15.01.2023, 13:37 ✶
Gimnastyka jest zdrowa dla umysłu! Tak mówili mądrzy. Trzeba się uczyć, edukować! Wykorzystywać mózg! Rozwiązywać zagadki, krzyżówki, grać w szachy, czytać gazety i palić drogie cygara. Jakby: this is the way. Takie miał bardzo ogólne wyobrażenie o rodach czystej krwi. Nie wzięło się ono znikąd. Tak jak i nie wzięły się znikąd jego podejrzenia, że akurat ona lubi szachy. Stawiał, że lubiłaby też jazdę konną, albo cos podobnego, gdyby miała z tym do czynienia, ale to była krótka myśl. Potem pomyślał, że ma już bzika na punkcie kwiatów, no to ile można mieć tych hobby, pasji i zajęć?
- Przy stole, come on. - Chociaż no dobra, to wcale nie byłoby dziwne, jakby zażyczył sobie gry na podłodze. Najlepiej na tych rozłożonych i nieułożonych w wyczekiwany zamek kartach. Ale nie, stół. - Umiem grać. Tylko jestem cholernie leniwy. - Za leniwy na myślenie, się znaczy. A że dzisiaj mógł mieć, co chciał, to mógł z nią wygrać, ha! - Czy w Hogwarcie był klub szachowy? Jak był to pewnie doprowadzałaś w nim do łez wszystkie dzieci. - Ogrywając je raz za razem.
I zaczęli grę. Na początku nie było problemu. Pierwsze pół godziny rozgrywki stanowiło rozrywkę dla Victorii, bo Sauriel się skupiał, a kiedy się skupiał - rzeczywiście potrafił grać. Grał bardzo zachowawczo i wręcz defensywnie, jeśli Victoria potrafiła to ocenić. Pod górkę zaczęło być mniej więcej po tym pół godziny, kiedy jego koncentracja już uciekała i zaczynały się ruchy zdecydowanie nieprzemyślane. A pod koniec to już w ogóle był prawie jak dziecko, które może drugi raz w życiu dotyka szachów.
- Skoczek… - Powtórzył za nią automatycznie, szukając wzrokiem tego skoczka. - What theee… ale ja jestem emocjonalnie przywiązany do mojego skoczka. - Powiedział to takim tonem, jakby miał co najmniej poświęcić swojego pieska w zamian za coś, za co pieska nie warto było poświęcić. Bo przecież piesków za nic nie warto poświęcać. Ale tak zrobił. Wykonał ten ruch. - No pa jaki jestem dobry. - Pokazał planszę z zadowoleniem, uśmiechając się od ucha do ucha.
- Przy stole, come on. - Chociaż no dobra, to wcale nie byłoby dziwne, jakby zażyczył sobie gry na podłodze. Najlepiej na tych rozłożonych i nieułożonych w wyczekiwany zamek kartach. Ale nie, stół. - Umiem grać. Tylko jestem cholernie leniwy. - Za leniwy na myślenie, się znaczy. A że dzisiaj mógł mieć, co chciał, to mógł z nią wygrać, ha! - Czy w Hogwarcie był klub szachowy? Jak był to pewnie doprowadzałaś w nim do łez wszystkie dzieci. - Ogrywając je raz za razem.
I zaczęli grę. Na początku nie było problemu. Pierwsze pół godziny rozgrywki stanowiło rozrywkę dla Victorii, bo Sauriel się skupiał, a kiedy się skupiał - rzeczywiście potrafił grać. Grał bardzo zachowawczo i wręcz defensywnie, jeśli Victoria potrafiła to ocenić. Pod górkę zaczęło być mniej więcej po tym pół godziny, kiedy jego koncentracja już uciekała i zaczynały się ruchy zdecydowanie nieprzemyślane. A pod koniec to już w ogóle był prawie jak dziecko, które może drugi raz w życiu dotyka szachów.
- Skoczek… - Powtórzył za nią automatycznie, szukając wzrokiem tego skoczka. - What theee… ale ja jestem emocjonalnie przywiązany do mojego skoczka. - Powiedział to takim tonem, jakby miał co najmniej poświęcić swojego pieska w zamian za coś, za co pieska nie warto było poświęcić. Bo przecież piesków za nic nie warto poświęcać. Ale tak zrobił. Wykonał ten ruch. - No pa jaki jestem dobry. - Pokazał planszę z zadowoleniem, uśmiechając się od ucha do ucha.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.