O ileż byłoby łatwiej, gdyby świat uczynił Vasilija kobietą. Nie zastanawiałby się, czy ktoś nakryje ich trzymających się za ręce i siedzących zdecydowanie za blisko siebie. Świat nigdy nie był prosty, na pewno nie dla osób takich jak on, urodzonych pod ciemną gwiazdą. Z mrokiem w oczach, z różdżką podatną na czarną magię, z kredytem na życie i walką o każdy oddech. Duszy nie da się wykupić za złoto i diamenty.
— Nie przeraża cię to? Znać innych lepiej od samych siebie? — zapytał, spoglądając ze swojego miejsca na ramieniu, jak kukułka na grzbiecie dzika, w górę, na policzki i rzęsy Vasilija. Próbował zapamiętać konstelacje zagięć i cieni na jego twarzy, w nowym świetle. Nie przewidywał jego słów, jego reakcji, chociaż zmuszał się do tego. Zamknął trzecie oko, bo chciał być prawdziwym, nawet jeśli trafiał dokładnie obok tego, co Dolohov mógłby chcieć usłyszeć. Nie wiedział skąd w nim takie uczucie. Było podobne do tego głodu. Do problemu z radzeniem sobie z emocjami. Było podobne do nieruchomego Morpheusa w wagonie, który znudzeniem ignorował świat bo łatwiej było udawać, że nic go nie obchodzi, niż przyznać się do gwałtowności, którą próbował z siebie wyplenić za wszelką cenę.
— Nie... — przeciągnął milczenie jeszcze o nutę, zawstydzony. Zacisnął oczy i spróbował powiedzieć to wolno i wyraźnie, w przeciwieństwie do tego, co chciał zrobić mózg i bełkotać. Wolną rękę położył na kolanie, aby je opanować. Udało się to po chwili. — Mam bardzo fizyczne odruchy na silne przeżycia i bardzo chcę cię pocałować.
Mógł nie wyglądać jak jego rodzina, nie mieć oczu w błękicie nieba w południe nad Doliną, ani wzrostu i siły swoich braci, nie mieć płowych włosów, ale charakter, uśmiech, to wszystko tkwiło w nim, tak samo jak temperament. Ta buńczość, ta energia, to poczucie sprawiedliwości. Głównie odczuwał kwestię temperamentu, tego płomienia. Brak snu jeszcze bardziej wpływał na jego brak kontroli, na głód w oczach, który nie miał nic wspólnego z jedzeniem, a przynajmniej nie dosłownie. Było w tym jednak coś pasującego do zanurzania zębów w krwistym mięsie. Dzikość młodych wilków, których wataha z Warowni wyła do księżyca.
Młody Longbottom odkrywał powoli, że jednym z głównych czynników, sprawiających, że ktoś mu się podoba, jest ambicja i kompetencje. Lubił to, jak mówił Vasilij, nawet jeżeli ignorował wcześniej, nawet trochę arogancko, obecność gwiazdy Ravenclawu, złote dziecko słońca. Śledził jego słowa, czy publicznie czy w ciszy między nimi, szukał podobieństwa i różnic. Kreślił kosmogram, który mógłby go opisać, ledwie wiedząc co przypisać w jakie miejsca wielkiej trójki.