25.08.2024, 21:32 ✶
Przyglądał się jej badawczo, śledził z drobną fascynacją iskierki błądzące po jej tęczówkach, które malowały się we wszystkich odcieniach błękitu. Budziły wiele skojarzeń, poeta lub autor piosenek z pewnością mógłby czerpać z nich inspiracje. Było w tej kobiecie coś nieuchwytnego i prowokującego do działania na tyle, że skłoniła go do brnięcia w ryzykowny układ. Borginowi było wszystko jedno, co będzie z nim, bo i tak nie miał absolutnie żadnych intencji, aby kiedykolwiek oddać jeszcze serce kobiecie. Brenna w jego głowie była niezastąpioną właścicielką tego, co z tego "romantycznego" organu pozostało i musiał być złoczyńcą w tej historii, aby ją chronić i żeby mogła się realizować, trudno. I chociaż wykorzystywał brunetkę do uzyskania odrobiny spokoju, aby się pozbierać, nie zamierzał się nią bawić i jej skrzywdzić. Nie była zabawką, nawet jeśli urodą przypominała filigranową lalkę, idealnie wpasowującą się w jego estetykę. Westchnął, zaciskając na chwilę usta i przymykając oczy, pokręcił głową z nutą zrezygnowania.
- Więc powinienem się bardziej postarać, żebyś i Ty trochę się zaangażowała. Wolałbym pozostać w całości... - zaczął w końcu, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion. Gdy podniósł powieki, obdarzył ją kolejnym spojrzeniem. - Wiesz, powiedziałem, że to będzie wygodne dla nas oboje, ale jeśli będziesz chciała to skończyć, spełnię Twoje życzenie i się dostosuje, organizując to tak, żebyś wyszła na tym lepiej i bez szwanku. Możesz jednak w pełni wykorzystywać swojego narzeczonego. Twój ojciec może będzie spokojniejszy, że kogoś masz, bo nie śmiem wątpić, że sporo adoratorów się koło Ciebie kręciło, a nie jest łatwo ciągle odmawiać, zwłaszcza ludziom wpływowym. Świat ma trochę złe wartości w tych czasach.
Wyjaśnił jej — w swoim własnym odczuciu, dość rzeczowo, trzymając się dość blisko siedzącej obok Rosie, jakby gotów był w każdej chwili ją ochronić przed intruzami, którzy wchodzili do baru. Jego ulubiona kelnerka rzucała w ich stronę spojrzenia, ale ignorował ją zupełnie. Bo nawet jak był nietrzeźwy i nieszczęśliwy, nie chciał jej na Merlina zawstydzać.
Starał się być też grzeczny, ale to był dobry alkohol. Dotyk jej dłoni uświadomił mu, jak dawno nie pozwolił sobie na frywolne spotkania z kobietami, bojąc się, że taki wyskok dotarłby do uszu dziadka, Staśka albo co gorsza- Brenny (łudził się jeszcze, że miał szanse). Czasem flirtował, czasem zdarzało mu się oddać pasji pocałunków, ale zachowywał przyzwoitość i spodnie. Zacisnął powieki, gdy myśl o tym, że teraz już właściwie wszystko jedno i mógłby spróbować szczęścia, rozniosła się echem po jego umyśle, potęgowana alkoholem i samotnością. Nie był skończonym chujem, Rosie by przecież nie ruszył. Znów poczuł, że chce mu się pić, jak przez gardło przedziera się suchość i aż chrząknął.
- Nie wiem. - odparł zgodnie z prawdą, wyrwany z zamyślenia i nie bardzo wiedząc, co twórczego jej na to powiedzieć. Nie mogła przecież go poznać na tyle, aby mieć jakiekolwiek pojęcie o jego naturze i jej zawiłościach, bo dopiero uciekłaby z krzykiem. Uśmiechnął się więc łobuzersko, a oczy zalśniły mu pewnego rodzaju uległością, oddając narzeczonej zwycięstwo. Przynajmniej na ten moment. Podziękował tym samym za pozwolenie i prędko uniósł szklankę, robiąc olbrzymiego, ale jednego łyka. Zrobiło mu się cieplej, lepiej, a problemy i wątpliwości cichły, tłumione żarem rozchodzącym się po jego żołądku. Alkohol był darem bogów, ale i największą pułapką.
- Dobra z Ciebie kobieta. - dodał jeszcze, czując, jak przez chwilę mu się zakręciło w głowie, ale zamrugał i wrócił pełną uwagą do brunetki. Na jej pytanie stuknął palcami w blat stołu, mruknął przeciągle, jakby chciał zbudować napięcie i złapał za jej dłoń, przesuwając palcem wzdłuż palca, gdzie brakowało najważniejszego elementu jej ubioru. Przekręcił głowę na bok, gdy przyglądał się jasnej skórze. Miała drobne dłonie, ale miękkie i znacznie chłodniejsze, niż jego własne. - Bo wszyscy biorą wielkie, białe diamenty albo Topazy, to teraz mocne. Jubiler miał też kilka zamówień na zielone kamyki, ale mało kogo stać na dobrej jakości szmaragd. A ja chciałem, żeby było coś wyjątkowego. I pomyślałem, że inspirację mam na wyciągnięcie ręki.
Przerwał, a potem nieco niezdanie, puścił jej dłoń i podwinął rękaw koszuli, aby zerknąć na tarczę zegarka, co wymagało zmrużenia oczy. W oczach coś mu zalśniło, wyszczerzył się w jej stronę i wstał, rzucając na stolik kilka galeonów z kieszeni. - Miał być gotowy na jutro, ale po co czekać? Powinnaś go dostać teraz, natychmiast. Chodź.
