27.08.2024, 11:15 ✶
Praca w Brygadzie na co dzień rzeczywiście nie opływała w ekscytujące zwroty akcji. Samo przejęcie laboratorium wymagało miesięcy nudnej i irytującej pracy polegającej na przesłuchiwaniu narkomanów, wychwytywaniu drobnych dilerów i organizowaniu zasadzek oraz prowokacji, z których większość nie wypaliło. Gdyby jednak nie ciekawy finał, nie byłoby czego strzec, a więc nie byłoby i tej historii. Standardowe sterty wniosków i raportów zalegających w ministerialnych biurkach nie wymagały w końcu wystawiania przy nich straży. Któż chciałby ukraść notatkę służbową z interwencji na Horyzontalnej po zgłoszeniu przez wiekową czarownicę zakłócania ciszy nocnej czy protokół z oględzin mioteł rozbitych w kolizji nad Knieją?
Kłopoty i przygody niewątpliwie lubiły Brennę, ale można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że była to sympatia odwzajemniona. Istniały w końcu sposoby, aby się od większości z kłopotów odciąć, gdyby tylko chciała.
Ciocia Tessa była kochana, nie ulegało wątpliwości i w lipcu 1963 roku Longbottom wciąż bez zawahania gotów był przytaknąć temu twierdzeniu. Mimo że atmosfera w ich domu stawała się z dnia na dzień coraz gęstsza, przesiąknięta wzajemnymi frustracjami i wyrzutami. Oboje — jak przystało na bardzo dojrzałych i rozsądnych ludzi — udawali, że nic się nie dzieje, również przed sobą. Wydawało się to w tamtej chwili prostsze niż otworzenie puszki Pandory i przepracowanie fury nawarstwionych przez lata problemów.
— Nie mógłbym się nie zgodzić. — Ciężko było ocenić, do której części jej wypowiedzi się odnosi: pochwały w stronę cioci czy westchnień nad kiełbaskami w cieście. Zapewne miał na myśli oba, ponieważ zaraz powrócił do stołu i sam uraczył się jedną z przygotowanych przez Tessę przekąsek. — Jasne, pojutrze brzmi świetnie — powiedział, ledwo przełknął, po czym strzepał kciukiem okruszki z kącika ust. — Uprzedzę ciocię. A ty pozdrów ode mnie Norę. To jej ostatnie wakacje przed skończeniem szkoły, co? Chwaliła się już jakimiś planami na przyszłość?
Oboje byli zatem żywo zainteresowani sprawą — jedno złaknione przedsmaku tego, jaka czeka je przyszłość, drugie chcące odtrąbić kolejny wielki sukces. Sukces, który — biorąc pod uwagę to, co wujek miał zaraz powiedzieć Brennie — nie był dopięty na ostatni guzik. I to niedopięty jeszcze na etapie postępowania przygotowawczego, nie mówiąc o domknięciu sądownym. Nie ulegało natomiast wątpliwości, że wykrycie miejsca będącego sercem operacji, stanowiło kolosalny krok naprzód.
— Jeszcze będziesz miała bez liku okazji, aby to zaobserwować. Wygląda na to, że niektórym łatwiej żyć w oderwaniu od rzeczywistości niż stawić jej czoła — zauważył bystro człowiek, o którym przed chwilą powiedziane zostało, że problemy w swoim małżeństwie rozwiązuje poprzez udawanie, że ich nie ma. Czarodziej machnął zrezygnowany ręką, po czym wepchnął do ust ostatni kęs swojej kiełbaski. — W każdym razie zaczyna się różnie — mruknął. — A kończy tym, że skończyć się już nie potrafi.
I tutaj doszli do tej kłopotliwej części.
