszył koniuszkami palców. Uff, jest sprawna. Dosyć grubo obandażowana ale skoro nią poruszył to musiała być odratowana. Usadowił się wygodnie na krześle, starając się za bardzo nie szeleścić. Nie umiał oderwać od niego wzroku. Analizował swoje odczucia. Martwił się. Był na niego zły. Chciał żeby czuł się lepiej. Chciał żeby zapomniał o tym, co mu zafundował. Chciał go obwinić o to, co się dzieje w jego życiu odkąd go pocałował. Chciał go dotknąć ale wtedy mógłby go obudzić.
Zapomniał oddychać gdy Fergus zaczął wykazywać oznaki przebudzenia się. Może jednak zostawić list i uciec?
Nie, wolał zostać i przyglądać mu się niczym początkujący psychopata.