Oznajmił krótko, łapiąc jej rękę i pomagając jej wstać, upewnił się, że niczego nie zapomniała i pociągnął ją w stronę wyjścia z baru, nieco chaotycznie stawiając kroki. To nie było daleko, a rzemieślnik był mu winien przysługę, więc nie skomentuje nawet faktu, że pojawią się w jego sklepie po godzinach. - Może z odpowiednim pierścionkiem, wszystko stanie się bardziej realne.
- Więc powinienem się bardziej postarać, żebyś i Ty trochę się zaangażowała. Wolałbym pozostać w całości... - zaczął w końcu, pozwalając sobie na delikatny ruch ramion. Gdy podniósł powieki, obdarzył ją kolejnym spojrzeniem. - Wiesz, powiedziałem, że to będzie wygodne dla nas oboje, ale jeśli będziesz chciała to skończyć, spełnię Twoje życzenie i się dostosuje, organizując to tak, żebyś wyszła na tym lepiej i bez szwanku. Możesz jednak w pełni wykorzystywać swojego narzeczonego. Twój ojciec może będzie spokojniejszy, że kogoś masz, bo nie śmiem wątpić, że sporo adoratorów się koło Ciebie kręciło, a nie jest łatwo ciągle odmawiać, zwłaszcza ludziom wpływowym. Świat ma trochę złe wartości w tych czasach.
Wyjaśnił jej — w swoim własnym odczuciu, dość rzeczowo, trzymając się dość blisko siedzącej obok Rosie, jakby gotów był w każdej chwili ją ochronić przed intruzami, którzy wchodzili do baru. Jego ulubiona kelnerka rzucała w ich stronę spojrzenia, ale ignorował ją zupełnie. Bo nawet jak był nietrzeźwy i nieszczęśliwy, nie chciał jej na Merlina zawstydzać.
Starał się być też grzeczny, ale to był dobry alkohol. Dotyk jej dłoni uświadomił mu, jak dawno nie pozwolił sobie na frywolne spotkania z kobietami, bojąc się, że taki wyskok dotarłby do uszu dziadka, Staśka albo co gorsza- Brenny (łudził się jeszcze, że miał szanse). Czasem flirtował, czasem zdarzało mu się oddać pasji pocałunków, ale zachowywał przyzwoitość i spodnie. Zacisnął powieki, gdy myśl o tym, że teraz już właściwie wszystko jedno i mógłby spróbować szczęścia, rozniosła się echem po jego umyśle, potęgowana alkoholem i samotnością. Nie był skończonym chujem, Rosie by przecież nie ruszył. Znów poczuł, że chce mu się pić, jak przez gardło przedziera się suchość i aż chrząknął.
- Nie wiem. - odparł zgodnie z prawdą, wyrwany z zamyślenia i nie bardzo wiedząc, co twórczego jej na to powiedzieć. Nie mogła przecież go poznać na tyle, aby mieć jakiekolwiek pojęcie o jego naturze i jej zawiłościach, bo dopiero uciekłaby z krzykiem. Uśmiechnął się więc łobuzersko, a oczy zalśniły mu pewnego rodzaju uległością, oddając narzeczonej zwycięstwo. Przynajmniej na ten moment. Podziękował tym samym za pozwolenie i prędko uniósł szklankę, robiąc olbrzymiego, ale jednego łyka. Zrobiło mu się cieplej, lepiej, a problemy i wątpliwości cichły, tłumione żarem rozchodzącym się po jego żołądku. Alkohol był darem bogów, ale i największą pułapką.
- Dobra z Ciebie kobieta. - dodał jeszcze, czując, jak przez chwilę mu się zakręciło w głowie, ale zamrugał i wrócił pełną uwagą do brunetki. Na jej pytanie stuknął palcami w blat stołu, mruknął przeciągle, jakby chciał zbudować napięcie i złapał za jej dłoń, przesuwając palcem wzdłuż palca, gdzie brakowało najważniejszego elementu jej ubioru. Przekręcił głowę na bok, gdy przyglądał się jasnej skórze. Miała drobne dłonie, ale miękkie i znacznie chłodniejsze, niż jego własne. - Bo wszyscy biorą wielkie, białe diamenty albo Topazy, to teraz mocne. Jubiler miał też kilka zamówień na zielone kamyki, ale mało kogo stać na dobrej jakości szmaragd. A ja chciałem, żeby było coś wyjątkowego. I pomyślałem, że inspirację mam na wyciągnięcie ręki.
Przerwał, a potem nieco niezdanie, puścił jej dłoń i podwinął rękaw koszuli, aby zerknąć na tarczę zegarka, co wymagało zmrużenia oczy. W oczach coś mu zalśniło, wyszczerzył się w jej stronę i wstał, rzucając na stolik kilka galeonów z kieszeni. - Miał być gotowy na jutro, ale po co czekać? Powinnaś go dostać teraz, natychmiast. Chodź.
Oznajmił krótko, łapiąc jej rękę i pomagając jej wstać, upewnił się, że niczego nie zapomniała i pociągnął ją w stronę wyjścia z baru, nieco chaotycznie stawiając kroki. To nie było daleko, a rzemieślnik był mu winien przysługę, więc nie skomentuje nawet faktu, że pojawią się w jego sklepie po godzinach. - Może z odpowiednim pierścionkiem, wszystko stanie się bardziej realne.