26.08.2024, 21:33 ✶
Zdecydowanie Charles był jeszcze chłopcem. Teraz już rozumiał, o co chodziło innym, gdy mówili o jego wieku i tym, że zachowuje się inaczej niż rówieśnicy. Na Merlina, czy każdy równolatek był taką beksą? Przecież Mulciber mu się to zaraz rozpłacze.
- Rodzina ponad wszystkich, ale musisz pamiętać, że za nasze dobro odpowiadamy wyłącznie my sami - powiedział, kręcąc lekko głową. Być może starał się go pocieszyć, ale jeżeli tak, to robił to cholernie nieudolnie. Cóż... Lestrange nigdy nie był dobry w te klocki. Nie był pocieszycielem, nie miał w sobie za grosz empatii.
Spiął się wyczuwalnie, gdy Charles objął go ramieniem i przysunął się bliżej. Dobrze, że twarz miał ukrytą w jego ramieniu, bo tego grymasu niezadowolenia nie był w stanie ukryć. Nie lubił, gdy inni dotykali go bez pozwolenia. Na początku sierpnia, na weselu Blacków, gdy Laurent go dotknął, cudem powstrzymał się przed złamaniem mu ręki. Nie działał na niego urok blondyna, być może dlatego, że wiedział doskonale, co Prewett wtedy mówił w wywiadzie. Teraz też sprawiał wrażenie, jakby dotyk Charlesa był niechciany, a przecież tutaj również o wywiad się rozchodziło.
Dopiero się poznaliśmy, ale jesteś w stanie mi zaufać - ach, jakże się mylił. Rodolphus nie ufał absolutnie nikomu. Nie ufał Nicholasowi, nie ufał Robertowi, nie ufał swoim przełożonym. Nie ufał Cynthii, z którą współpracował. Nie ufał absolutnie nikomu i być może odrobinę nie ufał także sobie. Ale Charles był mu potrzebny. Z pewnym wahaniem, ociąganiem wręcz, uniósł dłoń, a następnie położył ją na plecach Mulcibera. Ostrożnie przejechał palcami po materiale. Nie do końca wiedział, jak się zachować. Chyba nie do końca przemyślał ten plan - chciał upić chłopaka, ale nie wziął pod uwagę jednego: ten mógł wypić coś już wcześniej. Ewentualnie miał naprawdę słabą głowę. Na dodatek znowu brzmiał, jakby miał się rozpłakać. - Nie zależy mi na pieniądzach.
Powiedział cicho, zerkając na ciekawskie gumowe uszy, które pod wpływem jego wzroku znowu udawały, że są zajęte zawartością swoich kufli. Obłudne kurwie. Za idiotę go mieli?
- Później mi za to podziękujesz. Chodź - zbłaźnienie Mulcibera nie leżało w jego interesie, więc postanowił chłopaka po prostu zabrać ze sobą. Jeżeli będzie chciał się upijać, niech to robi ale z dala od ludzi, wśród których takie załamanie nerwowe może zostać źle odebrane. Oraz jego paplanina. Jeszcze chwila, a Charles chlapnie o słowo za dużo. Spróbował wstać i podciągnąć Mulcibera ze sobą, do pionu.
Rzut na AF
- Rodzina ponad wszystkich, ale musisz pamiętać, że za nasze dobro odpowiadamy wyłącznie my sami - powiedział, kręcąc lekko głową. Być może starał się go pocieszyć, ale jeżeli tak, to robił to cholernie nieudolnie. Cóż... Lestrange nigdy nie był dobry w te klocki. Nie był pocieszycielem, nie miał w sobie za grosz empatii.
Spiął się wyczuwalnie, gdy Charles objął go ramieniem i przysunął się bliżej. Dobrze, że twarz miał ukrytą w jego ramieniu, bo tego grymasu niezadowolenia nie był w stanie ukryć. Nie lubił, gdy inni dotykali go bez pozwolenia. Na początku sierpnia, na weselu Blacków, gdy Laurent go dotknął, cudem powstrzymał się przed złamaniem mu ręki. Nie działał na niego urok blondyna, być może dlatego, że wiedział doskonale, co Prewett wtedy mówił w wywiadzie. Teraz też sprawiał wrażenie, jakby dotyk Charlesa był niechciany, a przecież tutaj również o wywiad się rozchodziło.
Dopiero się poznaliśmy, ale jesteś w stanie mi zaufać - ach, jakże się mylił. Rodolphus nie ufał absolutnie nikomu. Nie ufał Nicholasowi, nie ufał Robertowi, nie ufał swoim przełożonym. Nie ufał Cynthii, z którą współpracował. Nie ufał absolutnie nikomu i być może odrobinę nie ufał także sobie. Ale Charles był mu potrzebny. Z pewnym wahaniem, ociąganiem wręcz, uniósł dłoń, a następnie położył ją na plecach Mulcibera. Ostrożnie przejechał palcami po materiale. Nie do końca wiedział, jak się zachować. Chyba nie do końca przemyślał ten plan - chciał upić chłopaka, ale nie wziął pod uwagę jednego: ten mógł wypić coś już wcześniej. Ewentualnie miał naprawdę słabą głowę. Na dodatek znowu brzmiał, jakby miał się rozpłakać. - Nie zależy mi na pieniądzach.
Powiedział cicho, zerkając na ciekawskie gumowe uszy, które pod wpływem jego wzroku znowu udawały, że są zajęte zawartością swoich kufli. Obłudne kurwie. Za idiotę go mieli?
- Później mi za to podziękujesz. Chodź - zbłaźnienie Mulcibera nie leżało w jego interesie, więc postanowił chłopaka po prostu zabrać ze sobą. Jeżeli będzie chciał się upijać, niech to robi ale z dala od ludzi, wśród których takie załamanie nerwowe może zostać źle odebrane. Oraz jego paplanina. Jeszcze chwila, a Charles chlapnie o słowo za dużo. Spróbował wstać i podciągnąć Mulcibera ze sobą, do pionu.
Rzut na AF
Rzut N 1d100 - 26
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 15
Akcja nieudana
Akcja nieudana