27.08.2024, 02:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2024, 19:03 przez Bertie Bott.)
Bertie z pewnym zakłopotanym zadowoleniem przyjął fakt, że Ginny nie zamierzała zostać przy stoisku Mulciberów. Odetchnął nawet głęboko, gdy już się odwrócili i zaczęli się z tamtego miejsca oddalać, z każdą chwilą wyraźnie się rozluźniając.
- Nie widziałem, żeby ktoś w kogokolwiek rzucał, ale patrzyłem gdzie indziej. Niemniej jednak, czuję się odrobinkę zaniepokojony tym całym zamieszaniem. Co innego bić się o asortyment, jak przy stoisku ze świeczkami wcześniej, a co innego o poglądy. I to w takim miejscu... W sensie nie chodzi mi o znajomych, a o osoby obsługujące ten bimber... - pokręcił nosem, wyraźnie niezbyt zadowolony z tego, jak się sprawy miały. Nie chciał tam pić też trochę dlatego, ze ktoś jeszcze by mu zrobił zdjęcie i by ten cały biznes dostał jakąś darmową reklamę. Bertie może i zachowywał się jak kolega z sąsiedztwa, ale był świadomy tego jak łatwo było go rozpoznać.
Twarz mu wyraźnie pojaśniała, kiedy Millie znalazła ich gdzieś w połowie drogi do stoiska Potterów. Rozluźnił się też z tego powodu już niemal całkowicie, a potem obdarzył i jedną i drugą wesołym, ciepłym uśmiechem.
- Oh tak, loteria. Mills, miałem ci przypomnieć, więc to idealna okazja - wskazał na znajdujące się obok koło, samemu stając zaraz w kolejce, a zaraz uśmiechnął się jeszcze szerzej i podniósł rękę, żeby zamachać na Alastora i dać mu znać, żeby podszedł do nich. - Nie wiem czy chciały, bo te upominki to były takie trochę... felerne. Tak, to chyba dobre określenie. No nie były zbyt wysokich lotów, co tu dużo mówić. Słyszałem jak się ludzie na nie skarżyli, że nie są w stanie ich używać, bo czegoś brakuje albo wydają się zepsute. Myślę, że to krętacze zwyczajni byli - przyznał, chociaż nie do końca też wyłapał, co takiego się z nimi stało, ze nie było ich na Pokątnej.
- Jak tam, wszystko dobrze? Nikt nie sprawiał zbyt dużych problemów? Oh, Alastorze, martwiliśmy się okropnie, bo chyba ktoś nawet buty zgubił, a przynajmniej ktoś tak gadał. O, a to jest panna Guinevere, poszło jej fenomenalnie na pokazie Millie. Szkoda, że tego nie widziałeś, bo Mills była fe-no-me-nal-na!
Kiedy przyszła jego kolej, zapłacił za losy a potem sam zakręcił kołem, po czym odsunął się w ślad za Ginny - o kilka kroków, żeby poczekać na Millie, ale też nie przeszkadzać reszcie chętnych.
- Koncert brzmi wybornie, chodźmy - zachęcił jeszcze kobiety, ale wybór zostawił w rękach Moody. Jeśli ta chciała zostać, to on również, a jeśli nie to pożegnał się z Ginny i poszedł z brygadzistką.
- Nie widziałem, żeby ktoś w kogokolwiek rzucał, ale patrzyłem gdzie indziej. Niemniej jednak, czuję się odrobinkę zaniepokojony tym całym zamieszaniem. Co innego bić się o asortyment, jak przy stoisku ze świeczkami wcześniej, a co innego o poglądy. I to w takim miejscu... W sensie nie chodzi mi o znajomych, a o osoby obsługujące ten bimber... - pokręcił nosem, wyraźnie niezbyt zadowolony z tego, jak się sprawy miały. Nie chciał tam pić też trochę dlatego, ze ktoś jeszcze by mu zrobił zdjęcie i by ten cały biznes dostał jakąś darmową reklamę. Bertie może i zachowywał się jak kolega z sąsiedztwa, ale był świadomy tego jak łatwo było go rozpoznać.
Twarz mu wyraźnie pojaśniała, kiedy Millie znalazła ich gdzieś w połowie drogi do stoiska Potterów. Rozluźnił się też z tego powodu już niemal całkowicie, a potem obdarzył i jedną i drugą wesołym, ciepłym uśmiechem.
- Oh tak, loteria. Mills, miałem ci przypomnieć, więc to idealna okazja - wskazał na znajdujące się obok koło, samemu stając zaraz w kolejce, a zaraz uśmiechnął się jeszcze szerzej i podniósł rękę, żeby zamachać na Alastora i dać mu znać, żeby podszedł do nich. - Nie wiem czy chciały, bo te upominki to były takie trochę... felerne. Tak, to chyba dobre określenie. No nie były zbyt wysokich lotów, co tu dużo mówić. Słyszałem jak się ludzie na nie skarżyli, że nie są w stanie ich używać, bo czegoś brakuje albo wydają się zepsute. Myślę, że to krętacze zwyczajni byli - przyznał, chociaż nie do końca też wyłapał, co takiego się z nimi stało, ze nie było ich na Pokątnej.
- Jak tam, wszystko dobrze? Nikt nie sprawiał zbyt dużych problemów? Oh, Alastorze, martwiliśmy się okropnie, bo chyba ktoś nawet buty zgubił, a przynajmniej ktoś tak gadał. O, a to jest panna Guinevere, poszło jej fenomenalnie na pokazie Millie. Szkoda, że tego nie widziałeś, bo Mills była fe-no-me-nal-na!
Kiedy przyszła jego kolej, zapłacił za losy a potem sam zakręcił kołem, po czym odsunął się w ślad za Ginny - o kilka kroków, żeby poczekać na Millie, ale też nie przeszkadzać reszcie chętnych.
- Koncert brzmi wybornie, chodźmy - zachęcił jeszcze kobiety, ale wybór zostawił w rękach Moody. Jeśli ta chciała zostać, to on również, a jeśli nie to pożegnał się z Ginny i poszedł z brygadzistką.
Postać opuszcza sesję