06.09.2024, 22:32 ✶
Mona siedziała przez chwilę w ciszy, czując, jak jej serce powoli topnieje pod ciężarem słów Icarusa.
Była. Użył formy przeszłej.
I nagle wszystko okazało się jasne jak słońce. Jej usta mimowolnie ułożyły się w literę „o”. Była taka głupia! Czy naprawdę musiał wyznać jej coś tak osobistego, by w końcu zrozumiała, że chodziło o jego rodzinę? Była okrutna, prawda? Przecież doskonale wiedziała, jak wielkie znaczenie miała dla niego rodzina, jak patrzył na swojego ojca z niezmiernym podziwem. Dlaczego nie pomyślała, że mógłby darzyć podobnymi uczuciami swoją matkę? Niemagiczny świat posiadał jego mamę. A raczej wspomnienia o niej, historie, których Icarus nigdy nie poznał, a desperacko próbował odkryć.
Mona rozluźniła ramiona i powoli odstawiła ciepły napój na stół, który wcześniej kurczowo trzymała. Kiedy wspomniał o ,,brudnej krwi’’, poczuła palące ukłucie wstydu. Jak mogła być tak niewrażliwa?
– Och, Ari – zaczęła cicho. — Ja nie wiedziałam... Powinnam była się domyślić. W tym przypadku... to rzeczywiście ma sens. Przepraszam, że wcześniej nie widziałam tego wszystkiego w ten sposób. Nie chodzi wyłącznie o postęp, politykę... tylko o ciebie – dodała.
Jej dłoń powędrowała w stronę jego, żeby delikatnie ścisnąć ją w przepraszającym geście. Potem zawahała się, zastanawiając się, jak ująć to, co czuła.
– Nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, kim jestem, skąd pochodzę... – przyznała, bawiąc się krawędzią swojego rękawa. – Moja rodzina zawsze była taka... jednolita, wszystko było jasne i klarowne. Czasem chyba zapominam, że inni mają inaczej. A ty po prostu miałbyś szansę na odszukanie tego kawałka siebie, który został ci odebrany, zanim miałeś szansę go poznać.
Jej spojrzenie zmiękło jeszcze bardziej, a głos przybrał łagodniejszy ton.
– Rozumiem, dlaczego to dla ciebie takie ważne. Ale Icarusie... – przymknęła na chwilę oczy, ignorując cichy niepokój w jej sercu. – Tylko proszę, nie pozwól, żeby ta polityka cię zawiodła. Nie chciałabym, żebyś się rozczarował, gdy okaże się, że te obietnice nie spełnią twoich oczekiwań.
Była. Użył formy przeszłej.
I nagle wszystko okazało się jasne jak słońce. Jej usta mimowolnie ułożyły się w literę „o”. Była taka głupia! Czy naprawdę musiał wyznać jej coś tak osobistego, by w końcu zrozumiała, że chodziło o jego rodzinę? Była okrutna, prawda? Przecież doskonale wiedziała, jak wielkie znaczenie miała dla niego rodzina, jak patrzył na swojego ojca z niezmiernym podziwem. Dlaczego nie pomyślała, że mógłby darzyć podobnymi uczuciami swoją matkę? Niemagiczny świat posiadał jego mamę. A raczej wspomnienia o niej, historie, których Icarus nigdy nie poznał, a desperacko próbował odkryć.
Mona rozluźniła ramiona i powoli odstawiła ciepły napój na stół, który wcześniej kurczowo trzymała. Kiedy wspomniał o ,,brudnej krwi’’, poczuła palące ukłucie wstydu. Jak mogła być tak niewrażliwa?
– Och, Ari – zaczęła cicho. — Ja nie wiedziałam... Powinnam była się domyślić. W tym przypadku... to rzeczywiście ma sens. Przepraszam, że wcześniej nie widziałam tego wszystkiego w ten sposób. Nie chodzi wyłącznie o postęp, politykę... tylko o ciebie – dodała.
Jej dłoń powędrowała w stronę jego, żeby delikatnie ścisnąć ją w przepraszającym geście. Potem zawahała się, zastanawiając się, jak ująć to, co czuła.
– Nigdy nie miałam wątpliwości co do tego, kim jestem, skąd pochodzę... – przyznała, bawiąc się krawędzią swojego rękawa. – Moja rodzina zawsze była taka... jednolita, wszystko było jasne i klarowne. Czasem chyba zapominam, że inni mają inaczej. A ty po prostu miałbyś szansę na odszukanie tego kawałka siebie, który został ci odebrany, zanim miałeś szansę go poznać.
Jej spojrzenie zmiękło jeszcze bardziej, a głos przybrał łagodniejszy ton.
– Rozumiem, dlaczego to dla ciebie takie ważne. Ale Icarusie... – przymknęła na chwilę oczy, ignorując cichy niepokój w jej sercu. – Tylko proszę, nie pozwól, żeby ta polityka cię zawiodła. Nie chciałabym, żebyś się rozczarował, gdy okaże się, że te obietnice nie spełnią twoich oczekiwań.