28.08.2024, 23:09 ✶
Byli więc razem gdzieś w beznadziejnej dziurze, z którą pewnie w większości odpowiadało ich radosne pochodzenie, w jej przypadku w końcu wychowywał ją Nokturn, udając przed sobą, że wszystko gra, gdy tak naprawdę mało co mogło być okej.
Lubiła jednak pisać w tych listach o samych dobrych rzeczach. Snuć wizję o sobie samej, w której nie przegrywa całej wypłaty w kasynie, kiedy nie wykrada sakiewek mniej rozgarniętym przechodniom, kiedy nie ma na karku żądnych zemsty przywódców czarodziejskich gangów.
Przez chwilę okłamywała się, żyjąc w iluzji pięknego, choć pełnego niewinnych przygód życia. Takiego, jakiego po rozpadzie szajki chciała mieć.
A które coraz bardziej wymykało się jej z rąk, na własne zapewne życzenie.
Gdy patrzyła na wsiąkający w ziemię alkohol wcale jej do śmiechu nie było. Czuła za to napływające do jej oczy łzy, nie ważne jak bardzo głupie to było. Uśmiech na twarzy Maxa sprawiał, że krew jej się zagotowała w żyłach, nie mogła zrobić jednak nic poza wywaleniu swojej frustracji za pomocą ostrych słów.
Ta butelka była jedyną rzeczą, która mogła pomóc jej uwolnić się na chwilę od emocji i dać spokój od wszystkich chujowych myśli. A teraz przepadła, a ona zdawała sobie sprawę jak głupie było przyjście na tą ławkę w poszukiwaniu kogoś, kogo nawet nie wiedziała, czy chce zobaczyć.
Do cholery z tym wszystkim.
Szczególnie z nią.
- To nie ja cię pozbawiłam lekarstwa na niedolę na dzień dobry - mruknęła, wiedząc, że na jej miejscu mało kto zachowałby jakiekolwiek maniery.
Trochę nie bardzo rozumiała zachowanie Maxa. Teraz, gdy zaproponował, że mogą wypić razem. Nie wiedziała, że picie w samotności było gorsze od picia w towarzystwie. Alkohol rył głowę tak samo mocno w obu przypadkach, ludzie jednak często miewali podwójne standardy.
Nie była to do końca jednak jej sprawa, o ile da radę jeszcze dostać dziś alkohol, najlepiej darmowy.
Czy jego rada ją zdziwiła? Może trochę. Była zupełnie inna od tej Woddy’ego, trochę bardziej podobna do tego, co sama pewnie by komuś powiedziała. Nic dziwnego, skoro sama tyle Maxa nauczyła wcześniej o życiu i o tym, jak bardzo potrafi ono dawać w ryj. A jednak czuła dyskomfort na myśl, że miałaby o Cedricu zapomnieć. Że miałaby uznać, że tak miało być i przejść do życia codziennego, gdy tak naprawdę nie chciała,by tak się skończyła ta historia. I dlatego piła. Bo nie wiedziała, jak to wszystko naprawić, choć chciała. Bo wolała nie myśleć nad beznadziejnością sytuacji, za którą nie potrafiła wziąć odpowiedzialności i znaleźć rozwiązanie. Bo się bała, że zepsuła wszystko, gdy tak naprawdę chciała naprawić to całe gówno.
Westchnęła.
- Czasami nie ma się już siły na wycieranie tego piachu. I wtedy kończy się z wódką w parku. - Wzruszyła ramionami. - To naprawdę nie jest takie proste, bo to ta sytuacja, w której jednocześnie chcę coś mieć, ale obawiam się, że jak to dostanę, to zniszczę go kompletnie i… I nie wiem, już raz zjebałam, i nawet jak to naprawić, bo chcę naprawić, to nie chcę powtórki z rozrywki, która pewnie nastąpi, bo jestem jak wyszło zjebana - mówiła, kryjąc twarz w dłonie, zmęczona własnymi myślami.
Naprawdę miała mały mętlik w głowie, który pewnie powinna przekierować na pracę twórczą, czy jakiś inny zdrowszy sposób odreagowywania, nie miała jednak siły.
Dlatego gdy jednak Max zaproponował, że pójdą razem się napić gadając o starych dawnych czasach - nie mogła mu odmówić. Przynajmniej nie miała być sama. To już duży plus, nie licząc tego, że może jeszcze da radę się do końca upić. I zezgonować gdzieś pod barem, dając znać Dantemu, że chuj, teraz może ją nawet wykończyć.
