15.01.2023, 13:29 ✶
Człowiek nie mógł czuć aż tyle naraz, bo chyba by go rozsadziło od środka, prawda? Jedna osoba wywoływała w Fergusie tyle skrajnych emocji, że to było aż nierealne. Cały kalejdoskop barw, przy których aurowidz miałby nie lada zabawę, starając się zinterpretować tę pieprzoną tęczę. Wystarczył jeden impuls, by w nim to wszystko obudzić. Jedna iskra, by wzniecić pożar. Nie przerażało go to jednak tak bardzo, jak fakt, co on sam zrobił z Castielem. Zamieniał opanowanego, statecznego człowieka w kłębek nerwów, wyciągając na światło dzienne wszystko to, co ten chciał tak skrzętnie ukryć. Flintowie byli skrytymi ludźmi, wiedział to od momentu, gdy poznał członków tej rodziny. Opanowana mimika, wyważone słowa i nienaganna opinia. Zupełne przeciwieństwo tego, jaki był Fergus. Jakim cudem to miało zadziałać? Ale jakimś sposobem zaczęło funkcjonować, choć najwyraźniej wymykało im się z rąk, im głębiej płynęli.
Castiel powinien był zdecydować, że mają to skończyć już wtedy na łódce. Nie doszłoby do kolejnych wypadków, które mogły skończyć się większą tragedią niż kłótnia w szpitalu i utrata pracy. Fergus by odpuścił, wtedy dałby sobie spokój. Teraz jednak było już za późno, nie potrafił sobie wyobrazić tego, że nie widywałby się z Castielem. Chciałby go nienawidzić, tak bardzo tego pragnął, zwłaszcza po tych bolesnych słowach, które między nimi padły. Ale nie potrafił. Czuł złość, ale tylko tyle. Chwilowe uczucie, które dało się zneutralizować przy odpowiednich manewrach. I niesmak z powodu tego, że stracił zaufanie drugiego mężczyzny.
- Zadowolony czy zawiedziony? - zapytał, przedrzeźniając jego wcześniejszą wypowiedź, gdy upewniał się co do słów Fergusa. Nie zmyśliłby, że go czuł. Nawet by na to nie wpadł, przyzwyczajony do tego, jaki zapach unosił się dla niego z kociołka. To było coś zupełnie nowego… i niespodziewanego.
- Poświęcasz - upierał się przy swoim, pamiętając, że już kiedyś słyszał od niego coś podobnego. - Nawet energia może się w końcu wyczerpać, nie jest nieskończonym źródłem - ciągnął dalej. I nie zmieni swojego zdania, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że skrajne wyczerpanie mogło skończyć się tragedią.
Stan Fergusa był wywołany przez Castiela, ale nie w taki sposób, w jaki się wszystkim wydawało. W końcu i tak by wybuchł, mając zbyt wiele czasu na przemyślenia i odpowiadanie sobie nieistniejących intencji innych ludzi. Równie dobrze mogło paść na Norę albo kogokolwiek innego odwiedzającego go. Tak przynajmniej sobie wmawiał, próbując usprawiedliwić swoją złość. Ale kogo on oszukiwał? To wszystko miało być skierowane na Flinta, tylko z nim mógł (nawet musiał) odbyć tę rozmowę.
Skinął głową na potwierdzenie, że rozumiał. Chciał szczerości, ale Fergus nie potrafił być szczery nawet wobec samego siebie. Jak miał tego dokonać? Postara się dla niego. Ten gest musiał jednak na razie wystarczyć, bo słowa ugrzęzły mu w gardle. Z wdzięcznością przyjął jednak koc, wsuwając go pod przemarznięte od chłodnych płytek stopy, by spróbować je ogrzać.
Oparłszy głowę o ścianę, przymknął oczy i odetchnął, analizując w głowie słowa Castiela. Powinni ryzykować? To najwyraźniej miało ich obu wkrótce doprowadzić do grobu, ale najwyraźniej Fergus już i tak miał autodestrukcyjne zapędy. Potrafił sobie zaszkodzić niezależnie od tego, czy w pobliżu znajdował się Flint. Uczucia czy rozsądek? Dlaczego to on miał decydować? Dłoń Castiela stykająca się z jego własną diabelnie go rozpraszała, nie pozwalając w pełni tego wszystkiego przetrawić.
Wciąż jestem w tobie zakochany. Te ciche słowa rozbrzmiewały w jego uszach jak dzwony. Ciepło rozeszło się po jego ciele, wywołując przyjemny dreszcz. A mimo to żołądek zwinął się w supeł wywołany lękiem. Jeśli uczucia Castiela były na tyle poważne, jeszcze łatwiej było go zranić głupim błędem. Martwił się, w jaki jeszcze sposób mógłby go skrzywdzić. Czy powinien tak ryzykować? Nie. Czy chciał? Oczywiście, że tak.
