— Panie Bagshot, proszę tarcze, panno Moss, przygotować się do ataku wodnego lub rozpraszającego magię tworzącą golema — przejął inicjatywę. To ta nić, która łączyła jego i Anthony'ego, o której sobie jeszcze nie zdawali sprawy, ale wyczuwali ją podskórnie. Iskra przewodnictwa. Nie był odważny, był szalony. Dlatego też, gdy jeszcze trzymał w powietrzu istotę, przyłożył różdżkę do gardła, aby wzmocnić swój głos i zagrzmiał:
— Przechodzisz jako przyjaciel czy jako wróg?
Dźwięk zawisł w powietrzu, a Morpheus przez chwilę wyglądał na zaskoczonego. Nie dlatego, że było to aż tak głośne, ale dlatego, że miał wrażenie, że słyszy swojego ojca. Wrażenie wywołało u niego ciarki na plecach. Krew z krwi, czyż nie? Morpheus był tym, który najpierw zadawał pytania, a następnie bił. Był jednak gotów do zaatakowania istoty w momencie, gdy ta wykona jakiś ruch ofensywny. W tym przypadku rzuci czar kreujący strumień wody, aby rozpryskać i utrudnić glebie ukształtowanie oraz zmiękczyć ewentualne ataki.
Każdy kto grzebał w dzieciństwie patykiem w błocie wiedział, jak ciężko jest z niego coś ulepić.
Sukces!
Sukces!