08.09.2024, 13:29 ✶
Eliksir wiggenowy był obrzydliwy. Za każdym razem, gdy musiał go wypić, wzdrygał się i walczył z odruchem wymiotnym przez kilka następnych minut. Z tego względu wiedział, że go przyjął, nawet jeśli jednocześnie wydawało mu się, że nie był sobą i tylko z zewnątrz uczestniczył w całej sytuacji. Otumanienie sprawiało, że nie był tak responsywny, jakby tego chciał. Całe resztki siły wkładał w to, żeby pozostać przytomnym, choć odlatywał nawet mimo jednoczesnego kaszlu, który ogarnął go po poczuciu ohydnego smaku na języku. Nie był w takim stanie od dobrej dekady. Mylił sytuacje i pojęcia w swojej głowie. Wydawało mu się, że powinien być w swoim łóżku, tymczasem czuł twardość i niewygodę krzesła a ręka podająca mu medykamenty nie była ani ręką siostry, ani ręką macochy. Zapach pomieszczenia i perfum kobiety też niewiele mu mówiły.
- Któryś z od...wywarów dr...re...ege...renu...reneru...nerujących - machnął ręka w nieokreślonym kierunku, próbując trafić tam, gdzie musiała być jego torba. Robił to całkiem na oślep, ale miał nadzieję, że domyśliła się, o co mu chodzi. - Za...od...podkręci za...wy...działanie wiggenow...tego - dodał, bo nawet w tym stanie wiedział, co pił. Miał dobry węch i smak. Odnotował, co mu dała.
Nie. Nie oszukiwał się, że był tak czujny, że nie wypiłby eliksiru z cudzej ręki. I że świadomie zrobił to, bo podała mu go znajoma osoba a nie ktoś obcy. To, że go przedtem powąchał było odruchem uzdrowiciela. Nawet w tym stanie zachował podstawowe instynkty. Zawsze z odległości wąchał nieznane substancje, zanim przyłożył je jeszcze bliżej twarzy a potem w ostateczności wypił. Był na tyle półprzytomny, że gdyby skutecznie przymaskowała coś zapachem eliksiru wiggenowego, nie byłby w stanie tego stwierdzić. Ani przez chwilę nie skupił się na kolorze substancji ani innych cechach, które powinien sprawdzić poza zapachem. Nieświadomie jej zaufał, godząc się na przyjęcie tego, co mu podała, bo tak piorunująco bolała go cała głowa. Nie tylko wewnątrz. Również u podstawy czaszki i w paru innych miejscach razem z napiętymi, rozgrzanymi, ale sztywnymi mięśniami.
Paradoksalnie, eliksir wiggenowy działał. Nie jakoś znacząco, bo Ambroise wylał na siebie znaczną część dawki zamiast ją przyjąć, ale był bardziej responsywny niż można byłoby założyć, że będzie. Owszem, nadal mamrotał i mylił słowa, walcząc z plączącym się językiem, ale odnotowywał próby nawiązania kontaktu.
- Pacjent? - Spytał powoli, marszcząc brwi. Miał pacjenta? On był pacjentem? To było kłopotliwe skomplikowane.
- Któryś z od...wywarów dr...re...ege...renu...reneru...nerujących - machnął ręka w nieokreślonym kierunku, próbując trafić tam, gdzie musiała być jego torba. Robił to całkiem na oślep, ale miał nadzieję, że domyśliła się, o co mu chodzi. - Za...od...podkręci za...wy...działanie wiggenow...tego - dodał, bo nawet w tym stanie wiedział, co pił. Miał dobry węch i smak. Odnotował, co mu dała.
Nie. Nie oszukiwał się, że był tak czujny, że nie wypiłby eliksiru z cudzej ręki. I że świadomie zrobił to, bo podała mu go znajoma osoba a nie ktoś obcy. To, że go przedtem powąchał było odruchem uzdrowiciela. Nawet w tym stanie zachował podstawowe instynkty. Zawsze z odległości wąchał nieznane substancje, zanim przyłożył je jeszcze bliżej twarzy a potem w ostateczności wypił. Był na tyle półprzytomny, że gdyby skutecznie przymaskowała coś zapachem eliksiru wiggenowego, nie byłby w stanie tego stwierdzić. Ani przez chwilę nie skupił się na kolorze substancji ani innych cechach, które powinien sprawdzić poza zapachem. Nieświadomie jej zaufał, godząc się na przyjęcie tego, co mu podała, bo tak piorunująco bolała go cała głowa. Nie tylko wewnątrz. Również u podstawy czaszki i w paru innych miejscach razem z napiętymi, rozgrzanymi, ale sztywnymi mięśniami.
Paradoksalnie, eliksir wiggenowy działał. Nie jakoś znacząco, bo Ambroise wylał na siebie znaczną część dawki zamiast ją przyjąć, ale był bardziej responsywny niż można byłoby założyć, że będzie. Owszem, nadal mamrotał i mylił słowa, walcząc z plączącym się językiem, ale odnotowywał próby nawiązania kontaktu.
- Pacjent? - Spytał powoli, marszcząc brwi. Miał pacjenta? On był pacjentem? To było kłopotliwe skomplikowane.