15.01.2023, 01:18 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 01:19 przez Castiel Flint.)
Ani razu nie otrzymał zrozumienia. Nikt nie powiedział mu "miałeś prawo popełnić błąd" bowiem zajmowano się przekonywaniem go, że zawinił. Owszem, przyznał się, że zrobił źle. Musiał to powiedzieć Fergusowi, a także to, co było drugim dnem - wyrzut, że zawiódł jego zaufanie. Dopiero konfrontując się z Olivanderem zrozumiał co przez wiele dni tak mu doskwierało - żal, że po zaufaniu Fergus umierał mu na rękach. Jak ma się z tym czuć człowiek, który jest w nim zakochany? Teraz uczucie wirowało jakby miało zmienić swoją formę. Czuł wewnątrz niepokój na myśl, że mogłoby zgasnąć. Nie był gotowy, nie nacieszył się nim, nie zdołał mu powierzyć swoich marzeń. Jeszcze tyle przed nimi... a zaczęli na siebie krzyczeć.
- Wiesz mi, żałuję szczerze. Ale to nie zwalnia cię z słuchania instynktu samozachowawczego. - syknął przez zęby, będąc zarazem w szoku jak bardzo potrafił przypominać teraz swoją bliźniaczą siostrę. Dopiero w takiej sytuacji odkrywane były podobieństwa ich charakterów. Ta kłótnia będzie zadrą, bardzo bolesną i trudną do usunięcia.
- Do licha, niby po co dałem ci maseczkę? Niby po co, Fergus? Przecież nie do ozdoby. - jęknął, jeszcze bardziej niedowierzając, że Fergus i to zaniedbał, po prostu rzucając się na artefakt. Potrząsnął głową.
- Tak, to był przejaw amortencji ale nie powinien cię tak przyciągać. Czemu mnie nie zawołałeś? Czemu mi nie powiedziałeś, że tak mocno to czujesz? Byłem pięć metrów dalej, do cholery jasnej. - ale też Fergus dał mu jedną wskazówkę - był podatny na eliksir miłości bądź na wpływ artefaktu. Powinien wspomnieć o tym Brennie, która zbierała wszak informacje na temat tego wydarzenia. Dlaczego z całej magii akurat ta go przyciągała? Czy porównanie do nęcącego śpiewu syreny powinno go jakoś zaboleć? Nie widział jeszcze Fergusa tak wściekłego i kiedy on płonął z gniewu to Castiela mroziło z wściekłości - niczym ogień i woda.
Jego słowa go paliły do żywego. Piekło. Nie umiał sobie z tym poradzić, to go dławiło, a gniew rozpychał całe jego ciało od środka chcąc z niego wybuchnąć niczym Bombarda Maxima.
- Z artefaktami NIGDY nie ma taryfy ulgowej. Czy ty mnie w ogóle słuchałeś gdy mówiłem, że badanie tego zajmie mi rok? A ty pierwszego dnia zostałeś złapany... kurwa, to nie tak miało wyglądać. - przemieszczał się nerwowym krokiem od komody do łóżka i z powrotem, zauważając po drodze ślad kawy na ścianie. Skojarzyło mu się to z kleksem tryskającej krwi, tak szybko ulatującej z Fergusa. Tak bardzo bał się, że on się już nie obudzi...
Gwałtownie odwrócił się w jego stronę słysząc te absurdalne słowa. Och, jaką miał ochotę zrobić mu na złość i wyjść. Fergus go tylko podjudził, doprowadzał do szału ale takiego od którego będzie się dławić przez kolejne kilka dni. Z mocno zaciśniętą szczęką w dwóch susach znalazł się przy nim i z furią w oczach chwycił go za ramię, jakby mając zamiar wygarnąć mu co sobie o tym myśli. Rozumiał już co miała na myśli Brenna obiecując, że ich obu udusi.
- Właśnie sęk w tym... - cedził o dziwo, ale cicho. - Sęk w tym, że cię nie nienawidzę i to dlatego tak mi doskwiera. Wszystko na niebie i ziemi pokazuje, że mamy się od siebie trzymać z daleka a ty mi właśnie mówisz, że mam odpuścić. - cóż, powinien go posłuchać. To Fergus jest tu poszkodowany, ma prawo uznać, że już nie chce go widzieć. Nie pasowało mu to do tego, co zdążyli razem doświadczyć - nie było tego dużo ale za to intensywnie. Zbyt wiele razy widział radość w jego oczach na swój widok i za każdym razem nie mógł wyjść ze zdziwienia, że ktoś może się cieszyć gdy się pojawia w zasięgu wzroku. Żaden z nich nie udawał z uczuciami.
- Nie widzisz, że ignoruję te wszystkie znaki? Że wypruwam sobie żyły żeby cię ratować i zatrzymać? - nie krzyczał już, wciąż był nabuzowany ale bliskość go powstrzymywała przed kolejnym wybuchem.
- Nie zdajesz sobie sprawy ile jestem w stanie wykrzesać z siebie magii żeby zatrzymać twoje życie blisko mnie. - to już mówił cicho, niemal szeptem a jego wzrok był dziwny, jakby krył się za tym mrok. Po części tak było, pierwsze zaklęcie zakazane niosło za sobą chęci do kolejnych. Ten cień miał w nim już zostać.
