odchodzimy od stoiska, po drodze spotykamy Millie i idziemy na loterię
Napięcie niemalże można było kroić nożem, a kiedy usłyszała zdanie rudowłosej dziewczynki, że [i]tamci panowie[i] lubią się wyżywać na innych, musiała wyglądać na zaskoczoną. Zaskoczoną, bo choć nigdy nie widziała, by Laurent tak brzydko się do kogoś zwracał, bo jego wężowa natura zdecydowanie wdała się we znaki, to na ile go poznała, był człowiekiem sporej tolerancji i nie był przy tym okrutny. Nie dogadałaby się wtedy z nim i nie zapraszałaby go do swoich dziadków, w tym nawet na śniadanie, jak to miało miejsce ostatnim razem, gdyby było inaczej. Ściągnęła więc brwi, kiedy zaproponowano jej bimber na osłodę, bo kontrastowało to mocno ze słowami Laurenta, które wypowiedział wprost do niej, a potem ją przeprosił, tym dość intymnym gestem dając jasno znać, że nie są sobie całkowicie obcy.
– Nie masz mnie za co przepraszać, Laurie – odparła miękko, po czym obróciła głowę do Bertiego, który się do niej zwrócił, gdy Laurent już się odwrócił i odszedł. Kiwnęła do Botta głową, zgadzając się z nim w pełni. Odchrząknęła i zwróciła się do Leonarda: – Dziękuję, nie piję – co w gruncie rzeczy nie było wcale jakimś większym kłamstwem.
– Dziwne towarzystwo i zachowanie – zagadnęła, kiedy już z Bertiem odeszli kawałek, dając mu się poprowadzić w stronę, gdzie zniknęła Millie. – Nie mam powodu nie ufać Laurentowi, nigdy go nie widziałam takiego wzburzonego. Musiało się stać coś dziwnego, zresztą wydawało mi się, ze ten mężczyzna rzucał w kogoś z tłumu – dodała, popierając tym samym wydarzenia, które bardzo krótko skwitował Laurent. – Nie wiem co im mugole zrobili, że nawet na kiermaszu z okazji święta nie potrafią się powstrzymać… – mruknęła i westchnęła nieco smutno, że nawet w taki dzień niektórzy nie potrafią odłożyć na bok swoich animozji.
Szli w kierunku stoiska, gdzie uciekła Millie i najwyraźniej dziewczyna wpadła na ten sam pomysł co oni, bo spotkali się po drodze, na co Ginny po prostu się uśmiechnęła nawet nieco z ulgą, że udało się ją spotkać bez problemu i w tym swoim nadmiarze energii nie odeszła gdzieś dalej.
– To, co? Może ta loteria? – zaproponowała, szukając teraz tego kierunku, który wcześniej wskazał jej Bott, gdy o nią pytała. – Naprawdę gobliny się tym wcześniej zajmowały? Nie sądziłam w ogóle, że będą chciały się dzielić z jakimiś swoimi zbiorami… czegokolwiek w zasadzie – nawiązała tutaj do tej części informacji, które cukiernik wcześniej przedstawił, a ona w końcu je przetrawiła.
Ustawili się więc w kolejce i Ginny przysłuchiwała się leniwej rozmowie, albo sama zagadywała, pytała o coś, albo opowiadała, uśmiechając się przy tym do nowych znajomych. A gdy przyszła jej pora, zapłaciła za kilka losów i zakręciła kołem, po czym odsunęła się, czekając na swoich towarzyszy.
– Chcecie iść na koncert? Chyba się zaczął – zaproponowała i chętnie wybrałaby się z nimi, lecz jeśli mieli inne plany – to po prostu się pożegnała, życząc miłego wieczoru i poszła na widownię posłuchać sama. Tak czy siak – została do końca koncertu.