09.09.2024, 13:22 ✶
Gdyby Vior zdecydowała się na drogę życia prowadzącą przez zapicie się na dobre, wyleciałaby z Rejwachu na kopach. I Woody zrobiłby co w jego mocy, aby w pozostałych barach na Nokturnie potraktowali ją podobnie.
— Głupoty gadasz. Wyglądam ci na strutego? — Uniósł ręce nad głowę, eksponując w pełnej krasie okaz zdrowia, jakim był. I to nieszczęsne piwo w lewej dłoni. — Czym innym niż etanolem — uściślił więc od razu.
Znali się rzeczywiście długo; jeszcze trochę, a Woody będzie bawił na Nokturnie pełną dekadę. Wystarczająco, aby zobaczyć, jak nastolatka przeradza się w dorosłą kobietę; nawet nie wiadomo kiedy w gruncie rzeczy.
— Zwolnij, dziewczyno! Gdzie ja ci mówię o wszystkim? — zakrzyknął defensywnie Tarp. Jak mocno oszalał…? Może trochę. Jego początkowe poruszenie napędzane jej paniką szybko się na szczęście rozproszyło. Czarodziej nachylił się nad ladą w stronę Vior i dalszą część rozmowy prowadził przyciszonym, nieomal konspiracyjnym tonem, który ginął wśród muzyki, nim dotarł do innych, zajętych sobą klientów. — Mówię o prawdzie. A prawda jest taka, że bliskie relacje… no nie są twoją mocną stroną, tak? Nie musisz wchodzić w szczegóły biografii, żeby mu to powiedzieć. I nie daj sobie wmówić, że masz obowiązek się w detalach tłumaczyć. Po prostu ubierz to w jakieś ładne słowo, żeby pomóc mu zrozumieć, o co szło. Że tak masz, że ci przykro, że było tak pięknie, że aż nie dowierzałaś, że to prawda. Coś wymyślisz. Na początek odsłoń taki mały kawałeczek i zobacz, czy coś się stanie. Tak się chyba buduje relację… a przynajmniej u mnie działało. Potem przestałem odsłaniać kawałeczki i zobacz, gdzie skończyłem. — Wyprostował się i powiódł ramieniem dookoła pubu.
Nie zaczynał z tej pozycji, co Viorica, to należało przyznać. Jego relacja z Tessą rozwinęła się naturalnie, od dwójki normalnych nastolatków rozkwitła do dwojga młodych dorosłych. Przez pierwszych kilka lat małżeństwa idealnie się dopełniali, nie było między nimi sekretów i Longbottom był przekonany, że jest najbardziej zakochanym mężem w całej Anglii. Było tak, dopóki nie przeżyli osobno bólu, który powinni przeżyć razem. Powinni odsłonić się przed sobą nawzajem, jak to czynili przedtem niezliczoną ilość razy, zamiast radzić sobie z traumą oddzielnie. Nigdy potem nie udało im się już podejść tak blisko siebie jak wcześniej. Wtedy coś powoli zaczęło między nimi gnić.
— Ale jak nie ufasz mu na tyle, żeby spróbować… Tutaj zawsze jest dla ciebie miejsce, jeśli się okaże, że sprawa się sypnie. Czego ci nie życzę. Oczywiście.
Może i byli oboje uciekinierami, ale Woody chciał zobaczyć Zamfir w lepszym życiu niż to obecne. Było to prawdopodobnie marzenie ściętej głowy, o czym przypomniał mu kolejny wątek, jaki podjęła. O ileż bardziej kruche były więzy łączące ze szczęśliwym życiem kogoś pokroju Longbottoma, niż te wiążące z przeszłością, którą spędziło się w miejscu takim jak Nokturn. Stąd ciężko było uciec w pełni.
— Ano obiło mi się o uszy, że wrócił. Jeszcze nikt od niego do mnie nie zapukał, a na pewno nie oficjalnie. — Pozostawał mimo to, a może właśnie dlatego, czujny. Nie sposób układać się dobrze z bossami przestępczego półświatka, gdy uparcie starasz się prowadzić biznes na własną rękę, nie pod ichniejszą kuratelą. — Martwisz się?
