06.09.2024, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.09.2024, 21:16 przez Mona Rowle.)
Potrząsnęła głową, próbując się zorientować w tej absurdalnej sytuacji. Kiedy wspomniała o szmacie na głowie, klacz parsknęła.
— Za karę, mówisz? No cóż, możliwe, że nas tu wtrącili, bo za głośno chrupałyśmy trawę... A może to dlatego, że kiedyś strzeliłam jeźdźca w nogę jak ty przed chwilą? Ale wiesz co, jeśli oni naprawdę myślą, że ta szmata powstrzyma klacze jak my... to mają w głowie więcej siana niż my!
W końcu wzięła głęboki oddech i dodała:
— Rusz trochę pyskiem w moją stronę, pomogę ci! Tak, nachyl się trochę... jeszcze!— klacz chwyciła zębami brudną szmatę z jej głowy, szarpiąc delikatnie, aż ta druga klacz warknęła gardłowo. Po chwili udało się – szmata zsunęła się, a ona mogła wreszcie zobaczyć swoją towarzyszkę. Klacz była niemal jej sobowtórem.
— Lepiej? – zapytała z uśmiechem. — To prawda! Ludzie nigdy by nas nie skrzywdzili. Ja zawsze miałam zieloną łąkę do biegania i świeże jabłka do schrupania, więc może teraz po prostu zabierają nas na wycieczkę krajoznawczą? Chociaż muszę przyznać, że bardzo nieładnie cię potraktowali z tym workiem na głowie... Ale racja, racja… przecież ludzie zawsze się nami opiekowali, prawda? Dbają o nas, karmią, głaszczą, więc... pewnie chcą, żebyśmy były... hm... szczęśliwe? Może to jakiś końskie spa, tylko... naprawdę dziwne spa.
— Za karę, mówisz? No cóż, możliwe, że nas tu wtrącili, bo za głośno chrupałyśmy trawę... A może to dlatego, że kiedyś strzeliłam jeźdźca w nogę jak ty przed chwilą? Ale wiesz co, jeśli oni naprawdę myślą, że ta szmata powstrzyma klacze jak my... to mają w głowie więcej siana niż my!
W końcu wzięła głęboki oddech i dodała:
— Rusz trochę pyskiem w moją stronę, pomogę ci! Tak, nachyl się trochę... jeszcze!— klacz chwyciła zębami brudną szmatę z jej głowy, szarpiąc delikatnie, aż ta druga klacz warknęła gardłowo. Po chwili udało się – szmata zsunęła się, a ona mogła wreszcie zobaczyć swoją towarzyszkę. Klacz była niemal jej sobowtórem.
— Lepiej? – zapytała z uśmiechem. — To prawda! Ludzie nigdy by nas nie skrzywdzili. Ja zawsze miałam zieloną łąkę do biegania i świeże jabłka do schrupania, więc może teraz po prostu zabierają nas na wycieczkę krajoznawczą? Chociaż muszę przyznać, że bardzo nieładnie cię potraktowali z tym workiem na głowie... Ale racja, racja… przecież ludzie zawsze się nami opiekowali, prawda? Dbają o nas, karmią, głaszczą, więc... pewnie chcą, żebyśmy były... hm... szczęśliwe? Może to jakiś końskie spa, tylko... naprawdę dziwne spa.