Kiedy Jonathan spojrzał na nici łączące ich dwójkę, mógł dostrzec, że nic, absolutnie nic się nie zmieniło. Ciężkie liny przywiązania do siebie, niczym te używane przez żeglarzy na statkach, cumowały ich do siebie. Molo i okręt. Bezpieczna przystań i podróżnik przez świat. Nie dało się stwierdzić, który jest, który, we mgle rzeczywistości. Nici znajdujące się bardzo blisko pokrewieństwa, złączenia krwią, z nutą pożądliwości, która była tam od wielu, wielu lat, przynajmniej od czasu, gdy znali się już jak łyse konie i byli daleko w dorosłości, żarłoczność, która czyniła go głodem, rozpaczą łaknienia. Grzechem obżarstwa. Nie było w tym żalu, nie było gniewu. Morpheus nie patrzył na niego inaczej.
Morpheus przyjął groźbę byłego kochanka Jonathana jako kolejną z kolei informację.
— Szkoda. Pamiętasz, czy był odporny na widzenie nici? Czy był oklumentą? I co może o mnie wiedzieć? — dłoń Morpheusa podążyła do czasozmieniacza ukrytego pod jego ubraniem, a w głowie świeciło pustką, bo nie mógł sobie przypomnieć czy Jonathan o nim wiedział, czy nie. Trzymanie sekretów i zabawa czasem miały swoje konsekwencje i tak, jak niektórzy byli przeklęci fotograficzną pamięcią, on zapominał. Mylił się. Nic w jego głowie nie leżało w porządku chronologicznym ani logicznym, a przepuszczenia mieszały się z faktami.
W tym momencie Morpheus przypominał Brennę. To wychowanie pośród policyjnej braci. Przypominał Woody'iego. Przypominał Jeremiaha. W końcu przypominał swojego ojca. Nie chodziło o urodę, ale może dlatego najbardziej kojarzył się z Brenną, mieli wiele wspólnych cech. Chodziło o gesty, o ten błysk w oku.
— Zdradzisz mi więc, kogo szukam? Imię, nazwisko, portret, fotografię? — odłożył filiżankę i splótł palce. Postukał wskazującym o swój knykieć i podniósł się do prostego siadu. Wywrócił fusy z herbaty na spodek, obrócił nim trzykrotnie według wskazówek zegara. Kiedy nie było wiadomo, dokąd kroczyć, należało zapytać bogów. Uniósł filiżankę i spojrzał na spodek.
Serce (miłość i małżeństwo)
Skrzywił się na widok znaku.
— Powiedzcie mi coś, czego nie wiem... — westchnął bardziej do siebie i położył filiżankę na fusy, tak jakby zamykał książkę z frustracją lub zrywał połączenie przez sieć fiuu, poirytowany.