15.01.2023, 21:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.01.2023, 21:53 przez Sauriel Rookwood.)
Oo właśnie, dupek. Dupek. Przez duże "d", inaczej Saurielkowi byłoby bardzo przykro, a jego jakże wrażliwe serce rozpadłoby się na kawałeczki. Można było o nim usłyszeć wiele rzeczy, ale... dobre? Tylko Norka była taka zwariowana, żeby mówić o nim DOBRZE. No, może do tego jeszcze teraz dołączała Victoria. Chyba. Może. Probably? Gdyby tylko ten jakże wspaniały komplement wypowiedziany przez ex (?) przyjaciela dotarł do jego uszu, to byłby to prawdziwy miód! Mlekiem i miodem płynąca dolina, w której moczysz sobie stópki, kiedy myślisz, że masz już za twarde pięty. Czy coś takiego. Niestety nie było odmaczania piętek ani żadnego feels good na duchu, bo komplement dosłyszany nie został. Sauriel zajął się akurat spoglądaniem na dziewczyny przy stoliku i puszczeniem w ich kierunku oczka, jak i tym, że kiedy już zwrócił się do baru to widział Norę Figg. I niekoniecznie przysłuchiwał się od razu, o czym ona rozmawia z klientami. Mało tu ich było? Ano - nie. A gdyby tak to obrzezać z cynizmu, którym Rookwood opływał na co dzień, jakby tak odjąć szczyptę sarkazmu, trochę ironii i zostawić czystość ponad czystościami to jednak większą przyjemność sprawiłoby mu to, że tak naprawdę ktoś jeszcze dobrze o nim mówić potrafił. I nawet go obronić. Biedna, naiwna Nora Figg... kobieta, która we wszystkich dostrzegała dobro. Kobieta, która chciała dawać szanse. Nie wiedziała jednak, że dla niektórych na tę szansę było za późno. A jeszcze inni - po prostu na nią nie zasługiwali. Czarnowłosy nie wtykał się w żadną z tych grup, kiedy tutaj przychodził. Wolał raczej myśleć, że tę szansę chwytał i dzięki temu chociaż przez parę godzin w ciągu dnia dwoje z nich było nawet zadowolonych z życia.
Niestety - czarne koty przyciągały tylko nieszczęście.
- Nie doceniasz się, Landrynko. - Na jego twarzy zagościł klasyczny smirk, a potem już uniósł brwi i obrócił głowę, kiedy usłyszał znajomy głos niedaleko mówiący, że za buziaka to żarcia sobie nie kupi. Fergus Ollivander. Tutaj. I nie było nawet żadnego kaprysu na jego facjacie sugerującego, że tak to być nie może, że teraz będą na siebie wpadać cały czas, albo że on to zaraz wychodzi. Nie, w zasadzie to uśmiechnął się nieco szerzej, zaskoczony jak i rozbawiony tekstem oraz zbiegiem okoliczności, który ich tutaj na siebie natknął. - Duszę, Fergusie, nakarmię swoją duszę. - Gdyby tak porównać Sauriela stąd i teraz do tego z Nocturnu to... no inny czł... wampir. Inny wampir. Na pewno w lepszym humorze, a to czyniło go o wiele bardziej przystępnego. Na pewno bardziej zbliżonego do tego, co było kiedyś. - A nic, tak się zastanawiam czy złamać ci rękę jeśli poczuję chociaż jeszcze jedno twoje uderzenie. - I teraz już uśmiechnął się SYMPATYCZNIE, co było absolutnie creepy i niepokojące w jego wydaniu. Bo jego oczy się nie uśmiechały, kiedy na Fergusa spojrzał. - Rozumiem, że lubisz adrenalinę, ale że teraz przy każdym spotkaniu muszę ci grozić połamaniem rąk? - I sam wyciągnął rękę i KLEPNĄŁ Fergusa w plecki. Raz - a porządnie. Po przyjacielsku, rzecz jasna, bo przecież Sauriel to był w pełni ultra super turbo przyjacielski wampir Śmierciożerca w różowej kawiarni, jak już ustaliliśmy. Śmieszki śmieszkami, bo zrobił to bardziej faktycznie "po przyjacielsku", chociaż mocniej w zamian za to jego wdzięczne KLEPANIE. Tym nie mniej kiedy przesunął wzrok to na Norę, to z powrotem na Fergusa to nastrój bardzo gładko mu odpłynął. Ten dobry. Nie było o to trudno, Sauriel potrafił z jednej chwili na drugą przechodzić swoje humorki. Raz kot chce być głaskany, potem go dotkniesz i cię ugryzie. Dzikie dachowce już tak miały. Tym nie mniej było to spowodowane jedną rzeczą - odebrał wrażenie, że Fergus próbuje mu przekazać: wypieprzaj stąd. O wiele milej, ale jego mózg przetworzył przekaz na to, że nie jest tu mile widziany. Nie był? To chyba już zależało jak dla kogo. Przez moment więc z jego strony zapanowała cisza, kiedy intensywnie wiercił na wylot Fergusa czarnymi oczyma. Układał wątki. Fergus i Nora się znali. Długo? Bardzo? Fergus zachowywał się... jak debil. Sztucznie. Nerwowo - tak kiedyś się zachowywał jak był nerwowy. Spojrzał na Norę, która ewidentnie też wyczuła sytuację, że jest... dziwna. Klocek do klocka i w końcu piramidka na szczycie pokazała jedno pytanie: czy Fergus się boi o Norę? A to pytanie się nie spodobało czarnowłosemu. Bardzo nie spodobało.
