26.08.2024, 00:45 ✶
bimber mulciberów
- Tak, tak. Chodźmy - rzucił Bertie, kiedy Millie zaproponowała by jako kolejny cel podróży wybrali sobie bimber Mulciberów i gdy obsługa stoiska przy którym stali, wydała im ich świeczki. - Oh, tam od razu bohaterem - Bertie wydusił z siebie, z jakimś takim zakłopotaniem, przy którym udało mu się nawet zarumienić, kiedy jeszcze machnął zbywająco ręką. - Jedzenie to podstawa ludzkiej egzystencji. Ale cieszy mnie, że tak się to podoba. Rozgrzewa me serce, kiedy inni się z tego cieszą.
- A tak, można sobie zakręcić kołem. Wcześniej na każdym sabacie taką atrakcję wystawiały gobliny, ale z tego co się orientuję to tym razem zmienił się zarząd tej atrakcji z jakiegoś powodu. Nie zagłębiałem się w sumie w szczegóły, ale chyba to wyszło trochę na dobre, bo widziałem paru ludzi z całkiem ciekawymi upominkami stamtąd - uśmiechnął się do McGonagall wesoło, gdzieś między słowami wskazując w jedną i drugą stronę, dość pobieżnie wybierając kierunek gdzie stały oba koła, żeby tylko w przybliżeniu dać jej ogląd gdzie się potem udadzą.
Bertie nie miał babć na zbyciu, ale tym akurat się nigdy nie chwalił. Kto wiedział, to tylko tyle że pochodził z sierocińca i jego przeszłość była owiana tajemnicą - dla niego w sumie całkiem stresującą i malującą przyszłość w niepewnych barwach. Na słowa Millie uśmiechnął się więc tylko pokrzepiająco, decydując się na taktyczne ominięcie tego tematu. Z resztą, Ginny mówiła za niego.
Bott nie zwracał zbytnio uwagi na to, ze coś latało dookoła, bo zajęty był rozglądaniem się po zupełnie innej części tłumu. Kiedy jednak zatrzymali się, a jego towarzyszka zainteresowała się tematem, sam czujnie przebiegł spojrzeniem po wszystkich zgromadzonych przy stoisku, chcąc się chociaż odrobinę rozeznać w sytuacji. Spocił się trochę na słowa ciemnowłosego mężczyzny, bo ten klął chyba gorzej jak Mills, która chwilę wcześniej odczepiła się od nich, zanim zdążył cokolwiek na ten temat powiedzieć.
- Panno Ginny - szepnął do niej, chcąc zwrócić jej uwagę i pochylając się nad jej uchem z nietęgą miną. - Skoro zwrócił się do ciebie po imieniu, to zakładam że to jakiś znajomy. Lepszy jak gorszy, więc można mu wierzyć na słowo, a skoro tutaj obrażają mugoli, to ja chyba nie czuję się komfortowo biorąc cokolwiek z tego stoiska - wyszeptał do niej z pewną nadzieją, że podziela jego opinię. - Moglibyśmy na przykład poszukać Millie. Wiem gdzie uciekła, wiec nie powinno być to problemem?
- Tak, tak. Chodźmy - rzucił Bertie, kiedy Millie zaproponowała by jako kolejny cel podróży wybrali sobie bimber Mulciberów i gdy obsługa stoiska przy którym stali, wydała im ich świeczki. - Oh, tam od razu bohaterem - Bertie wydusił z siebie, z jakimś takim zakłopotaniem, przy którym udało mu się nawet zarumienić, kiedy jeszcze machnął zbywająco ręką. - Jedzenie to podstawa ludzkiej egzystencji. Ale cieszy mnie, że tak się to podoba. Rozgrzewa me serce, kiedy inni się z tego cieszą.
- A tak, można sobie zakręcić kołem. Wcześniej na każdym sabacie taką atrakcję wystawiały gobliny, ale z tego co się orientuję to tym razem zmienił się zarząd tej atrakcji z jakiegoś powodu. Nie zagłębiałem się w sumie w szczegóły, ale chyba to wyszło trochę na dobre, bo widziałem paru ludzi z całkiem ciekawymi upominkami stamtąd - uśmiechnął się do McGonagall wesoło, gdzieś między słowami wskazując w jedną i drugą stronę, dość pobieżnie wybierając kierunek gdzie stały oba koła, żeby tylko w przybliżeniu dać jej ogląd gdzie się potem udadzą.
Bertie nie miał babć na zbyciu, ale tym akurat się nigdy nie chwalił. Kto wiedział, to tylko tyle że pochodził z sierocińca i jego przeszłość była owiana tajemnicą - dla niego w sumie całkiem stresującą i malującą przyszłość w niepewnych barwach. Na słowa Millie uśmiechnął się więc tylko pokrzepiająco, decydując się na taktyczne ominięcie tego tematu. Z resztą, Ginny mówiła za niego.
Bott nie zwracał zbytnio uwagi na to, ze coś latało dookoła, bo zajęty był rozglądaniem się po zupełnie innej części tłumu. Kiedy jednak zatrzymali się, a jego towarzyszka zainteresowała się tematem, sam czujnie przebiegł spojrzeniem po wszystkich zgromadzonych przy stoisku, chcąc się chociaż odrobinę rozeznać w sytuacji. Spocił się trochę na słowa ciemnowłosego mężczyzny, bo ten klął chyba gorzej jak Mills, która chwilę wcześniej odczepiła się od nich, zanim zdążył cokolwiek na ten temat powiedzieć.
- Panno Ginny - szepnął do niej, chcąc zwrócić jej uwagę i pochylając się nad jej uchem z nietęgą miną. - Skoro zwrócił się do ciebie po imieniu, to zakładam że to jakiś znajomy. Lepszy jak gorszy, więc można mu wierzyć na słowo, a skoro tutaj obrażają mugoli, to ja chyba nie czuję się komfortowo biorąc cokolwiek z tego stoiska - wyszeptał do niej z pewną nadzieją, że podziela jego opinię. - Moglibyśmy na przykład poszukać Millie. Wiem gdzie uciekła, wiec nie powinno być to problemem?