- Mam wielu przyjaciół, naprawdę ich lubię, ale nie potrzebuję pomocy, pomocy w niczym. - Powiedziała Ruda bardzo lekkim i przyjemnym, wręcz melodyjnym tonem głosu nadal wpatrując się z ogromną fascynacją w to światło, które przebijało się przez szybę. Było niesamowite, dlaczego nigdy nie widziała jakie światło jest piękne, jak się mieni? Zbliżała swoją rękę w stronę szyby i ją odsuwała, obserwowała przy tym dłoń. To było niesamowite.
Z rozmyślań na temat światła wyrwały ją słowa Millie. Kto ich wołał? Dlaczego ona nie słyszała tego wołania? Nie miała pojęcia, ale nie zamierzała też stawiać oporu. - Chodźmy więęęc. - Poruszała się lekko, czuła, że jej nogi się uginają jakoś tak bardziej niż zwykle, jakby unosiła się nieco nad ziemią, jakby grawitacja stawiała mniejszy opór, ale dzielnie podążała za swoimi towarzyszami.
Wyszli na zewnątrz. Ruda zatrzymała się na moment. Tutaj dopiero zrobiło się kolorowo. Uderzyła w nią intensywność barw otoczenia. Nigdy jeszcze nie widziała świata takim kolorowym. To było niesamowite. Ruszyli w kierunku stawu.
Heather usiadła na ziemi, wzięła w dłoń źdźbło trawy i przyglądała mu się uważnie. Było tak intensywnie zielone, chyba nigdy jeszcze nie widziała aż tak zielonej trawy. - Ta trawa, widzieliście kiedyś równie zieloną trawę? - Rzuciła w eter.
Nie miała pojęcia o co chodzi z balonami z gumek, wolała w to nie wnikać, bo wydawało jej się to bardzo abstrakcyjne. - Ktoś rzucił w ciebie trupem? - Bardzo powoli odwróciła swoją głowę w stronę Millie, aby się jej przyjrzeć.
- Nigdy w życiu nie łowiłam ryb, po co się to robi? Czy to ma sprawiać frajdę? Jaka to frajda tak bez magii? - Musiało to trwać godziny, ryby chyba nie lubiły kiedy wokół były głośno, a to łączyło się z milczeniem. Wood by chyba umarła, gdyby tyle czasu miała siedzieć w ciszy.
Przeniosła wzrok na staw, który mienił się milionem kolorów. Był niesamowity, błyszczał, nie miała pojęcia, że natura może stworzyć coś tak pięknego.
- Nie umiem nie mówić nic. - Dla niej to wcale nie był zajebisty pomysł, wręcz przeciwnie nieco ją przeraził. Leżenie na trawie za to wydawało jej się być całkiem dobrym pomysłem. Postanowiła się nim zasugerować. Wyciągnęła nogi, położyła sobie ręce za głowę i leżała. Wpatrywała się w niebo. Chmury układały się w przeróżne wzory, a promienie słońca się przez nie przebijały. Nie mogła odwrócić wzroku, chociaż czuła, że oczy zaraz zaczną jej łzawić.
Kiedy tak sobie leżała i patrzyła w niebo ogarnęła ją błogość. Nie miała pojęcia co się działo, dawno nie czuła się tak lekko, naprawdę zrobiło się przyjemnie. Promienie słońca miziały jej skórę. Przymknęła w końcu oczy. Nie trwało to długo. Odpłynęła na dobre, zasnęła na tej trawie, bo tak jej się zrobiło błogo. Nie zdążyła przed tym wspomnieć swoim towarzyszom o tym, że ogarnęła ją senność, cóż na pewno prędzej, czy później się o tym zorientowali. Dziwny to był dzień.