- Nie wiedziałem, że się znacie. - Sauriel nie był wielkim manipulantem zdolnym schować wszystkie swoje emocje, to i nie dziwne, że jeszcze przed chwilą jego mrukliwy, leniwy ton zmienił się na chłodniejszy i nabrał wyrazistości. - Nie będę przeszkadzał. Będę się zresztą niedługo zbierał, Piękna. - To ostatnie zdanie zabrzmiało już nieco bardziej przyjaźnie, kiedy skierował je prosto do Nory.
Niestety - czarne koty przyciągały tylko nieszczęście.
- Nie doceniasz się, Landrynko. - Na jego twarzy zagościł klasyczny smirk, a potem już uniósł brwi i obrócił głowę, kiedy usłyszał znajomy głos niedaleko mówiący, że za buziaka to żarcia sobie nie kupi. Fergus Ollivander. Tutaj. I nie było nawet żadnego kaprysu na jego facjacie sugerującego, że tak to być nie może, że teraz będą na siebie wpadać cały czas, albo że on to zaraz wychodzi. Nie, w zasadzie to uśmiechnął się nieco szerzej, zaskoczony jak i rozbawiony tekstem oraz zbiegiem okoliczności, który ich tutaj na siebie natknął. - Duszę, Fergusie, nakarmię swoją duszę. - Gdyby tak porównać Sauriela stąd i teraz do tego z Nocturnu to... no inny czł... wampir. Inny wampir. Na pewno w lepszym humorze, a to czyniło go o wiele bardziej przystępnego. Na pewno bardziej zbliżonego do tego, co było kiedyś. - A nic, tak się zastanawiam czy złamać ci rękę jeśli poczuję chociaż jeszcze jedno twoje uderzenie. - I teraz już uśmiechnął się SYMPATYCZNIE, co było absolutnie creepy i niepokojące w jego wydaniu. Bo jego oczy się nie uśmiechały, kiedy na Fergusa spojrzał. - Rozumiem, że lubisz adrenalinę, ale że teraz przy każdym spotkaniu muszę ci grozić połamaniem rąk? - I sam wyciągnął rękę i KLEPNĄŁ Fergusa w plecki. Raz - a porządnie. Po przyjacielsku, rzecz jasna, bo przecież Sauriel to był w pełni ultra super turbo przyjacielski wampir Śmierciożerca w różowej kawiarni, jak już ustaliliśmy. Śmieszki śmieszkami, bo zrobił to bardziej faktycznie "po przyjacielsku", chociaż mocniej w zamian za to jego wdzięczne KLEPANIE. Tym nie mniej kiedy przesunął wzrok to na Norę, to z powrotem na Fergusa to nastrój bardzo gładko mu odpłynął. Ten dobry. Nie było o to trudno, Sauriel potrafił z jednej chwili na drugą przechodzić swoje humorki. Raz kot chce być głaskany, potem go dotkniesz i cię ugryzie. Dzikie dachowce już tak miały. Tym nie mniej było to spowodowane jedną rzeczą - odebrał wrażenie, że Fergus próbuje mu przekazać: wypieprzaj stąd. O wiele milej, ale jego mózg przetworzył przekaz na to, że nie jest tu mile widziany. Nie był? To chyba już zależało jak dla kogo. Przez moment więc z jego strony zapanowała cisza, kiedy intensywnie wiercił na wylot Fergusa czarnymi oczyma. Układał wątki. Fergus i Nora się znali. Długo? Bardzo? Fergus zachowywał się... jak debil. Sztucznie. Nerwowo - tak kiedyś się zachowywał jak był nerwowy. Spojrzał na Norę, która ewidentnie też wyczuła sytuację, że jest... dziwna. Klocek do klocka i w końcu piramidka na szczycie pokazała jedno pytanie: czy Fergus się boi o Norę? A to pytanie się nie spodobało czarnowłosemu. Bardzo nie spodobało.
- Nie wiedziałem, że się znacie. - Sauriel nie był wielkim manipulantem zdolnym schować wszystkie swoje emocje, to i nie dziwne, że jeszcze przed chwilą jego mrukliwy, leniwy ton zmienił się na chłodniejszy i nabrał wyrazistości. - Nie będę przeszkadzał. Będę się zresztą niedługo zbierał, Piękna. - To ostatnie zdanie zabrzmiało już nieco bardziej przyjaźnie, kiedy skierował je prosto do Nory.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.