06.09.2024, 00:20 ✶
– Najwyraźniej ktoś wypuścił za dużą ich ilość na wolność – mruknął na wzmiankę o historykach magii, bo... Bo nawet jeśli nie lubił tylko jednego przedstawiciela tego zawodu, który już i tak nie żył, to nie mógł sobie nie pozwolić czasami na drobne złośliwości wobec tej całej profesji.
Florence zareagowała w sumie... Tak jak się spodziewał, że Florence zareaguje. W przeciwieństwie do większości przedstawicieli magicznego społeczeństwa, zwłaszcza tych związanych z Mungiem, Basilius nie bał się swojej starszej kuzynki, która chyba też miała w swoim sercu odrobinę więcej łaskawości dla rodziny, a on też nigdy szczególnie nie dawał jej powodów do bólu głowy. Dzisiaj oczywiście się nie liczyło.
Gdy szli do ich kamienicy, niczego nie wyjaśnił, zbyt skupiony na powolnym kroku, zwłaszcza że Bulstrode o nic nie pytała, a gdy wreszcie weszli do środka, bardzo grzecznie i z wielką chęcią usiadł i czekał na swoją kolej. Prawdę mówiąc, gdyby nie ból nosa, jak i niepokój o brata, to najchętniej zamknąłby teraz oczy i po prostu zasnął.
– Nie musiałeś tego dodawać Ari – powiedział, krzywiąc się nieco, bo może lepiej byłoby nie podkreślać Florence, jak głupio skończyli z tymi urazami. – Zresztą nie była taka drobna. Jestem pewny, że pod tą luźną szatą miała... jakieś mięśnie. – Musiała mieć przecież jakąś siłę. Jasne, oni byli fizycznie beznadziejni, ale przecież nie mieli słabych kości, aby tak łatwo je połamać. – Co z nim, Flo? – Skrzywił się kolejny raz, tym razem z bólu i wyjął z kieszeni spodni od piżamy chusteczkę, którą oczywiścił sobie płynącą z nosa krew.
Florence zareagowała w sumie... Tak jak się spodziewał, że Florence zareaguje. W przeciwieństwie do większości przedstawicieli magicznego społeczeństwa, zwłaszcza tych związanych z Mungiem, Basilius nie bał się swojej starszej kuzynki, która chyba też miała w swoim sercu odrobinę więcej łaskawości dla rodziny, a on też nigdy szczególnie nie dawał jej powodów do bólu głowy. Dzisiaj oczywiście się nie liczyło.
Gdy szli do ich kamienicy, niczego nie wyjaśnił, zbyt skupiony na powolnym kroku, zwłaszcza że Bulstrode o nic nie pytała, a gdy wreszcie weszli do środka, bardzo grzecznie i z wielką chęcią usiadł i czekał na swoją kolej. Prawdę mówiąc, gdyby nie ból nosa, jak i niepokój o brata, to najchętniej zamknąłby teraz oczy i po prostu zasnął.
– Nie musiałeś tego dodawać Ari – powiedział, krzywiąc się nieco, bo może lepiej byłoby nie podkreślać Florence, jak głupio skończyli z tymi urazami. – Zresztą nie była taka drobna. Jestem pewny, że pod tą luźną szatą miała... jakieś mięśnie. – Musiała mieć przecież jakąś siłę. Jasne, oni byli fizycznie beznadziejni, ale przecież nie mieli słabych kości, aby tak łatwo je połamać. – Co z nim, Flo? – Skrzywił się kolejny raz, tym razem z bólu i wyjął z kieszeni spodni od piżamy chusteczkę, którą oczywiścił sobie płynącą z nosa krew.