03.09.2024, 00:07 ✶
południowe stragany
Lyssa uśmiechnęła się do Jonathana delikatnie, bo podobały jej się jego słowa, nawet jeśli nie miała zamiaru docenić ich w jakiś bardziej wyraźny sposób. Zawsze było jej odrobinę ciężko z tym, jak przyszło jej egzystować w otaczającym ją świecie; przez wielu było to uznawane za zwyczajnie niegrzeczne. Nie ważne czy byli świadomi jej choroby czy nie, ale Selwyn w tym momencie chyba zaskarbił sobie odrobinę jej sympatii.
Pożegnała się z Shafiqiem i jego przyjacielem bez słowa, skinąwszy im tylko głową, a potem spojrzała na Lorien i machnęła lekceważąco dłonią.
- Nie szkodzi. Muszę przyznać, że było to nawet ciekawe towarzystwo - rzuciła gładko, skłonna iść sama ze sobą na pewny kompromis i zgodzić się z tym stwierdzeniem chociaż połowicznie. Byli ciekawi, ale w żadnym wypadku osobami o których uwagę zwykła zabiegać. - Potterów? - podchwyciła, niby chętnie, rozglądając się dookoła, chcąc wyłapać w którym kierunku powinny się udać. - Słyszałam o nich trochę dobrych rzeczy, więc chętnie zobaczę co u siebie mają - uśmiechnęła się lekko, chociaż nie powiedziałaby, że spodziewała się u nich mniej folwarcznej prezencji, jak to określiła ciotka, bo jej zdaniem nie ważne co i jak wystawiało się tego wieczora na Pokątnej, otoczenie sprawiało że wyglądało tak samo mdło i biednie.
- To byli jacyś twoi przyjaciele? Czy może towarzystwa dotrzymywali nam z czystej powinności? - zagadała jeszcze o mężczyzn, którzy poszli w swoją stronę, kiedy ona z Lorien ruszyły powoli w stronę straganu Potterów.
Lyssa uśmiechnęła się do Jonathana delikatnie, bo podobały jej się jego słowa, nawet jeśli nie miała zamiaru docenić ich w jakiś bardziej wyraźny sposób. Zawsze było jej odrobinę ciężko z tym, jak przyszło jej egzystować w otaczającym ją świecie; przez wielu było to uznawane za zwyczajnie niegrzeczne. Nie ważne czy byli świadomi jej choroby czy nie, ale Selwyn w tym momencie chyba zaskarbił sobie odrobinę jej sympatii.
Pożegnała się z Shafiqiem i jego przyjacielem bez słowa, skinąwszy im tylko głową, a potem spojrzała na Lorien i machnęła lekceważąco dłonią.
- Nie szkodzi. Muszę przyznać, że było to nawet ciekawe towarzystwo - rzuciła gładko, skłonna iść sama ze sobą na pewny kompromis i zgodzić się z tym stwierdzeniem chociaż połowicznie. Byli ciekawi, ale w żadnym wypadku osobami o których uwagę zwykła zabiegać. - Potterów? - podchwyciła, niby chętnie, rozglądając się dookoła, chcąc wyłapać w którym kierunku powinny się udać. - Słyszałam o nich trochę dobrych rzeczy, więc chętnie zobaczę co u siebie mają - uśmiechnęła się lekko, chociaż nie powiedziałaby, że spodziewała się u nich mniej folwarcznej prezencji, jak to określiła ciotka, bo jej zdaniem nie ważne co i jak wystawiało się tego wieczora na Pokątnej, otoczenie sprawiało że wyglądało tak samo mdło i biednie.
- To byli jacyś twoi przyjaciele? Czy może towarzystwa dotrzymywali nam z czystej powinności? - zagadała jeszcze o mężczyzn, którzy poszli w swoją stronę, kiedy ona z Lorien ruszyły powoli w stronę straganu Potterów.
la douleur exquise
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.