- Tylko ty możesz mi kazać sobie nas odpuścić po tym, co się wydarzyło. - nachylał się przy jego twarzy aby dokładnie usłyszał to, co zamierza mu powiedzieć. Patrzył rozognionym wzrokiem na jego wściekłą mimikę.
- Więc zastanów się jeszcze raz czy chcesz żebym to zrobił. - oddychał płytko, szybko bowiem serce wciąż szaleńczo pompowało krew. Jeśli usłyszy odpowiedź twierdzącą to... będzie koniec.
- Wiesz mi, żałuję szczerze. Ale to nie zwalnia cię z słuchania instynktu samozachowawczego. - syknął przez zęby, będąc zarazem w szoku jak bardzo potrafił przypominać teraz swoją bliźniaczą siostrę. Dopiero w takiej sytuacji odkrywane były podobieństwa ich charakterów. Ta kłótnia będzie zadrą, bardzo bolesną i trudną do usunięcia.
- Do licha, niby po co dałem ci maseczkę? Niby po co, Fergus? Przecież nie do ozdoby. - jęknął, jeszcze bardziej niedowierzając, że Fergus i to zaniedbał, po prostu rzucając się na artefakt. Potrząsnął głową.
- Tak, to był przejaw amortencji ale nie powinien cię tak przyciągać. Czemu mnie nie zawołałeś? Czemu mi nie powiedziałeś, że tak mocno to czujesz? Byłem pięć metrów dalej, do cholery jasnej. - ale też Fergus dał mu jedną wskazówkę - był podatny na eliksir miłości bądź na wpływ artefaktu. Powinien wspomnieć o tym Brennie, która zbierała wszak informacje na temat tego wydarzenia. Dlaczego z całej magii akurat ta go przyciągała? Czy porównanie do nęcącego śpiewu syreny powinno go jakoś zaboleć? Nie widział jeszcze Fergusa tak wściekłego i kiedy on płonął z gniewu to Castiela mroziło z wściekłości - niczym ogień i woda.
Jego słowa go paliły do żywego. Piekło. Nie umiał sobie z tym poradzić, to go dławiło, a gniew rozpychał całe jego ciało od środka chcąc z niego wybuchnąć niczym Bombarda Maxima.
- Z artefaktami NIGDY nie ma taryfy ulgowej. Czy ty mnie w ogóle słuchałeś gdy mówiłem, że badanie tego zajmie mi rok? A ty pierwszego dnia zostałeś złapany... kurwa, to nie tak miało wyglądać. - przemieszczał się nerwowym krokiem od komody do łóżka i z powrotem, zauważając po drodze ślad kawy na ścianie. Skojarzyło mu się to z kleksem tryskającej krwi, tak szybko ulatującej z Fergusa. Tak bardzo bał się, że on się już nie obudzi...
Gwałtownie odwrócił się w jego stronę słysząc te absurdalne słowa. Och, jaką miał ochotę zrobić mu na złość i wyjść. Fergus go tylko podjudził, doprowadzał do szału ale takiego od którego będzie się dławić przez kolejne kilka dni. Z mocno zaciśniętą szczęką w dwóch susach znalazł się przy nim i z furią w oczach chwycił go za ramię, jakby mając zamiar wygarnąć mu co sobie o tym myśli. Rozumiał już co miała na myśli Brenna obiecując, że ich obu udusi.
- Właśnie sęk w tym... - cedził o dziwo, ale cicho. - Sęk w tym, że cię nie nienawidzę i to dlatego tak mi doskwiera. Wszystko na niebie i ziemi pokazuje, że mamy się od siebie trzymać z daleka a ty mi właśnie mówisz, że mam odpuścić. - cóż, powinien go posłuchać. To Fergus jest tu poszkodowany, ma prawo uznać, że już nie chce go widzieć. Nie pasowało mu to do tego, co zdążyli razem doświadczyć - nie było tego dużo ale za to intensywnie. Zbyt wiele razy widział radość w jego oczach na swój widok i za każdym razem nie mógł wyjść ze zdziwienia, że ktoś może się cieszyć gdy się pojawia w zasięgu wzroku. Żaden z nich nie udawał z uczuciami.
- Nie widzisz, że ignoruję te wszystkie znaki? Że wypruwam sobie żyły żeby cię ratować i zatrzymać? - nie krzyczał już, wciąż był nabuzowany ale bliskość go powstrzymywała przed kolejnym wybuchem.
- Nie zdajesz sobie sprawy ile jestem w stanie wykrzesać z siebie magii żeby zatrzymać twoje życie blisko mnie. - to już mówił cicho, niemal szeptem a jego wzrok był dziwny, jakby krył się za tym mrok. Po części tak było, pierwsze zaklęcie zakazane niosło za sobą chęci do kolejnych. Ten cień miał w nim już zostać.
- Tylko ty możesz mi kazać sobie nas odpuścić po tym, co się wydarzyło. - nachylał się przy jego twarzy aby dokładnie usłyszał to, co zamierza mu powiedzieć. Patrzył rozognionym wzrokiem na jego wściekłą mimikę.
- Więc zastanów się jeszcze raz czy chcesz żebym to zrobił. - oddychał płytko, szybko bowiem serce wciąż szaleńczo pompowało krew. Jeśli usłyszy odpowiedź twierdzącą to... będzie koniec.