Budowanie legendy było istotnym elementem na drodze do sukcesu. Być może, na ten moment, Louvain miał nawet nieco szerszą wizję na nową ścieżkę kariery Briella, niż on sam ale to tej wizji właśnie wybiegał naprzód. Może faktycznie jemu jako Umbierlowi pokazywanie się ze śmierciożercą, mogło przyprawić nieco więcej kłopotów, niż obecnie posiadał. Wciąż jednak uważał, że budowanie przerażającego wizerunku, mrocznego sługi Czarnego Pana, było niezbędne i warte podjęcia ryzyka. Nie dla siebie miał gromadzić wokół siebie ten spaczony narybek tylko dla wyższych celów, ambitniejszych.
A będąc już przy sianiu postrachu, to nie spodobały mu się zwątpienia jego druha, co skwitował negującym cmokaniem pod maską.- Nie słychać? Czyżbyś przespał ostatnie dwa lata? - zareagował od razu. Nie wymagał od towarzysza Degenhardt pełnego pojęcia o taktykach i strategii partyzanckiego charakteru walk jakich podejmowała ich organizacja, ale wątpliwości powinien zostawić w miejscu gdzie bezpowrotnie i na dobre, zboczył z ścieżki prawości.
- A może uważasz, że zrobiłbyś to lepiej... Obrócił głowę w jego kierunku, by przez wąskie otwory w masce poprzyglądać mu się nieco dłuższą chwilę. Chociaż śmierciożercze nakrycie twarzy nie wykazywało w swoich rysach i szczegółach zbytniej emfazy, to pod nią Louvain uśmiechnął się zadziornie, wyginając brew w dociekliwym tonie. - Właściwie to chętnie zobaczę jak chcesz to robić. Jak zamierzasz uzyskać posłuch i postrach nad tymi, którymi czujesz swoją wyższość. Uniósł rękę i gestem otwartej dłoni skierowanej na zewnątrz nienachalnie zachęcił go do podjęcia wyzwania. Swoją drogą to niewiele miał okazji do bycia naocznym świadkiem tego jak Umbriell radzi sobie ze swoimi zadaniami w akcji. Dlatego może warto nadrobić stracone chwile?
Potem pomilczał chwilę, zastanawiając się nad tym jak najrozsądniej przebić się przez wrota Czarnej Groty. Sam nie widział jej na własne oczy, ale bazując na miejskich legendach, musiała być całkiem spora jeśli nikt nie dostał się do środka po dziś dzień. Eksplozja była ryzykowna, przy zbyt silnym wybuchu strop mógł się zawalić, niszcząc to co mogło znajdować się wewnątrz.
- Ani Ty, ani Twoi koledzy nie wyglądacie na wprawionych w odwiertach robotników. Może jakaś substancja która przepali przejście na drugą stronę będzie odpowiednim wyjściem. - rzucił, choć nie był święcie przekonany o słuszności swojego planu. Nie posiadał zbyt obszernej wiedzy na temat eliksirów i pochodnych, nie wiedział nawet czy coś takiego co właśnie wymyślił ma rację bytu. Miejmy nadzieję, że alchemik z podziemi zasugeruje im coś sam, na pewno miał o wiele więcej w tej kwestii do powiedzenia, niż jakikolwiek powierzchniowy specjalista.