24.08.2024, 23:35 ✶
Shafiq był niemal pewny, że zabezpieczenia straciły swoją moc ze względu na czas oraz popękanie części run w wyniku trzęsienia ziemi, do jakiego tutaj doszło. Nie uznał jednak za stosowne wdawać się teraz w dywagacje na ten temat, bo i nie sądził, żeby akurat to miało wielkie znaczenie. Powściągnął pewne zniecierpliwienie: chciał, by zdjęto klątwę, a chociaż sam był osobą, która pragnęła odpowiedzi i w teorii powinien doskonale rozumiem, to… po prostu nie był sympatycznym człowiekiem. Jakiekolwiek pozytywne emocje wywołała w nim zaledwie garstka ludzi, wokół większości był obojętny, a nawet jeżeli mieli jakąś tam odrobinę sympatii, to na ogół własna praca była dla niego znacznie ważniejsza. W jego oczach Figg był specjalistą godnym szacunku, ale od klątw i pułapek, ewentualnie pieczęci (ta wszechstronność zresztą skłoniła Cathala do proszenia właśnie Thomasa o przyjęcie zlecenia, on mógł tu łatwo wejść i ocenić, czy da się łamać klątwę bezpiecznie), w runy i historię nie powinien się mu wtrącać.
Ugryzł się jednak w język, zmuszając do okazania cierpliwości.
Cierpliwość była przecież bardzo ważna w tej robocie.
Zmilczał więc, a i potem stał w ciszy, nie chcąc przeszkadzać specjaliście w pracy. Palce zaciskał na różdżce i śledził wejście uważnie, bo miał do czynienia z wieloma klątwami, owszem, ale wiedział o nich głównie to, że bywały szalenie niebezpieczne i że mogły zadziałać w nieprzewidywalny sposób. Kto wie, co stałoby się, gdyby Thomas popełnił jakiś błąd? Na całe szczęście, Figg udowodnił, że był ekspertem w swojej dziedzinie, i chociaż przekleństwo nie należało raczej do tych standardowych, jakie teraz się spotykało, to zdołał je złamać. A przynajmniej tak mu się zdawało: zaklęcie rzucił całkowicie poprawnie, a świecie na koniec rytuału zapłonęły jaśniej, dopaliły się w szybkim tempie i wygasły, pozostawiając ich w ciemnościach, zaś po drzwiach przemknęło jakby wyładowanie i błękitne iskry, które też szybko zgasły. Wszystko wskazywało na to, że Thomas zdołał osiągnąć cel.
– Czy powinienem teraz zawołać Nell albo Letę, żeby sprawdzić, czy jeżeli tu się zbliżą, odbiorą kolejną lekcję latania? – spytał Cathal, znów rozpalając czar lumos. Po jego wargach przemknął uśmiech, jakby myśl o tym, że któraś z kobiet znowu zaliczy taki lot, do pewnego stopnia go bawiła. Cóż… tak już z nimi było, że wspierali się, ale też nawzajem mocno grywali sobie na nerwy i chyba póki wiedział, że nic im nie grozi, to taki lot uznałby za całkiem zabawny.
Ugryzł się jednak w język, zmuszając do okazania cierpliwości.
Cierpliwość była przecież bardzo ważna w tej robocie.
Zmilczał więc, a i potem stał w ciszy, nie chcąc przeszkadzać specjaliście w pracy. Palce zaciskał na różdżce i śledził wejście uważnie, bo miał do czynienia z wieloma klątwami, owszem, ale wiedział o nich głównie to, że bywały szalenie niebezpieczne i że mogły zadziałać w nieprzewidywalny sposób. Kto wie, co stałoby się, gdyby Thomas popełnił jakiś błąd? Na całe szczęście, Figg udowodnił, że był ekspertem w swojej dziedzinie, i chociaż przekleństwo nie należało raczej do tych standardowych, jakie teraz się spotykało, to zdołał je złamać. A przynajmniej tak mu się zdawało: zaklęcie rzucił całkowicie poprawnie, a świecie na koniec rytuału zapłonęły jaśniej, dopaliły się w szybkim tempie i wygasły, pozostawiając ich w ciemnościach, zaś po drzwiach przemknęło jakby wyładowanie i błękitne iskry, które też szybko zgasły. Wszystko wskazywało na to, że Thomas zdołał osiągnąć cel.
– Czy powinienem teraz zawołać Nell albo Letę, żeby sprawdzić, czy jeżeli tu się zbliżą, odbiorą kolejną lekcję latania? – spytał Cathal, znów rozpalając czar lumos. Po jego wargach przemknął uśmiech, jakby myśl o tym, że któraś z kobiet znowu zaliczy taki lot, do pewnego stopnia go bawiła. Cóż… tak już z nimi było, że wspierali się, ale też nawzajem mocno grywali sobie na nerwy i chyba póki wiedział, że nic im nie grozi, to taki lot uznałby za całkiem zabawny.