- Najpierw na mnie krzyczysz, potem mówisz mi coś takiego - powiedział cicho, wciąż nie otwierając oczu, bo tak było łatwiej się odezwać. - Przez ciebie czuję się, jakby troll górski pieprznął mną o ścianę.
Odwrócił głowę i otworzył oczy, próbując złapać spojrzenie Castiela, ale on przyglądał się ich dłoniom. Poruszył swoją, wsuwając palce między te Castiela i ściskając delikatnie jego rękę, by pokazać tym samym, że było w porządku.
- Jesteś niemożliwy.
I kto to mówił? Zostawiał go z wieloma niedopowiedzianymi kwestiami, nie udzielając odpowiedzi na żadne z pytań.
Castiel powinien był zdecydować, że mają to skończyć już wtedy na łódce. Nie doszłoby do kolejnych wypadków, które mogły skończyć się większą tragedią niż kłótnia w szpitalu i utrata pracy. Fergus by odpuścił, wtedy dałby sobie spokój. Teraz jednak było już za późno, nie potrafił sobie wyobrazić tego, że nie widywałby się z Castielem. Chciałby go nienawidzić, tak bardzo tego pragnął, zwłaszcza po tych bolesnych słowach, które między nimi padły. Ale nie potrafił. Czuł złość, ale tylko tyle. Chwilowe uczucie, które dało się zneutralizować przy odpowiednich manewrach. I niesmak z powodu tego, że stracił zaufanie drugiego mężczyzny.
- Zadowolony czy zawiedziony? - zapytał, przedrzeźniając jego wcześniejszą wypowiedź, gdy upewniał się co do słów Fergusa. Nie zmyśliłby, że go czuł. Nawet by na to nie wpadł, przyzwyczajony do tego, jaki zapach unosił się dla niego z kociołka. To było coś zupełnie nowego… i niespodziewanego.
- Poświęcasz - upierał się przy swoim, pamiętając, że już kiedyś słyszał od niego coś podobnego. - Nawet energia może się w końcu wyczerpać, nie jest nieskończonym źródłem - ciągnął dalej. I nie zmieni swojego zdania, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że skrajne wyczerpanie mogło skończyć się tragedią.
Stan Fergusa był wywołany przez Castiela, ale nie w taki sposób, w jaki się wszystkim wydawało. W końcu i tak by wybuchł, mając zbyt wiele czasu na przemyślenia i odpowiadanie sobie nieistniejących intencji innych ludzi. Równie dobrze mogło paść na Norę albo kogokolwiek innego odwiedzającego go. Tak przynajmniej sobie wmawiał, próbując usprawiedliwić swoją złość. Ale kogo on oszukiwał? To wszystko miało być skierowane na Flinta, tylko z nim mógł (nawet musiał) odbyć tę rozmowę.
Skinął głową na potwierdzenie, że rozumiał. Chciał szczerości, ale Fergus nie potrafił być szczery nawet wobec samego siebie. Jak miał tego dokonać? Postara się dla niego. Ten gest musiał jednak na razie wystarczyć, bo słowa ugrzęzły mu w gardle. Z wdzięcznością przyjął jednak koc, wsuwając go pod przemarznięte od chłodnych płytek stopy, by spróbować je ogrzać.
Oparłszy głowę o ścianę, przymknął oczy i odetchnął, analizując w głowie słowa Castiela. Powinni ryzykować? To najwyraźniej miało ich obu wkrótce doprowadzić do grobu, ale najwyraźniej Fergus już i tak miał autodestrukcyjne zapędy. Potrafił sobie zaszkodzić niezależnie od tego, czy w pobliżu znajdował się Flint. Uczucia czy rozsądek? Dlaczego to on miał decydować? Dłoń Castiela stykająca się z jego własną diabelnie go rozpraszała, nie pozwalając w pełni tego wszystkiego przetrawić.
Wciąż jestem w tobie zakochany. Te ciche słowa rozbrzmiewały w jego uszach jak dzwony. Ciepło rozeszło się po jego ciele, wywołując przyjemny dreszcz. A mimo to żołądek zwinął się w supeł wywołany lękiem. Jeśli uczucia Castiela były na tyle poważne, jeszcze łatwiej było go zranić głupim błędem. Martwił się, w jaki jeszcze sposób mógłby go skrzywdzić. Czy powinien tak ryzykować? Nie. Czy chciał? Oczywiście, że tak.
- Najpierw na mnie krzyczysz, potem mówisz mi coś takiego - powiedział cicho, wciąż nie otwierając oczu, bo tak było łatwiej się odezwać. - Przez ciebie czuję się, jakby troll górski pieprznął mną o ścianę.
Odwrócił głowę i otworzył oczy, próbując złapać spojrzenie Castiela, ale on przyglądał się ich dłoniom. Poruszył swoją, wsuwając palce między te Castiela i ściskając delikatnie jego rękę, by pokazać tym samym, że było w porządku.
- Jesteś niemożliwy.
I kto to mówił? Zostawiał go z wieloma niedopowiedzianymi kwestiami, nie udzielając odpowiedzi na żadne z pytań.