15.01.2023, 22:33 ✶
- Nikt nie może jej za ciebie podjąć. Nie będzie nam łatwo ale o tym wiedzieliśmy od samego początku. - to było wpisane w fundamenty ich relacji. Nie mieli innego scenariusza niż wieczne ukrywanie swoich preferencji. Widział po jego postawie, że to go męczy a są wszak dopiero na samym początku drogi. Jeśli zdecydują się ruszyć razem to tak, będzie ciężko. Czuł w kościach, że może mu się udać. Wiedział już jakich błędów unikać i Merlin mu świadkiem, nigdy w życiu nie zapomni już narzucić na Fergusa zaklęcia ochronnego. Poćwiczy jeśli tylko kupi różdżkę. Wyrobi w sobie odruch zasłaniania go niewidzialną powłoką odpychającą działanie zaklęć. Oczywiście nie będzie mile widziany w jego towarzystwie lecz gotów był to zignorować i pomimo wymownych spojrzeć pokazywać się w jego okolicy regularnie. Niech się inni przyzwyczajają, że pomimo sytuacji z gabinetu będą się przyjaźnić… bardziej niż dotychczas.
- Nic na to nie poradzę.- odparł smutno. Nie wiedział co na to powiedzieć. Świat nie akceptował odmienności, zwłaszcza w kręgach czystokrwistych. Nie miał sił ponownie myśleć o konsekwencjach swojego postępowania. Cokolwiek zrobi - ktoś będzie skrzywdzony. Nie było bezbolesnego wyjścia bo choć ich relacja była świeża to po pierwszym pocałunku pobiegła za daleko. Nie ma odwrotu. Mogą udawać i zapomnieć ale unieszczęśliwianie się odbije się czkawką na ich osobowości. Nabrał już pewności, że Fergus go potrzebuje. On jego równie mocno. Sytuacja w gabinecie była trudna do rozpracowania ale przecież mu wybaczy. Tak naprawdę nie mógł obwiniać nikogo poza sobą. Potrzeba czasu aż przyzna na głos przed jego obliczem, że był jedynie niewinną ofiarą i nie miał w sobie winy. Wybuchł emocjami bo sobie nie radził z sumieniem i notorycznym wytykaniem błędu.
- Nie gadaj głupot. Nie chcemy amnezjatora.- przesunął dłonią po jego ramieniu zakrytym kocem. Gdyby mógł to położyliby się razem i zasnęli na całą noc, obok siebie, żeby mieć podobne sny. Uśmiechnął się nieco dłużej gdy zapewnił, że nie chciał z niego zrezygnować.
- To jest odpowiedź na którą czekałem.- mówił, że nie umie podjąć decyzji a właśnie to na wpół świadomie zrobił, obiecując, że go nie porzuci i tak jak on, nie posłucha rozsądku. Ponownie go objął choć był po części spięty, że bliskość ta jest w miejscu nie do końca wskazanym. Zgarnął skołtunioną grzywkę z jego czoła i ucałował je czule.
- Brzmi niepokojąco. Może się położysz? - zmartwił się opisem niemożliwej przygody i przypisał to zmęczeniu. Nie zaśmiał się bo odebrał to za objaw osłabienia. Wystarczająco mocno go męczył, niejako zmuszając do konfrontacji. Żałował, że się na niego wydarł. Było mu z tego wstyd. Podrapał go po plecach gdy osłonił ich kocem.
- Przepraszam, że na ciebie krzyczałem. Połóż się, posiedzę obok. A gdy już stąd wyjdziesz… - odsunął się lekko kładąc dłoń na jego policzku.
... to zapraszam cię na jacht. Zróbmy sobie randkę. Zamówię te obiecane pączki, wypłyniemy daleko od lądu żebyśmy byli sami. Zero magicznych przedmiotów i eliksirów miłości.- nachylił się do jego ucha z szeptem.
- Zastąpię ten koc.- obiecał bardzo cicho i obrócił Fergusa plecami do siebie, prowadząc go z powrotem do łóżka i pilnując aby wpakował się pod pościel. Przysiadł na brzegu łóżka i położył dłoń na jego udzie, ot przypadkiem.
- Poczekam aż zaśniesz.- obiecał cicho i zamierzał dotrzymać słowa.
- Nic na to nie poradzę.- odparł smutno. Nie wiedział co na to powiedzieć. Świat nie akceptował odmienności, zwłaszcza w kręgach czystokrwistych. Nie miał sił ponownie myśleć o konsekwencjach swojego postępowania. Cokolwiek zrobi - ktoś będzie skrzywdzony. Nie było bezbolesnego wyjścia bo choć ich relacja była świeża to po pierwszym pocałunku pobiegła za daleko. Nie ma odwrotu. Mogą udawać i zapomnieć ale unieszczęśliwianie się odbije się czkawką na ich osobowości. Nabrał już pewności, że Fergus go potrzebuje. On jego równie mocno. Sytuacja w gabinecie była trudna do rozpracowania ale przecież mu wybaczy. Tak naprawdę nie mógł obwiniać nikogo poza sobą. Potrzeba czasu aż przyzna na głos przed jego obliczem, że był jedynie niewinną ofiarą i nie miał w sobie winy. Wybuchł emocjami bo sobie nie radził z sumieniem i notorycznym wytykaniem błędu.
- Nie gadaj głupot. Nie chcemy amnezjatora.- przesunął dłonią po jego ramieniu zakrytym kocem. Gdyby mógł to położyliby się razem i zasnęli na całą noc, obok siebie, żeby mieć podobne sny. Uśmiechnął się nieco dłużej gdy zapewnił, że nie chciał z niego zrezygnować.
- To jest odpowiedź na którą czekałem.- mówił, że nie umie podjąć decyzji a właśnie to na wpół świadomie zrobił, obiecując, że go nie porzuci i tak jak on, nie posłucha rozsądku. Ponownie go objął choć był po części spięty, że bliskość ta jest w miejscu nie do końca wskazanym. Zgarnął skołtunioną grzywkę z jego czoła i ucałował je czule.
- Brzmi niepokojąco. Może się położysz? - zmartwił się opisem niemożliwej przygody i przypisał to zmęczeniu. Nie zaśmiał się bo odebrał to za objaw osłabienia. Wystarczająco mocno go męczył, niejako zmuszając do konfrontacji. Żałował, że się na niego wydarł. Było mu z tego wstyd. Podrapał go po plecach gdy osłonił ich kocem.
- Przepraszam, że na ciebie krzyczałem. Połóż się, posiedzę obok. A gdy już stąd wyjdziesz… - odsunął się lekko kładąc dłoń na jego policzku.
... to zapraszam cię na jacht. Zróbmy sobie randkę. Zamówię te obiecane pączki, wypłyniemy daleko od lądu żebyśmy byli sami. Zero magicznych przedmiotów i eliksirów miłości.- nachylił się do jego ucha z szeptem.
- Zastąpię ten koc.- obiecał bardzo cicho i obrócił Fergusa plecami do siebie, prowadząc go z powrotem do łóżka i pilnując aby wpakował się pod pościel. Przysiadł na brzegu łóżka i położył dłoń na jego udzie, ot przypadkiem.
- Poczekam aż zaśniesz.- obiecał cicho i zamierzał dotrzymać słowa.