14.01.2023, 18:14 ✶
Minęły lata, odkąd Peregrinus ostatni raz uczestniczył w Ostarze. Pamiętał ten sabat z dzieciństwa, gdy rodzice prowadzili go przez ten sam las, a on — ciekawy świata i podekscytowany jarmarcznymi wystawami chłopiec — co chwilę odrywał się od państwa Trelawney i biegał radośnie dookoła. Najmocniej w jego pamięci jednak zapisały się zapachy straganów ze świątecznymi przysmakami, które zawsze otwierały w jego umyśle drzwi do kolejnych nostalgicznych wspomnień.
Teraz nie biegł, a maszerował miarowym krokiem za swoim pracodawcą i jego córką. Jego oczy sunęły leniwie od prawej do lewej, obserwując otoczenie, a wiatr delikatnie podwiewał poły czarnego płaszcza, upodabniając go do posępnego kruka wypatrującego zagrożenia. Starał się dzielić uwagę między rozmowę Dolohova z córką a dobiegającą zewsząd plątaninę głosów. Z tej drugiej wyławiał jedynie chaotyczne strzępy, a im bardziej starał się w niej zatopić, tym bardziej zdekoncentrowany był. Stąd naturalnie grawitował w stronę dwojga przed sobą.
— Jeśli można — wtrącił, robiąc kilka dłuższych kroków, aby znaleźć się bliżej Lyssy i Vakela — podejrzewam, że twój ojciec, Lysso, nawiązuje do tego, że wydarzenia jak te… dużo ludzi w jednym miejscu, mam przez to na myśli… mogą stanowić dla niektórych wyborną okazję do poczynienia manifestu. I nie mam bynajmniej na myśli pacyfistycznych wystąpień — skwitował cierpko, łącząc ręce za plecami.
Nie uważał osobiście, aby na sabacie miało dojść do ataku. Pokładał pewne nadzieje w tym, że organizatorzy zadbali o bezpieczeństwo. Na tyle, aby wtargnięcie tam z wrogimi intencjami się nie opłacało, lecz nie można było nigdy niczego wykluczyć.
— Myślę jednak, panie Dolohov — po jego twarzy przemknął cień uśmiechu tak ulotny, że niemal niezauważalny — że może być i druga strona tego medalu. — Znacząco powiódł wzrokiem dookoła. Może i sabat nie przyciągnął rekordowej ilości osób, a na pewno nie tyle, ile pamiętał ich z dzieciństwa, lecz nie można było zaprzeczyć, że i tego dnia znaleźli się tacy, którzy wyszli z domów, aby cieszyć się świętowaniem. — Ludzie potrzebują czegoś takiego. Czegoś pozytywnego. — Ton, jakim Peregrinus wygłosił tę uwagę, nie sugerował bynajmniej, aby on sam podzielał ekscytację na myśl o świętowaniu, ale definitywnie go nie lekceważył.
Teraz nie biegł, a maszerował miarowym krokiem za swoim pracodawcą i jego córką. Jego oczy sunęły leniwie od prawej do lewej, obserwując otoczenie, a wiatr delikatnie podwiewał poły czarnego płaszcza, upodabniając go do posępnego kruka wypatrującego zagrożenia. Starał się dzielić uwagę między rozmowę Dolohova z córką a dobiegającą zewsząd plątaninę głosów. Z tej drugiej wyławiał jedynie chaotyczne strzępy, a im bardziej starał się w niej zatopić, tym bardziej zdekoncentrowany był. Stąd naturalnie grawitował w stronę dwojga przed sobą.
— Jeśli można — wtrącił, robiąc kilka dłuższych kroków, aby znaleźć się bliżej Lyssy i Vakela — podejrzewam, że twój ojciec, Lysso, nawiązuje do tego, że wydarzenia jak te… dużo ludzi w jednym miejscu, mam przez to na myśli… mogą stanowić dla niektórych wyborną okazję do poczynienia manifestu. I nie mam bynajmniej na myśli pacyfistycznych wystąpień — skwitował cierpko, łącząc ręce za plecami.
Nie uważał osobiście, aby na sabacie miało dojść do ataku. Pokładał pewne nadzieje w tym, że organizatorzy zadbali o bezpieczeństwo. Na tyle, aby wtargnięcie tam z wrogimi intencjami się nie opłacało, lecz nie można było nigdy niczego wykluczyć.
— Myślę jednak, panie Dolohov — po jego twarzy przemknął cień uśmiechu tak ulotny, że niemal niezauważalny — że może być i druga strona tego medalu. — Znacząco powiódł wzrokiem dookoła. Może i sabat nie przyciągnął rekordowej ilości osób, a na pewno nie tyle, ile pamiętał ich z dzieciństwa, lecz nie można było zaprzeczyć, że i tego dnia znaleźli się tacy, którzy wyszli z domów, aby cieszyć się świętowaniem. — Ludzie potrzebują czegoś takiego. Czegoś pozytywnego. — Ton, jakim Peregrinus wygłosił tę uwagę, nie sugerował bynajmniej, aby on sam podzielał ekscytację na myśl o świętowaniu, ale definitywnie go nie lekceważył.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie