26.08.2024, 14:08 ✶
Lestrange pokręcił głową, patrząc na oddalające się gobliny. Miał jakieś dziwne przeczucie, że to nie koniec tej całej sprawy. Zaczęło się od miecza, zwykłego przedmiotu, który faktycznie ktoś mógłby ukraść, chociaż nie wątpił w to, że Godryk Gryffindor tego nie zrobił. Ale chodziło o sam fakt, że był to przedmiot mniejszy od, kurwa, banku, i dało się go zwędzić. Tutaj jednak podejrzewał, że w razie czego, to kradzieży mogłyby dokonać gobliny.
- Mam nadzieję, że nie będą sprawiać problemów. Pierwszy raz spotkałem się z podobnymi oskarżeniami - powiedział do Brenny, zerkając na nią z ukosa. - Miecz został podarowany waszej rodzinie, nie ma mowy o kradzieży. Sugerowałbym jednak ostrożność, nie wiadomo czy przypadkiem nie strzeli im coś gorszego do głowy.
Odpowiedział, jasno prezentując swoje zdanie na temat tego, komu należy się miecz. Być może i został wykuty przez gobliny, ale należał do czarodziejów. Do Longbottomów konkretniej, wywodzących się bezpośrednio od Gryffindora. Nawet on doskonale wiedział, że prawnie miecz Godryka należy się im.
- Podejrzewam, że miał na myśli przejęcie części własności, udziałów czy czegoś w tym rodzaju. Nawet gobliny nie są tak głupie, by myśleć że ktoś jest w stanie ukraść budynek - chociaż tutaj nie był już taki pewny. Schował różdżkę, upewniwszy się, że to już koniec tego cyrku. Gobliny, jak on ich, kurwa, nienawidził. Brudne i piskliwe, a na dodatek okropnie złośliwe i brzydkie stworzenia. Natura mocno sobie z nich zakpiła - z nich jako ludzi również, obdarzając te stworzenia niektórymi potrzebnymi czarodziejom talentami. - Jesteś... nadzwyczajnie skuteczna, Brenno.
Być może nie były to podziękowania, być może nie była to pochwała pierwszej ligi, ale jednak do pochwał należało. Skłonił głowę Brennie w geście podziękowania.
- Idź odpocznij, zasługujesz na to. Tylko unikaj po drodze goblinów - na jego ustach wymalował się nieco kpiący uśmiech, bo nie wątpił że jeżeli gdzieś w okolicy znowu będą kłopoty z goblinami, to Brenna będzie na miejscu jako pierwsza. - I być może miejcie oko na miecz oraz członków waszej rodziny, skoro podobne kłamliwe plotki mają aż taki wpływ na te... Stworzenia.
Dodał jeszcze coś na kształt wyrażenia troski, a potem skinął kobiecie głową. Ona wracała z Ministerstwa, ale on tam dopiero szedł - chciał trochę popracować przed śniadaniem, musiał nadrobić ostatnią papierologię. Spieszył się, dlatego pożegnanie z Brenną było krótkie.
Ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że ktoś go obserwuje odkąd zniknął za rogiem...
- Mam nadzieję, że nie będą sprawiać problemów. Pierwszy raz spotkałem się z podobnymi oskarżeniami - powiedział do Brenny, zerkając na nią z ukosa. - Miecz został podarowany waszej rodzinie, nie ma mowy o kradzieży. Sugerowałbym jednak ostrożność, nie wiadomo czy przypadkiem nie strzeli im coś gorszego do głowy.
Odpowiedział, jasno prezentując swoje zdanie na temat tego, komu należy się miecz. Być może i został wykuty przez gobliny, ale należał do czarodziejów. Do Longbottomów konkretniej, wywodzących się bezpośrednio od Gryffindora. Nawet on doskonale wiedział, że prawnie miecz Godryka należy się im.
- Podejrzewam, że miał na myśli przejęcie części własności, udziałów czy czegoś w tym rodzaju. Nawet gobliny nie są tak głupie, by myśleć że ktoś jest w stanie ukraść budynek - chociaż tutaj nie był już taki pewny. Schował różdżkę, upewniwszy się, że to już koniec tego cyrku. Gobliny, jak on ich, kurwa, nienawidził. Brudne i piskliwe, a na dodatek okropnie złośliwe i brzydkie stworzenia. Natura mocno sobie z nich zakpiła - z nich jako ludzi również, obdarzając te stworzenia niektórymi potrzebnymi czarodziejom talentami. - Jesteś... nadzwyczajnie skuteczna, Brenno.
Być może nie były to podziękowania, być może nie była to pochwała pierwszej ligi, ale jednak do pochwał należało. Skłonił głowę Brennie w geście podziękowania.
- Idź odpocznij, zasługujesz na to. Tylko unikaj po drodze goblinów - na jego ustach wymalował się nieco kpiący uśmiech, bo nie wątpił że jeżeli gdzieś w okolicy znowu będą kłopoty z goblinami, to Brenna będzie na miejscu jako pierwsza. - I być może miejcie oko na miecz oraz członków waszej rodziny, skoro podobne kłamliwe plotki mają aż taki wpływ na te... Stworzenia.
Dodał jeszcze coś na kształt wyrażenia troski, a potem skinął kobiecie głową. Ona wracała z Ministerstwa, ale on tam dopiero szedł - chciał trochę popracować przed śniadaniem, musiał nadrobić ostatnią papierologię. Spieszył się, dlatego pożegnanie z Brenną było krótkie.
Ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że ktoś go obserwuje odkąd zniknął za rogiem...
Koniec sesji