25.08.2024, 23:59 ✶
- Powiedzmy że doszło do małej różnicy zdań - odpowiedział wymijająco i aż nazbyt dyplomatycznie, jednocześnie zmuszając się do tego, by wzruszyć ramionami. Widział zresztą, że Charlesa wcale nie interesowało to, co się wtedy stało. Najwyraźniej był tak pogrążony we własnym smutku i własnych problemach, że skupiał się wyłącznie na nich i na swoim bólu. Mu to było na rękę, chociaż rozsądek (i wiedza z książek, oczywiście) podpowiadały mu, że nie tak powinno się toczyć konwersację.
Odwrócił głowę w kierunku barmana, gdy przed nim pojawiła się szklanka z napojem. Bezalkoholowym, przypominającym trochę piwo z wyglądu, lecz zdecydowanie nie było to piwo. Nie musiał mu nawet mówić, że piwa nie pije, najwyraźniej doskonale pamiętał. Barmani mieli doskonałą pamięć i czasem Lestrange się zastanawiał, czy to było nieuniknione gdy podejmowało się ten zawód, czy po prostu ci, którzy nie pamiętali, szybko byli wywalani na zbity pysk. Podziękował mężczyźnie skinieniem głowy, bo tak wypadało, zanim powrócił wzrokiem do Mulcibera. Biedny, skrzywdzony Charles, tyle zmartwień spadło na jego zagraniczną głowę.
- Rodzinne więzy są silniejsze niż byle artykuł - zauważył dość enigmatycznie i cholernie kłamliwie, bo przecież gdyby to od niego zależało, to sam wydałby połowę swojej, byle by tylko przypodobać się komu trzeba. - Być może. A być może, gdy emocje opadną, uda się wam dojść do porozumienia. Twój ojciec chyba zbyt dużo czasu spędził poza Londynem, jeżeli uważa, że świeczki w kształcie męskiego przyrodzenia zaszokują opinię publiczną na dłużej niż kilka dni.
Zauważył dość przytomnie, bo przecież to nie było tak, że nikt wcześniej nie próbował odwalać takich numerów. Owszem, może nie był to ktoś pokroju Mulciberów, ale to nie był pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy coś w tym stylu pojawia się w gazecie.
- Richard jest rozsądny, za kilka dni sam zaproponuje rozwiązanie, które sprawi, że ta sprawa rozejdzie się po kościach - kolejne kłamstwo, które gładko przeszło przez jego usta, lecz tym razem było tak perfidne, że musiał ukryć usta za szklanką. Richard i rozsądny - yhy. Nie żeby sam należał do najrozsądniejszych czarodziejów na świecie. - Nie średniowiecze, ale tradycja pojedynków jest u nas mocno zakorzeniona. Mówiłeś, że którą szkołę skończyłeś?
Nie mówił i wiedział o tym doskonale, podejrzewał nawet gdzie Charles mógł uczęszczać, ale wolał żeby to wyszło z jego ust. Lekko uniósł brwi, gdy kolejne pełne kieliszki pojawiły się na blacie. On sam musiał zwolnić, ale jeżeli Mulciber chciał pić, niech pije. Chyba tego potrzebował, chociaż on sam nigdy nie rozumiał tej potrzeby ogłupiania się trującą substancją, która niszczyła to, co mieli najcenniejsze: mózg.
- Dam ci jednak radę, Charles - nachylił się odrobinę w kierunku Mulcibera. Był tak blisko, że ten mógł poczuć zapach jego wody kolońskiej, która przebiła się przez smród dymu papierosowego. - Lepiej być ostrożnym z takimi wnioskami, bo wszędzie mogą czaić się nieprzyjaciele. Masz szczęście, że z twoją rodziną łączy mnie dużo interesów i pieniądze. Pochodzisz z szanowanego rodu, Charles, ta strona którą poznajesz zawsze będzie tą odpowiednią stroną.
Powiedział zdecydowanie ciszej, żeby ewentualne wścibskie uszy nie mogły podsłuchać, co mówi. Och, jakże to było piękne - zabrakło jeszcze przytulasa i frazesu ja cię nie zdradzę, mi możesz zaufać.
Odwrócił głowę w kierunku barmana, gdy przed nim pojawiła się szklanka z napojem. Bezalkoholowym, przypominającym trochę piwo z wyglądu, lecz zdecydowanie nie było to piwo. Nie musiał mu nawet mówić, że piwa nie pije, najwyraźniej doskonale pamiętał. Barmani mieli doskonałą pamięć i czasem Lestrange się zastanawiał, czy to było nieuniknione gdy podejmowało się ten zawód, czy po prostu ci, którzy nie pamiętali, szybko byli wywalani na zbity pysk. Podziękował mężczyźnie skinieniem głowy, bo tak wypadało, zanim powrócił wzrokiem do Mulcibera. Biedny, skrzywdzony Charles, tyle zmartwień spadło na jego zagraniczną głowę.
- Rodzinne więzy są silniejsze niż byle artykuł - zauważył dość enigmatycznie i cholernie kłamliwie, bo przecież gdyby to od niego zależało, to sam wydałby połowę swojej, byle by tylko przypodobać się komu trzeba. - Być może. A być może, gdy emocje opadną, uda się wam dojść do porozumienia. Twój ojciec chyba zbyt dużo czasu spędził poza Londynem, jeżeli uważa, że świeczki w kształcie męskiego przyrodzenia zaszokują opinię publiczną na dłużej niż kilka dni.
Zauważył dość przytomnie, bo przecież to nie było tak, że nikt wcześniej nie próbował odwalać takich numerów. Owszem, może nie był to ktoś pokroju Mulciberów, ale to nie był pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy coś w tym stylu pojawia się w gazecie.
- Richard jest rozsądny, za kilka dni sam zaproponuje rozwiązanie, które sprawi, że ta sprawa rozejdzie się po kościach - kolejne kłamstwo, które gładko przeszło przez jego usta, lecz tym razem było tak perfidne, że musiał ukryć usta za szklanką. Richard i rozsądny - yhy. Nie żeby sam należał do najrozsądniejszych czarodziejów na świecie. - Nie średniowiecze, ale tradycja pojedynków jest u nas mocno zakorzeniona. Mówiłeś, że którą szkołę skończyłeś?
Nie mówił i wiedział o tym doskonale, podejrzewał nawet gdzie Charles mógł uczęszczać, ale wolał żeby to wyszło z jego ust. Lekko uniósł brwi, gdy kolejne pełne kieliszki pojawiły się na blacie. On sam musiał zwolnić, ale jeżeli Mulciber chciał pić, niech pije. Chyba tego potrzebował, chociaż on sam nigdy nie rozumiał tej potrzeby ogłupiania się trującą substancją, która niszczyła to, co mieli najcenniejsze: mózg.
- Dam ci jednak radę, Charles - nachylił się odrobinę w kierunku Mulcibera. Był tak blisko, że ten mógł poczuć zapach jego wody kolońskiej, która przebiła się przez smród dymu papierosowego. - Lepiej być ostrożnym z takimi wnioskami, bo wszędzie mogą czaić się nieprzyjaciele. Masz szczęście, że z twoją rodziną łączy mnie dużo interesów i pieniądze. Pochodzisz z szanowanego rodu, Charles, ta strona którą poznajesz zawsze będzie tą odpowiednią stroną.
Powiedział zdecydowanie ciszej, żeby ewentualne wścibskie uszy nie mogły podsłuchać, co mówi. Och, jakże to było piękne - zabrakło jeszcze przytulasa i frazesu ja cię nie zdradzę, mi możesz zaufać.