04.09.2024, 13:00 ✶
Kadzidła i świece
Wylewność Charlesa nie przeszkadzała mu, był do niej przyzwyczajony i nawet cieszył się że Durmstrang nie wykrzewił z niego naturalnej pogody ducha i otwartości na świat. Absolutnie nieświadom konfliktu, który miał miejsce przy sąsiednich straganach już jakiś czas temu, poklepał chłopaka po plecach, gestem osoby, która mimo wszystko nie jest nawykła do publicznego okazywania czułości. Jego uśmiech jednak pozostawał szczery i otwarty. Od czasu dostania listu z informacją o ich powrocie bardzo liczył na spotkanie choć rzeczywiście kalendarze były napięte - bez względu na to czy problemy zawodowe czy emocjonalne.
– No już liten drage, ja też się cieszę. Och, zmężniałeś odkąd widzieliśmy się ostatni raz. I Leonard też tu jest? – obrócił się zaskoczony, za wskazanym kierunkiem i skiną głową drugiemu z braci. – Jonathan z pewnością pamiętasz Richarda jeszcze z czasów szkolnych. Wrócił do kraju ze swoją dziatwą, wspominałem Ci kiedyś, że odwiedzam ich podczas pobytów na półwyspie skandynawskim – w sumie nie był pewien, czy wspominał o tym Jonathanowi, ale wiedział, miał pełne zaufanie, że Selwyn zaklinałby się na wszelkie świetości, że tak właśnie było, później ewentualnie prywatnie dopytując o detale tegoż "wspominania". – To jest Charles, a tam Leonard. A to moi drodzy, jest Jonathan Selwyn, jeden z moich najlepszych ludzi, dzięki którym mój oddział w ministerstwie funkcjonuje tak sprawnie – nie szczędził komplementów, kładąc dłoń na barku towarzyszącego mu mężczyzny. – Rozgryzie każdą procedurę i złamie każde kobiece serce, jeśli taka będzie konieczność – dopełnił formalności tej popołudniowej laudacji.
– Cytrynówka... dość oryginalny pomysł na biznes? Ma jakieś dodatkowe właściwości? – zapytał Mulciberów, ukrywając powątpiewanie w głosie i swoją ogólną niechęć do napitków wpływających na władze poznawcze. – W ogóle Charles bardzo Ci dziękuję za ciastka, były przewyborne. Zaaklimatyzowaliście się już? Gdzie się zatrzymaliście? – dopytywał zaciekawiony, skoro wcześniej nie było szansy wymienić się tymi informacjami.
– No już liten drage, ja też się cieszę. Och, zmężniałeś odkąd widzieliśmy się ostatni raz. I Leonard też tu jest? – obrócił się zaskoczony, za wskazanym kierunkiem i skiną głową drugiemu z braci. – Jonathan z pewnością pamiętasz Richarda jeszcze z czasów szkolnych. Wrócił do kraju ze swoją dziatwą, wspominałem Ci kiedyś, że odwiedzam ich podczas pobytów na półwyspie skandynawskim – w sumie nie był pewien, czy wspominał o tym Jonathanowi, ale wiedział, miał pełne zaufanie, że Selwyn zaklinałby się na wszelkie świetości, że tak właśnie było, później ewentualnie prywatnie dopytując o detale tegoż "wspominania". – To jest Charles, a tam Leonard. A to moi drodzy, jest Jonathan Selwyn, jeden z moich najlepszych ludzi, dzięki którym mój oddział w ministerstwie funkcjonuje tak sprawnie – nie szczędził komplementów, kładąc dłoń na barku towarzyszącego mu mężczyzny. – Rozgryzie każdą procedurę i złamie każde kobiece serce, jeśli taka będzie konieczność – dopełnił formalności tej popołudniowej laudacji.
– Cytrynówka... dość oryginalny pomysł na biznes? Ma jakieś dodatkowe właściwości? – zapytał Mulciberów, ukrywając powątpiewanie w głosie i swoją ogólną niechęć do napitków wpływających na władze poznawcze. – W ogóle Charles bardzo Ci dziękuję za ciastka, były przewyborne. Zaaklimatyzowaliście się już? Gdzie się zatrzymaliście? – dopytywał zaciekawiony, skoro wcześniej nie było szansy wymienić się tymi informacjami.