— No wiesz — zmieszał się lekko, nie chcąc tracić twarzy bohatera dnia. — Ci, których tutaj dziś uchwyciliśmy, nie byli szczególnie współpracujący. Znamy tylko pseudonim tego człowieka. Jutro jak ich wszystkich zidentyfikujemy, poprzesłuchujemy, ruszymy przeszukiwać domy, i to wszystko wiesz, zbadamy, na pewno się wyklaruje, który z nich tym zarządzał. — Longbottom postanowił szybko zmienić temat: — Miałaś okazję zajrzeć wcześniej do środka? — Skinął głową w stronę laboratorium.
Kłopoty i przygody niewątpliwie lubiły Brennę, ale można byłoby się pokusić o stwierdzenie, że była to sympatia odwzajemniona. Istniały w końcu sposoby, aby się od większości z kłopotów odciąć, gdyby tylko chciała.
Ciocia Tessa była kochana, nie ulegało wątpliwości i w lipcu 1963 roku Longbottom wciąż bez zawahania gotów był przytaknąć temu twierdzeniu. Mimo że atmosfera w ich domu stawała się z dnia na dzień coraz gęstsza, przesiąknięta wzajemnymi frustracjami i wyrzutami. Oboje — jak przystało na bardzo dojrzałych i rozsądnych ludzi — udawali, że nic się nie dzieje, również przed sobą. Wydawało się to w tamtej chwili prostsze niż otworzenie puszki Pandory i przepracowanie fury nawarstwionych przez lata problemów.
— Nie mógłbym się nie zgodzić. — Ciężko było ocenić, do której części jej wypowiedzi się odnosi: pochwały w stronę cioci czy westchnień nad kiełbaskami w cieście. Zapewne miał na myśli oba, ponieważ zaraz powrócił do stołu i sam uraczył się jedną z przygotowanych przez Tessę przekąsek. — Jasne, pojutrze brzmi świetnie — powiedział, ledwo przełknął, po czym strzepał kciukiem okruszki z kącika ust. — Uprzedzę ciocię. A ty pozdrów ode mnie Norę. To jej ostatnie wakacje przed skończeniem szkoły, co? Chwaliła się już jakimiś planami na przyszłość?
Oboje byli zatem żywo zainteresowani sprawą — jedno złaknione przedsmaku tego, jaka czeka je przyszłość, drugie chcące odtrąbić kolejny wielki sukces. Sukces, który — biorąc pod uwagę to, co wujek miał zaraz powiedzieć Brennie — nie był dopięty na ostatni guzik. I to niedopięty jeszcze na etapie postępowania przygotowawczego, nie mówiąc o domknięciu sądownym. Nie ulegało natomiast wątpliwości, że wykrycie miejsca będącego sercem operacji, stanowiło kolosalny krok naprzód.
— Jeszcze będziesz miała bez liku okazji, aby to zaobserwować. Wygląda na to, że niektórym łatwiej żyć w oderwaniu od rzeczywistości niż stawić jej czoła — zauważył bystro człowiek, o którym przed chwilą powiedziane zostało, że problemy w swoim małżeństwie rozwiązuje poprzez udawanie, że ich nie ma. Czarodziej machnął zrezygnowany ręką, po czym wepchnął do ust ostatni kęs swojej kiełbaski. — W każdym razie zaczyna się różnie — mruknął. — A kończy tym, że skończyć się już nie potrafi.
I tutaj doszli do tej kłopotliwej części.
— No wiesz — zmieszał się lekko, nie chcąc tracić twarzy bohatera dnia. — Ci, których tutaj dziś uchwyciliśmy, nie byli szczególnie współpracujący. Znamy tylko pseudonim tego człowieka. Jutro jak ich wszystkich zidentyfikujemy, poprzesłuchujemy, ruszymy przeszukiwać domy, i to wszystko wiesz, zbadamy, na pewno się wyklaruje, który z nich tym zarządzał. — Longbottom postanowił szybko zmienić temat: — Miałaś okazję zajrzeć wcześniej do środka? — Skinął głową w stronę laboratorium.
piw0 to moje paliwo