Niemal wywrócił oczami. Czy w symbolach zawsze, ale to zawsze musiało chodzić o seks? Pierwotni i starożytni mieli tendencję do utożsamiania wielu aspektów natury do cielesnego pożądania i koniec końców tworzenia dzieci w sposób zrozumiały dla ludzi. Kobieta i mężczyzna, księżyc i słońce. Ostatecznie też zaćmienie, walka dnia z nocą, bogów chtonicznych i niebiańskich.
Uniósł w górę różdżkę aby stworzyć nad ich głowami iluzję nocnego nieba, nieba w noc Lithy. Znał to niebo doskonale i wystarczyło tak niewiele. Oto tworzył noc, ciemność, chociaż tylko iluzoryczną, ciemność pełną konstelacji, odwzorowanie sprzed kilku dni.
Sukces!
Sukces!
A następnie, bez względu na wynik swojego czaru, rozciął sobie kciuk małym skalpelem i krwią wyznaczył nowe runy, odpowiadające tym na ołtarzu. Niechaj krew spenetruje ziemię, niechaj symbole się połączą. Rysował po ziemi kapiacymi kroplami na nowo księżyc i słońce, stykające się ze sobą, dokonujące pierwotnego aktu stworzenia i przerażenia, w zależności od zasiegniętej symboliki. Przez chwilę oto stał Mag, z uniesioną różdżką w górze, z drugą ręką skierowaną ku ziemi, w załączeniu sacrum i profanum.
Nie mógł wiedzieć, co się stanie, ale miało się to stać, czuł go gdzieś w żołądku i w wątrobie. Nie wybierał nici przyszłości, a jedynie zwijał tę, która musiała się przydarzyć w kłębek.