06.09.2024, 11:07 ✶
Czasami Icarus miał wrażenie, że tylko dzięki wsparciu kuzynów i rodzeństwa mógł czuć się jak prawdziwy Prewett. W gruncie rzeczy był nim w takim samym stopniu jak oni, ale... po tyradach macochy o tym jak nie należał do tej rodziny miło było być traktowanym jak reszta. Nawet kiedy spędzał święta w Hogwarcie, zawsze dostawał paczki podpisane ręką Florence. I jeśli ktoś miałby stanąć na czele tej nieboskiej rodziny, to tylko ona. Dbała o każdego kuzyna, była odpowiedzialna i za zasłoną pozornej surowości kryła czułe serce. Jeśli ktoś na tym świecie był dobrym człowiekiem, to właśnie Florence Bulstrode.
Dlatego Icarus zawsze dziwił się, czemu ojciec tak jej nie znosił. Być może był zazdrosny? Fakt, że młodsza kobieta miała w rodzinie więcej szacunku niż on musiała go złościć. Była też kwestia tego, że zdradził Elise. Icarus zdawał sobie sprawę z tego, że samo jego istnienie było krzywdzące dla matki Basila i Electry. W pewnym stopniu to rozumiał. Ojciec powtarzał mu, że to była kwestia aranżowanego małżeństwa, że pokochał dopiero jego matkę, która odeszła z tego świata przedwcześnie. Jednak wciąż był to trudny temat. Skaza na reputacji Dedalusa, która ściągnęła na niego wstyd i antypatię ze strony reszty rodziny.
Icarus uśmiechnął się krzywo na słowa Basila. Może ledwo oddychał z bólu, ale gdy trafiała się okazja dokuczenia bratu... trzeba było z niej skorzystać.
– Ja tam się nie zastanawiałem, co ma pod szatą – powiedział złośliwie, ale po chwili spoważniał, bo Florence była w pomieszczeniu i beznadziejne poczucie humoru jej kuzynów musiało być dla niej co najmniej żenujące.
Nie spodziewał się też tak poważnego urazu. Przynajmniej brzmiało to dość poważnie, bo Icarus słabo znał się na medycynie i nie wiedział, jak to ocenić.
Zaczął opowiadać dopiero po tym jak Florence skończyła rzucać zaklęcie leczące. Jego działanie było nieprzyjemne, jakby coś obcego poruszało się w jego klatce piersiowej.
– Wierz mi lub nie, ale sądziłem, że będzie to uprzejma awantura, a nie dzika bijatyka. I ta baba nawet nie używała różdżki. Po prostu powaliła na ziemię dwóch dorosłych facetów – odparł, samemu czując zażenowanie. – Wcześniej wieczorem była w moim barze. Zaczęła się ze mną kłócić o akwedukty, ale opuściła Convivium bez zamieszania. Dopiero później przyszła pod nasz dom i zaczęła się drzeć, że nie znam się na historii czy coś w tym stylu, więc wyszedłem do niej, bo przeszkadzała Basilowi. No i wtedy się na nas rzuciła. Te złamane żebra są od tego, że mnie kopała, jak już leżałem na ziemi. Na szczęście odwróciłem jej uwagę zaklęciem i uciekliśmy do domu.
Dlatego Icarus zawsze dziwił się, czemu ojciec tak jej nie znosił. Być może był zazdrosny? Fakt, że młodsza kobieta miała w rodzinie więcej szacunku niż on musiała go złościć. Była też kwestia tego, że zdradził Elise. Icarus zdawał sobie sprawę z tego, że samo jego istnienie było krzywdzące dla matki Basila i Electry. W pewnym stopniu to rozumiał. Ojciec powtarzał mu, że to była kwestia aranżowanego małżeństwa, że pokochał dopiero jego matkę, która odeszła z tego świata przedwcześnie. Jednak wciąż był to trudny temat. Skaza na reputacji Dedalusa, która ściągnęła na niego wstyd i antypatię ze strony reszty rodziny.
Icarus uśmiechnął się krzywo na słowa Basila. Może ledwo oddychał z bólu, ale gdy trafiała się okazja dokuczenia bratu... trzeba było z niej skorzystać.
– Ja tam się nie zastanawiałem, co ma pod szatą – powiedział złośliwie, ale po chwili spoważniał, bo Florence była w pomieszczeniu i beznadziejne poczucie humoru jej kuzynów musiało być dla niej co najmniej żenujące.
Nie spodziewał się też tak poważnego urazu. Przynajmniej brzmiało to dość poważnie, bo Icarus słabo znał się na medycynie i nie wiedział, jak to ocenić.
Zaczął opowiadać dopiero po tym jak Florence skończyła rzucać zaklęcie leczące. Jego działanie było nieprzyjemne, jakby coś obcego poruszało się w jego klatce piersiowej.
– Wierz mi lub nie, ale sądziłem, że będzie to uprzejma awantura, a nie dzika bijatyka. I ta baba nawet nie używała różdżki. Po prostu powaliła na ziemię dwóch dorosłych facetów – odparł, samemu czując zażenowanie. – Wcześniej wieczorem była w moim barze. Zaczęła się ze mną kłócić o akwedukty, ale opuściła Convivium bez zamieszania. Dopiero później przyszła pod nasz dom i zaczęła się drzeć, że nie znam się na historii czy coś w tym stylu, więc wyszedłem do niej, bo przeszkadzała Basilowi. No i wtedy się na nas rzuciła. Te złamane żebra są od tego, że mnie kopała, jak już leżałem na ziemi. Na szczęście odwróciłem jej uwagę zaklęciem i uciekliśmy do domu.