Możliwe, że gdyby podszedł, złagodziłoby to napiętą sytuację przy stoisku Sophie. Richard uważał jednak, że Leonard w takiej sytuacji także musiał odrobić swoją lekcję odpowiedniego zachowania. Nie zignorował przecież tego, co sam widział. Obserwował. Zaznaczył, że jeżeli zostaną przekroczone pewne granice, wtedy odpowiednio zareaguje.
Nie kontynuowali tematu, gdyż pojawili się klienci dokonując zakupów. Pozwolił Charlesowi się nimi zająć. Wysłuchał ich wymiany zdań, a po chwili odprowadził wzrokiem, oddalających się do dalszego od nich stoiska.
Długo z synem nie pozostał sam przy straganie rodzinnym, gdyż pojawiali się kolejni. Tym razem osoby, które jakąś chwilę wcześniej, narobiły trochę zamieszania przy stoisku z cytrynówką. Co ciekawe, Laurent i Charles, znali się.
Podszedł bliżej, stając obok syna.
Przywitał ich również. Nie podejmował tematu, który poruszył od razu jego syn. Może przy okazji dowiedzą się, o co poszło? Poznają wersję wydarzeń ze strony tych, którzy najpewniej byli winni jego zapoczątkowania?
Charles dobrze podchodził do rozmowy, z oferowaniem próbek ich wyrobów.
Laurent. Laurent Prewett. Im dłużej mu się przyglądał, nie z powodu jego uroku osobistego, a pod względem tożsamości, przypomniał sobie skąd go kojarzył. Nie robił z nim osobistych interesów a bardziej jego brat Robert, to jednak jego wizerunek był mu znany, kojarzony, jednego z wydań lipcowego Proroka Codziennego. Wywiad z Laurentem Prewettem, odnoszący się do wydarzeń na Beltane. Interesujące.