- Ale ty stawiasz - podniosła się, dość szybko łapiąc pion, gotowa ruszyć w stronę najbliższego baru.
Lubiła jednak pisać w tych listach o samych dobrych rzeczach. Snuć wizję o sobie samej, w której nie przegrywa całej wypłaty w kasynie, kiedy nie wykrada sakiewek mniej rozgarniętym przechodniom, kiedy nie ma na karku żądnych zemsty przywódców czarodziejskich gangów.
Przez chwilę okłamywała się, żyjąc w iluzji pięknego, choć pełnego niewinnych przygód życia. Takiego, jakiego po rozpadzie szajki chciała mieć.
A które coraz bardziej wymykało się jej z rąk, na własne zapewne życzenie.
Gdy patrzyła na wsiąkający w ziemię alkohol wcale jej do śmiechu nie było. Czuła za to napływające do jej oczy łzy, nie ważne jak bardzo głupie to było. Uśmiech na twarzy Maxa sprawiał, że krew jej się zagotowała w żyłach, nie mogła zrobić jednak nic poza wywaleniu swojej frustracji za pomocą ostrych słów.
Ta butelka była jedyną rzeczą, która mogła pomóc jej uwolnić się na chwilę od emocji i dać spokój od wszystkich chujowych myśli. A teraz przepadła, a ona zdawała sobie sprawę jak głupie było przyjście na tą ławkę w poszukiwaniu kogoś, kogo nawet nie wiedziała, czy chce zobaczyć.
Do cholery z tym wszystkim.
Szczególnie z nią.
- To nie ja cię pozbawiłam lekarstwa na niedolę na dzień dobry - mruknęła, wiedząc, że na jej miejscu mało kto zachowałby jakiekolwiek maniery.
Trochę nie bardzo rozumiała zachowanie Maxa. Teraz, gdy zaproponował, że mogą wypić razem. Nie wiedziała, że picie w samotności było gorsze od picia w towarzystwie. Alkohol rył głowę tak samo mocno w obu przypadkach, ludzie jednak często miewali podwójne standardy.
Nie była to do końca jednak jej sprawa, o ile da radę jeszcze dostać dziś alkohol, najlepiej darmowy.
Czy jego rada ją zdziwiła? Może trochę. Była zupełnie inna od tej Woddy’ego, trochę bardziej podobna do tego, co sama pewnie by komuś powiedziała. Nic dziwnego, skoro sama tyle Maxa nauczyła wcześniej o życiu i o tym, jak bardzo potrafi ono dawać w ryj. A jednak czuła dyskomfort na myśl, że miałaby o Cedricu zapomnieć. Że miałaby uznać, że tak miało być i przejść do życia codziennego, gdy tak naprawdę nie chciała,by tak się skończyła ta historia. I dlatego piła. Bo nie wiedziała, jak to wszystko naprawić, choć chciała. Bo wolała nie myśleć nad beznadziejnością sytuacji, za którą nie potrafiła wziąć odpowiedzialności i znaleźć rozwiązanie. Bo się bała, że zepsuła wszystko, gdy tak naprawdę chciała naprawić to całe gówno.
Westchnęła.
- Czasami nie ma się już siły na wycieranie tego piachu. I wtedy kończy się z wódką w parku. - Wzruszyła ramionami. - To naprawdę nie jest takie proste, bo to ta sytuacja, w której jednocześnie chcę coś mieć, ale obawiam się, że jak to dostanę, to zniszczę go kompletnie i… I nie wiem, już raz zjebałam, i nawet jak to naprawić, bo chcę naprawić, to nie chcę powtórki z rozrywki, która pewnie nastąpi, bo jestem jak wyszło zjebana - mówiła, kryjąc twarz w dłonie, zmęczona własnymi myślami.
Naprawdę miała mały mętlik w głowie, który pewnie powinna przekierować na pracę twórczą, czy jakiś inny zdrowszy sposób odreagowywania, nie miała jednak siły.
Dlatego gdy jednak Max zaproponował, że pójdą razem się napić gadając o starych dawnych czasach - nie mogła mu odmówić. Przynajmniej nie miała być sama. To już duży plus, nie licząc tego, że może jeszcze da radę się do końca upić. I zezgonować gdzieś pod barem, dając znać Dantemu, że chuj, teraz może ją nawet wykończyć.
- Ale ty stawiasz - podniosła się, dość szybko łapiąc pion, gotowa ruszyć w stronę najbliższego baru.