— Głupoty gadasz. Wyglądam ci na strutego? — Uniósł ręce nad głowę, eksponując w pełnej krasie okaz zdrowia, jakim był. I to nieszczęsne piwo w lewej dłoni. — Czym innym niż etanolem — uściślił więc od razu.
Znali się rzeczywiście długo; jeszcze trochę, a Woody będzie bawił na Nokturnie pełną dekadę. Wystarczająco, aby zobaczyć, jak nastolatka przeradza się w dorosłą kobietę; nawet nie wiadomo kiedy w gruncie rzeczy.
— Zwolnij, dziewczyno! Gdzie ja ci mówię o wszystkim? — zakrzyknął defensywnie Tarp. Jak mocno oszalał…? Może trochę. Jego początkowe poruszenie napędzane jej paniką szybko się na szczęście rozproszyło. Czarodziej nachylił się nad ladą w stronę Vior i dalszą część rozmowy prowadził przyciszonym, nieomal konspiracyjnym tonem, który ginął wśród muzyki, nim dotarł do innych, zajętych sobą klientów. — Mówię o prawdzie. A prawda jest taka, że bliskie relacje… no nie są twoją mocną stroną, tak? Nie musisz wchodzić w szczegóły biografii, żeby mu to powiedzieć. I nie daj sobie wmówić, że masz obowiązek się w detalach tłumaczyć. Po prostu ubierz to w jakieś ładne słowo, żeby pomóc mu zrozumieć, o co szło. Że tak masz, że ci przykro, że było tak pięknie, że aż nie dowierzałaś, że to prawda. Coś wymyślisz. Na początek odsłoń taki mały kawałeczek i zobacz, czy coś się stanie. Tak się chyba buduje relację… a przynajmniej u mnie działało. Potem przestałem odsłaniać kawałeczki i zobacz, gdzie skończyłem. — Wyprostował się i powiódł ramieniem dookoła pubu.
Nie zaczynał z tej pozycji, co Viorica, to należało przyznać. Jego relacja z Tessą rozwinęła się naturalnie, od dwójki normalnych nastolatków rozkwitła do dwojga młodych dorosłych. Przez pierwszych kilka lat małżeństwa idealnie się dopełniali, nie było między nimi sekretów i Longbottom był przekonany, że jest najbardziej zakochanym mężem w całej Anglii. Było tak, dopóki nie przeżyli osobno bólu, który powinni przeżyć razem. Powinni odsłonić się przed sobą nawzajem, jak to czynili przedtem niezliczoną ilość razy, zamiast radzić sobie z traumą oddzielnie. Nigdy potem nie udało im się już podejść tak blisko siebie jak wcześniej. Wtedy coś powoli zaczęło między nimi gnić.
— Ale jak nie ufasz mu na tyle, żeby spróbować… Tutaj zawsze jest dla ciebie miejsce, jeśli się okaże, że sprawa się sypnie. Czego ci nie życzę. Oczywiście.
Może i byli oboje uciekinierami, ale Woody chciał zobaczyć Zamfir w lepszym życiu niż to obecne. Było to prawdopodobnie marzenie ściętej głowy, o czym przypomniał mu kolejny wątek, jaki podjęła. O ileż bardziej kruche były więzy łączące ze szczęśliwym życiem kogoś pokroju Longbottoma, niż te wiążące z przeszłością, którą spędziło się w miejscu takim jak Nokturn. Stąd ciężko było uciec w pełni.
— Ano obiło mi się o uszy, że wrócił. Jeszcze nikt od niego do mnie nie zapukał, a na pewno nie oficjalnie. — Pozostawał mimo to, a może właśnie dlatego, czujny. Nie sposób układać się dobrze z bossami przestępczego półświatka, gdy uparcie starasz się prowadzić biznes na własną rękę, nie pod ichniejszą kuratelą. — Martwisz się?
piw0 to moje paliwo